Opowiem ci o Sienie…
27-07-2011Lubię tak siedzieć i siedzieć na Piazza del Campo. Niespiesznie piję kawę, a przed moimi oczami toczy się życie miasta. Obserwuję mieszkańców w drodze do swoich zajęć i turystów, których nigdy nie brak na tym najważniejszym placu Sieny…

fot. Michał Dembiński
Miło jest usiąść po prostu na bruku, w popołudniowym słońcu, mam wtedy wrażenie bajkowej perspektywy, wywołanej przez przedziwny kształt placu. Czerwonawe, wyszlifowane przez czas kamienie ścielą się pod nogami – są nieco spadziste, latem rozgrzane słońcem. Otaczające plac kamieniczki mają kolor sienny palonej – tak, właśnie w tym mieście można zrozumieć malarzy, którzy tak chętnie używali tej barwy.

fot. shutterstock
Gubernatorzy proszą na spacer
Siena jest jedną wielką starówką. Większość zabytków skupia się wokół Piazza del Campo – wszystko jedno, którą uliczką udamy się w górę, na pewno trafimy do celu.
Piazza del Campo ma kształt muszli, podzielonej na dziewięć części – to pamiątka z czasów, kiedy sieneńską republiką rządziło dziewięciu gubernatorów. Otaczają go liczne kawiarenki, małe restauracje i sklepy, w których sprzedawane jest wino w plastikowych kubkach (to chyba jedyny przypadek, kiedy takie naczynie nie psuje smaku trunku!). Warto ulec pokusie, usiąść po prostu na bruku, rozkoszując się smakiem wina i Sieną. Nazwa del Campo pochodzi z czasów średniowiecza, a oznacza po prostu pole, na którym odbywały się wówczas jarmarki i festyny. Od zawsze właśnie tutaj koncentrowało się życie miasta. Od 1656r. aż po dziś dzień, 2 lipca i 16 sierpnia na placu odbywa się najważniejsze święto Sieny – Il Palio.
W XIII w. na placu stanął Palazzo Publico, siedziba rady dziewięciu sieneńskich gubernatorów. Pałac łączy cechy architektury renesansowej z elementami gotyku. Dół jest zbudowany z bogato zdobionego kamienia, góra – z czerwonej cegły. Sale zdobią piękne freski. Niezwykłe jak na ówczesne czasy było to, że malowidła powstały na zamówienie rządu, a nie Kościoła, więc po raz pierwszy przedstawiają świeckie, a nie religijne motywy.
Nad ratuszem wznosi się 102-metrowa smukła wieża. W średniowieczu kto miał wyższą wieżę, ten był ważniejszy, dlatego władcy i dostojnicy starali się dotknąć nieba, budując coraz bardziej strzeliste konstrukcje. Gubernatorzy Sieny mieli problem, gdyż ratusz stoi w niższej części Piazza del Campo, dlatego wieża musiała być jeszcze wyższa. Warto wspiąć się na górę po 400 stromych schodkach – widok na miasto wynagradza męki wspinaczki! Budowla nosi nazwę Torre del Mangia, czyli… Wieża Obżartucha, która podobno nawiązuje do przezwiska dzwonnika, słynącego z tego, że najbardziej na świecie kochał jedzenie i przejadał całe swoje zarobki.
Flagi nad trzema wzgórzami

fot. Michał Dembiński
Nacieszywszy się atmosferą Piazza del Campo, warto się zagłębić w strome uliczki. Siena rozłożyła się na trzech wzgórzach, przedzielonych dolinami. Łatwo się zgubić w krętych labiryntach ulic, bo aby trafić z jednej dzielnicy do drugiej, trzeba czasami przejść przez dolinę. Ze wszystkich włoskich ośrodków, Siena ma najbardziej jednolity, średniowieczny charakter. Po pięciu minutach spaceru można się poczuć jak w innej epoce. Ulice są wybrukowane dużymi kamieniami, wyszlifowanymi na gładko przez tysiące stóp. Zaułki wykreślają kręte linie średniowiecznych kamienic – niemal każda fasada jest niepowtarzalna: tu ciekawa faktura cegły, tam łuk podparty kolumną, gdzie indziej urokliwe okienko ze zwieszającymi się wstęgami kwiatów. Sklepy w kamieniczkach dopasowały się do nich klimatem, np. Versace rozgościł się w średniowiecznych murach przy Via Banchi di Sopra.

fot. Michał Dembiński
Charakterystyczne dla Sieny są kolorowe flagi wywieszane w oknach domów: symbolizują 17 dzielnic (contrade), na które jest podzielona. Ów podział sięga średniowiecza i był wyznaczony przez cechy rzemieślników. Każda z dzielnic ma własny sztandar i herb – to właśnie te różnokolorowe sztandary ozdabiają miasto i wyznaczają granice dystryktów, które od wieków ze sobą rywalizują. Do dziś małżeństwa między członkami poszczególnych contrade są nie do pomyślenia! Można się ożenić z dziewczyną z innego miasta lub innego regionu Włoch, ale nie z osobą z sąsiedniej dzielnicy.
A teraz do katedry

fot. shutterstock
Z Piazza del Campo w stronę katedry prowadzi Via di Citta, przy której przyciągają wzrok piękne pałace. Warto się na chwilę zatrzymać przy Palazzo Chigi Saracini. Latem odbywają się tutaj koncerty – przy okazji warto się przyjrzeć zdobiącym wnętrze malowidłom Boticellego, Neroccia, Pinturicchia, Sodomy i Spinella Aretina. Wnętrze katedry – Il Duomo – wibruje światłem i kontrastowymi połączeniami barw. Dzieje się tak za sprawą filarów zbudowanych na przemian z białego i czarnego kamienia. Taki zabieg zastosowano także w elewacji. Niezwykle dekoracyjna fasada, z koronkowymi zdobieniami, kolumnami i figurami świętych, została zaprojektowana w 1284 r. przez Giovanniego Pisana, a jej budowa trwała (oczywiście z przerwami) przez prawie 100 lat. Zresztą cała historia katedry jest niezwykła, a na pierwszy plan wysuwają się niespełnione ambicje możnowładców. Świątynię zaczęto budować w XII w. na podstawie projektu Nicoli Pisana, ojca Giovanniego. Wznoszono ją mozolnie przez prawie dwa wieki. Gdy budowa była już prawie skończona, po Sienie rozeszła się wieść, że Florencja planuje wzniesienie jeszcze większej katedry. Sieneńczycy nie mogli do tego dopuścić! Postanowili, że niemal ukończona katedra będzie teraz stanowiła jedynie boczną nawę nowego, wielkiego kościoła i znów rozpoczęli prace. Jednak gdy w 1348 r. zaraza zdziesiątkowała miasto, zubożała i posmutniała Siena nie miała już środków na kontynuację ambitnych zamierzeń. Katedra nigdy nie została ukończona, jednak i tak, a może właśnie dlatego, jest niezwykle interesującą budowlą. Koniecznie trzeba się przyjrzeć marmurowym posadzkom z 54 pieczołowicie inkrustowanych paneli. Stworzyło ją w ciągu 200 lat 40 najwybitniejszych artystów Sieny: Domenico di Bartolo, Matteo di Giovanni, Pinturicchio i Beccafumi. Całość jest odkrywana co roku między sierpniem a październikiem – daty można sprawdzić w Internecie (www.operaduomo.siena.it).

fot. Michał Dembiński
Wielka sztuka, wielkie pieniądze
W Museo dell’Opera Metropolitana zebrano dzieła o niepowtarzalnej wartości artystycznej – zwłaszcza malarzy z tzw. szkoły sieneńskiej (Simone Martini, Pietro Lorenzetti, Duccio di Buoninsegna, Giovanni Pisano). Najważniejszym obrazem jest Maesta pędzla Duccia di Buonisegny z XIII w. Z tym malowidłem, które było przeznaczone na główny ołtarz, wiąże się ciekawa historia. 9 lipca 1311 r., czyli dzień, w którym dzieło zostało ukończone, stał się świętem dla całej Sieny. Procesja pod przewodnictwem biskupa i władz miasta odprowadziła obraz do katedry i uroczyście powieszono go w ołtarzu na miejscu Madonny o wielkich oczach, namalowanej w XII w. przez nieznanego artystę. Dlaczego zdecydowano się zdjąć Madonnę? Przecież przed laty dokonała cudu, prowadząc sieneńczyków do zwycięstwa nad Florencją w bitwie pod Montaperti w 1260 r. Dziś Madonna o wielkich oczach wisi w Muzeum Katedralnym…
Od XII w. Siena była miastem bankierów: to właśnie oni czuwali nad finansami papieża. Żyli dostatnio z pożyczek dla możnowładców, którzy w zamian oddawali im w zastaw ziemie i zamki. Do dziś miasto żyje dzięki bankom. Najważniejszy i największy jest Monte dei Paschi di Siena, założony w 1472 r. Il Paschi znaczy po włosku pastwisko – nazwa pochodzi od terenów wokół miasta, które stały się w późniejszych wiekach własnością banku, zabezpieczając jego dochody stałym dopływem czynszów dzierżawnych. Istnieje powiedzenie, że mieszkańcy Sieny dzielą się na trzy grupy: tych, co pracują w Monte dei Paschi, tych, którzy są na emeryturze, ale pracowali w Monte dei Paschi oraz tych, którzy czekają, aby zacząć pracę w Monte dei Paschi. Dzięki temu sieneńczycy mają zapewniony byt i mogą zająć się smakowaniem uroków życia.
Słynny bank Monte dei Paschi mieści się w Palazzo Salimbeni, stojącym na prostokątnym placu o tej samej nazwie. Pałac, należący dawniej do bogatej rodziny, przeszedł później w posiadanie banku, zamieniając się w sieneńskie centrum finansowe.
Nie ma Sieny bez Il Palio!
Historia najsłynniejszej włoskiej gonitwy konnej sięga dawnych czasów: pierwsza odbyła się przed 1310 r. 16 sierpnia to ludowe święto na cześć Błogosławionej Dziewicy; drugie: palio 2 lipca, ku czci Madonny z Provenzano, zostało uznane dopiero w 1656 r. To wielkie święto kontrad (contrade), czyli dzielnic, które od wieków ze sobą rywalizują. Każda contrade marzy o tym, aby wygrać gonitwę. Co roku w wyścigu uczestniczy dziesięć dzielnic – siedem, które nie brały udziału w zeszłorocznym palio oraz trzy wyłonione drogą losowania. Nie muszę chyba opowiadać, jakie napięcie towarzyszy losowaniu! Przygotowania do imprezy trwają przez cały rok. Towarzyszą im procesje w strojach historycznych, kolacje, koncerty, spektakle oraz uroczystości religijnie.
I wreszcie nadchodzi ten dzień! 2 lipca i 16 sierpnia o 7.45 w kaplicy przy ratuszu arcybiskup celebruje nabożeństwo, zwaną „mszą dżokeja” (messa del fantino). Przez cały dzień napięcie rośnie. O 16.00 miasto wstrzymuje oddech. Zaczyna się wyścig! Zaczyna się palio! Z dziedzińca Palazzo del Governo rusza malowniczy orszak w historycznych strojach, kierując się powoli w stronę Piazza del Campo. Towarzyszą mu niskie tony bębnów, które podgrzewają atmosferę. W orszaku idą również „chorągwiarze” w historycznych strojach, wykonujący skomplikowane ewolucje. Manewrowanie chorągwiami to prawdziwa sztuka, której początki sięgają dawnych czasów. Już małe dzieci w każdej z contrade zapamiętale ćwiczą tę umiejętność. Wreszcie orszak dociera na Piazza del Campo, która na ten dzień zostaje przekształcona w wielką arenę. Na trybunach sędziowskich są umocowane flagi dzielnic, a wokół placu stoją ławki dla znakomitych gości – pozostali gapie szczelnie wypełniają każdy centymetr placu. Napięcie sięga zenitu: przecież gra idzie o honor! Oczy wszystkich zebranych śledzą dziewięciu dżokejów, ustawiających się wraz z końmi na linii startu. Za nimi stoi dziesiąty jeździec, który nagle naciera z tyłu na pozostałych – wszyscy ruszają do przodu. Sam wyścig wokół placu trwa dosłownie chwilę. W niesamowitym hałasie, przy akompaniamencie okrzyków i wiwatów, zwycięski dżokej dociera do mety. Od tej chwili jest bohaterem, a w nagrodę otrzymuje tytułowy proporzec – il palio. Nie sposób opisać tego, co się dzieje na placu, gdy pierwszy wierzchowiec dobiega do mety. Zwycięska dzielnica szaleje ze szczęścia, a pokonani nie ukrywają smutku i goryczy. Wieczorem na ulicach Sieny odbywa się uczta. Jeśli ktoś chce naprawdę zrozumieć Sienę, po prostu musi zobaczyć palio!
Fragment pochodzi z książki „Moja Toskania- Vito Casetti”, autorzy:
Witold Casetti, Agata Jakóbczak, Wydawnictwo Pascal.
http://ksiegarnia.pascal.pl/ksiazka.php?id=1966










