Załóżmy sukienki

31-05-2011

Agnieszka Litorowicz-Siegert, Twój STYL

Proponuję, by w dniu, który jest nowymi urodzinami Magdy Prokopowicz ustanowić „Dzień Sukienki”. Siła tej dziewczyny jest metafizyczna. A potencjał tego ciucha niedoceniony. Magda zrobiła z sukienki symbol fenomenalnej wiary w pokonanie raka.

 

 

Jesienią zadzwoniła do mnie miła młoda kobieta. Znałam to nazwisko, ale miałam mało czasu, żeby je rozkodować – moja dwuletnia córka akurat wetknęła paluszki w różową plakatówkę, a kot uciekł na patio buszować w krzakach sąsiadów. Zgodziłam się szybko, bo nie miewam wątpliwości, gdy sprawa jest czysta: rozmówczyni wymieniła nazwę fundacji i cel – odnowimy poczekalnie na oddziałach onkologicznych. Tak. Mam zrobić wywiad do książki, której bohaterkami będą „Boskie Matki” – kobiety, które dowiedziały się o ciąży prawie w tym samy czasie, co o raku. Ogromne zadanie. Boję się raka. Boję się swojej nieporadności wobec chorujących. Kiedy brat mojego męża umarł na białaczkę w wieku 19 lat, znienawidziłam te chorobę i zrozumiałam, jak mało wiem o tym, co się przeżywa wiedząc, że zaraz świat może się skończyć. Ale Dorota, z która miałam zrobić wywiad, już wyzdrowiała… OK. Posprzątałam farby, zrobiłam kolację synom-nastolatkom, pogadałam z mężem o rachunkach. Dom zasnął, w Internecie poszukałam TEGO nazwiska. Magda Prokopowicz. Już wiem, skąd znałam jej historię. Pamiętam tekst z mojego pisma – wstrząsający, elektryzujący, bajecznie pozytywny i do kości, do zdartej skóry bolesny. Kim ona jest? Posłuchajcie: Zachorowała na raka i zostawił ją facet – nie wytrzymał napięcia, nie poradził sobie z przerażeniem. Poznała drugiego – jak uwierzyć, że ten da radę? Znali się kilka dni, kiedy powiedziała mu o chorobie. Po kilku tygodniach on napisał sms: chce się z nią ożenić i mieć dzieci. Ona miała wyznaczoną datę operacji – usuniecie obu piersi, potem ostra chemia. Zdecydowała: nie. Jak otwierać nowe życie z mężczyzną, dla którego za chwilę przestanie się być kobietą? Rodzina, znajomi złapali się za głowę: jak można? Dlaczego ona nie chce się leczyć?! A ona zwątpiła: oboje rodzice umarli na raka, po co się męczyć, lepiej odejść bez przeżywania piekła na ziemi. Nie chciała naświetlań, odcinania piersi, łysej głowy. Wkrótce zrobiła test ciążowy: dwa paski. I co teraz? Umieranie czy narodziny? Medycyna naturalna, w którą jeszcze trochę wierzyła, czy profesjonalni onkolodzy, którzy radzili mastektomię? Dla dziecka podjęła decyzję życia: podda się operacji. Bartek, jej mężczyzna, fotografował ją w chwilach gdy dotykała nieba i spadała na dno piekła: zmasakrowane miejsce po biuście, goła głowa, wymęczone ciało. I brzuch, w którym rosło życie, uśmiechy do nadziei. Ciąża jak test. Czy Bartek i ona wytrzymają ze sobą, czy zniosą jej chwile beznadziejnej rezygnacji, fatalnych nastrojów, zamknięcia we własnym świecie? Znieśli. Synek urodził się zdrowy i śliczny. Magda usłyszała nową diagnozę : przerzuty do kości i wątroby. Teraz nie miała żadnych wątpliwości – musi żyć. I żyje. Przeszła ostrą terapię, dzień w którym odebrała wyniki mówiące, że nie ma oznak nowotworu, uważa za nowe narodziny. Bartek był z nią cały czas. Choć miał prawo zwątpić – rak stał się także częścią jego życia, stawiał przed milionem wyborów. Ci dwoje są dziś szczęśliwymi ludźmi. Ci troje, bo synek jest może najważniejszą częścią tej historii. Magda w fundacji Rak&Roll pomaga oswoić chorobę. Książka „Boskie Matki” ukaże się w końcu maja. A teraz jest sukienka. „Nie po to kupiłam sukienkę, żeby umierać” – hasło nowej kampanii. Czarna piękna suknia z kryształkami Swarovskiego to jej część – wylicytowane za nią pieniądze pomogą odnowić poczekalnie. Tam się czeka, czasem godzinami, na diagnozę, wyniki badań, bilet w jasną albo ciemna stronę. Zamykam oczy i widzę kobiety w rządku na krzesełkach. Patrzą w ścianę. Pod nogi, w sufit, kurczowo trzymają się kogoś bliskiego, myśli, że usłyszą dobre wiadomości. W tych miejscach powinno być pięknie, jasno, ciepło, kolorowo. Bo nadzieja trwa bardzo długo. Zamknij oczy i zobacz te kobiety. Takie jak ja, jak ty. Ja już je widzę – w kwiecistych sukienkach, nie płaczące, nie przerażone. Nie po to kupiły sukienki, żeby umierać. Magdo, jesteś wielka. Możesz wszystko. Bóg musi Cię bardzo kochać. I niech tak będzie na zawsze.

 

 

Autorka: Agnieszka Litorowicz-Siegert, Twój STYL

Poprzedni artykułKolejny artykuł

Więcej w Zdrowie
Boskie matki

Po raz pierwszy w życiu byłam na konferencji prasowej, na której na przemian wszyscy płakali i uśmiechali się. I w...

Zamknij