Prasonisi
30-06-2011
Prasonisi
Małgorzata Brochocka

Trudno w to uwierzyć, ale jest takie miejsce na ziemi, gdzie nas, Polaków, bardzo lubią. Dozgonna miłość przekłada się na okrzyki radości na widok stałych bywalców, serdeczne uściski i częstowanie miejscowymi trunkami. To tutaj Polacy stanowią nie tylko najliczniejszą, ale również najzamożniejszą, wyposażoną w najlepszy sprzęt i, co tu dużo gadać, najładniejszą grupę narodowościową. Miejsce, o którym mówię – to pełna magii wyspa Rodos, a dokładniej – jej niewielki południowy cypelek, na którym znajduje się słynna Prasonisi Beach. Miejsce, w którym spotykają się dwa morza, stanowi mekkę dla wielbicieli ekstremalnych sportów wodnych, którzy przybywają tu tłumnie z Rosji, Austrii, Niemiec, Czech i oczywiście z Polski.
Popularność Polaków na kultowej plaży jest tak wielka, że cały albański i bułgarski personel, najbardziej popularnej wśród rodaków knajpy o nazwie Leighthouse, porozumiewa się naszymi rodakami po polsku, używając, często i gęsto, najbardziej soczystych, polskich przekleństw i to, na dokładkę, poprawnie, zarówno pod względem kontekstu, jak i wymowy….
Prasonisi cieszyła się sympatią naszych wysportowanych rodaków już jakieś dwadzieścia pięć lat temu. Każdego lata zbierali się tam najbardziej awangardowi miłośnicy, dopiero co „raczkującego”, windsurfingu. Od tamtego czasu zaszło wiele zmian. Parę knajp ubyło, kilka przybyło; zbudowano hotele, jest ich sześć, (nie szkodzi, że głównie dwugwiazdkowe). Oprócz tego są trzy supermarkety. Kultowym miejscem są schody przed jednym z nich, gdzie zbiera się przyjezdna młodzież, pijąc napoje wyskokowe i nie tylko. Wraz z młodzieżą siedzi cała masa „młodzieżowców”, czyli tych, którym się wydaje, że są nadal młodzi, chociaż na karku już szósty krzyżyk.
Wśród „młodzieżowców” niezwykle popularne są rozpuszczone, ewentualnie związane w kucyk, blond włosy, koraliki na szyi i bardzo młodzieżowe zachowanie. Oczywiście swoje zainteresowanie kierują wyłączanie w stronę wysiadującej na schodach damskiej części nastoletniej młodzieży. Jest dość zabawnie….
W ciągu dnia „młodzieżowcy”, młodzież i cała reszta zajmują się uprawianiem sportów wodnych. Na Praso królują dwie dyscypliny: wind i kite surfing. Popularność tych sportów na słynnej plaży niesie się po świecie tak szerokim echem, że codziennie z różnych stron wysypy przybywają autokary pełne osób, które na nas, surferów, patrzą jak na małpy w klatce. Dorośli przechadzają się po plaży, rozkładają ręczniczki oraz obfite ciała na piasku; puszczają samopas dzieci, nie przejmując się wcale tym, że linki od latawca mogą w ciągu kilku sekund obciąć głowę ich pociechom, albo pozują do zdjęć na tle pełnego kajciarzy akwenu. Czasami, dość niefrasobliwie, wchodzą do wody i ustawiają się wśród fal do zdjęcia, co może się skończyć rozjechaniem przez kite lub wind surfera.
Dodatkowo, poziom adrenaliny podnoszą wzajemne animozje pomiędzy jedną a drugą grupą sportową, gdyż surferzy pływają po części zatoki zarezerwowanej dla „kajciarzy”, i odwrotnie. Jeśli komuś spadnie latawiec, to windsurferzy przepływają po linkach leżącego w wodzie sprzętu. Zaś „kajciarze” wpływają, bez pardonu, w „deskarzy”, zwalając im wielkie latawce na głowę. Słychać niewybredne wyzwiska i pomruki niezadowolenia, widać wygrażanie pięściami. Jest fajnie….
Wieczorem atmosfera się rozluźnia i przy karafce lokalnego wina wszyscy zapominają o przykrościach, których doznali w ciągu dnia na wodzie. W tym czasie młodzież zasiada na „swoich” schodach.
Byłoby nadal pięknie, gdyby w okolicy jakiś Grek nie wystawił cud hotelu rodem z „Dynastii”. Baseny na każdym poziomie, apartamenty z własnymi basenami, żyrandole ze szkła Murano oraz kilka restauracji serwujących dania kuchni różnych narodów. Słowem – „full wypas”. Hotelik jest duży, a gości mało, obowiązują więc ceny promocyjne.
No i nagle okazuje się, że za naszą siermiężną, acz wesołą kanikułę na Praso płacimy tyle, co w Atrium Prestige ( chyba 10 gwiazdek), gdzie personel podlewa kwiatki w połączonym z pokojem ogródku, a spa i siłownia przypominają rozmiarem Złote Tarasy.
Nie obawiam się jednak zaniku zainteresowania plażą Prasonisi. Nigdzie indziej na świecie nie czujemy się tak kochani, jak tu.
Jeśli podobał się Państwu artykuł,
zapraszamy do prenumeraty magazynu![]()







