Skóra, w której żyję
16-12-2011Mam koleżankę ze studiów. Włóczyła się po górach i jaskiniach, podróżowała stopem po całym świecie, nosiła ukochany, rozciągnięty sweter. Potrafiła zadzwonić o szóstej wieczorem i powiedzieć: „Pakuj się, o ósmej mamy pociąg w Tatry, trzeba się przewietrzyć…”.

Foto. AscensionDigital / freedigitalphotos.net
Teraz w dalszym ciągu się przyjaźnimy. Pracuje w korporacji, nosi wysokie szpilki i stonowane kostiumy. Ma męża – superfaceta, który uwielbia jej wcielenie luksusowej kobiety biznesu. Nie zna tamtego poprzedniego. Wakacje spędzają w czterogwiazdkowych hotelach, chodzą do modnych klubów – szczęśliwi, zgrani. Może się czepiam – niesłusznie i niepotrzebnie, ale kiedy namawiają nas na wieczorny clubbing, którego nie znoszę, wyczuwam u Ani jakąś sztuczność. To tak, jakby znakomicie i z przekonaniem odgrywała swoją życiową rolę. Jakby naciągnęła zupełnie nową, atrakcyjną skórę, która przylega idealnie. Ale gdzieniegdzie, w pewnym oświetleniu, widać, jak na szwach prześwituje własna powłoka…Wtedy oczy Ani przyjmują taki odległy, szczególny wyraz. Wtedy kłóci się z mężem niepotrzebnie i z błahych powodów…
Myślę, że Ania sama sobie z tego nie zdaje sprawy. A jeśli już, to czasami ma poczucie nieokreślonej tęsknoty. Nie zmienia to faktu, że Ania kocha swoją nową skórę. Nigdy jej nie powiem o swoim wrażeniu. Zresztą pewnie nawet nie wiedziałaby, o co mi chodzi. Ale, znając ją, wydaje mi się, że znacznie zdrowiej byłoby, jeśli nie bała się sięgać czasami do swego dawnego ja. Gdyby zaproponowała mężowi, że, zamiast kolejnych wczasów z biura podróży, sami zorganizują sobie włóczęgę po Europie – taką nie do końca zaplanowaną – może okazałoby się, że i on też potrafi to polubić? A może on sam by tego chciał, ale nie proponuje, bo uważa, że to nie pasuje do luksusowej Ani? Gdyby pojechała na babską wyprawę do Doliny Pięciu Stawów… Gdyby zrobiła coś spontanicznie, gdyby nie bała się być troszkę szalona i mniej przewidywalna… Intuicja mi mówi, że wtedy obie powłoki Ani miałyby szansę idealnie się dopasować.

Foto. Michal Marcol / freedigitalphotos.net
Po co to wszystko piszę? Mój mąż, czytając mi przez ramię, skomentował, że przemawia przeze mnie zazdrość, że nie mam racji, że ludzie się zmieniają, wyrastają z szaleństw i trudno wymagać od nich, aby wciąż lubili to, co kiedyś. Jasne. Ale wydaje mi się, że często tak strasznie poważnie traktujemy role, w które wepchnął nas los, że nie widzimy dla nich alternatywy. Kiedyś wydawało ci się, że potrafisz sobie wyobrazić swoje przyszłe życie – dokładnie wiedziałaś, jak je zagospodarujesz. Potem dorosłaś i dostałaś od losu inną skórę, niekoniecznie lepszą lub gorszą, po prostu inną… Naciągasz ją posłusznie na swoją własną, pozwalasz, aby stała się tobą. Jeden z bohaterów książki Doroty Terakowskiej ONO, ojciec rodziny – inteligentny i dobrze się zapowiadający naukowiec – zostaje zepchnięty do roli rodzinnego safanduły i nieudacznika. Zamyka się w swoim pokoju, wznosi twierdzę z książek i muzyki, udaje, że zewnętrzny świat nie istnieje. W sąsiednim pokoju opłakuje swoje marzenia żona. I tak tkwią w swoich pancerzach i nienawidzą się coraz bardziej za to, że miało być zupełnie inaczej.
Może być też tak, że skóra, w której żyję, tworzy bezpieczną zasłonę. Pozornie. Godzisz się na wszystko z przyzwyczajenia, z wygody, ze strachu. Już dawno zapomniałaś, na czym ci naprawdę zależy. Łatwiej przytaknąć i pójść dalej niż się narazić i obrać własny kierunek. Ale skóra zaczyna uwierać. Myślisz coraz częściej: „Niewygodnie mi w skórze, w której żyję”.
Warto mieć odwagę dotknąć swojej prawdziwej skóry. Nie mówię o wielkich życiowych zmianach, bo nie zawsze są koniecznie potrzebne albo możliwe. Nie o to mi chodzi, by namawiać kogoś do porzucenia pracy księgowej na rzecz kariery śpiewaczki czy rozglądać się za bardziej interesującym kandydatem na męża, bo własny trochę przyblakł.
Mówię o tym, żeby znaleźć sposób na to, aby bywać sobą: Wyrażać własne zdanie, wzbogacać codzienną rutynę tym, co nas interesuje i cieszy, nie godzić się z przyzwyczajenia na bylejakość i przypadkowość życia. Wtedy skóra, w której żyjesz, nie będzie przeszkadzać.
Agata Jakóbczak








