Oddam matku0119 w dobre ru0119ce

Prawie każdy znajduje się kiedyś w takim momencie w życiu, gdy musi podjąć trudną decyzję: „Co zrobić z moją mamą, ojcem? Oddać do domu opieki czy poświęcić choremu rodzicowi swoje życie?”

 shutterstock_72617743
Foto. shutterstock

Jakkolwiek zrobisz – i tak pewnie będziesz żałował. Ci, którzy zdecydowali się oddać rodzica do domu opieki, zwykle do końca swego życia nie potrafią pozbyć się wyrzutu sumienia, że zapewnili mu niegodną starość. Ci, którzy zdecydowali się zaopiekować schorowanym rodzicem we własnym domu, często zamienili swoje życie w piekło. Agata, Magda i Dorota opowiadają nam swoje historie. O starości i domach pomocy społecznej rozmawiamy też z prof. Dr. hab. Piotrem Błędowskim, przewodniczącym Polskiego Towarzystwa Gerontologicznego.

Agata:

Już nie mam siły zajmować się moją matką. Czasem łapię się na tym, że jej nienawidzę. Bo moje życie zmieniło się w piekło. Jest zupełnie niedołężna, cały czas leży w łóżku, wymaga opieki na każdym kroku. Sama nie zje, nie umyje się, nie załatwi. Właściwie wciąż powinien ktoś przy niej być. Kiedyś jeszcze chodziła, było łatwiej. Ale dziś jest jak roślina. Cierpi na tym cały dom. Dziewczynki nie mają normalnego dzieciństwa, bo przy babci wciąż jest coś do roboty. Pranie, przewijanie, mycie, karmienie. We wszystkim uczestniczą. Nie pamiętam, kiedy ostatnio wyszłam na spacer, obejrzałam film w telewizji czy przespałam całą noc, bez jej wołania. Mąż jest coraz bardziej zmęczony, bo od lat jest na ostatnim miejscu w kolejce potrzeb i mojej uwagi. Czy my zresztą jeszcze jesteśmy małżeństwem? „Dlaczego nie oddasz jej do domu opieki?” – zapytał ostatnio. „Miałaby tam profesjonalną opiekę lekarza, pielęgniarki, a my odzyskalibyśmy własne życie” – argumentuje. Nawet go rozumiem, przecież dla niego, to obca kobieta. Ale coraz częściej zastanawiam się nad tym. Tylko nie mam sumienia oddać matki do przechowalni. Wychowała mnie, poświęcała się dla mnie całe życie, a teraz, gdy jest niepotrzebna mam wyrzucić ją z domu jak psa? Przecież ona tam umrze. Ale dłużej nie mogę tak funkcjonować. Zatrudnienie opiekunki kosztuje majątek, więc biorę urlopy, zwolnienia, zabieram robotę do domu, ale mam już coraz mniej sił. Nie mogę zostawić pracy, bo muszę zarabiać na dom, z pensji męża nie utrzymamy rodziny. Boję się, że on w końcu powie: „dość” i odejdzie. Czuję, jak go tracę coraz bardziej. Ale przecież to moja matka. Nigdy bym sobie nie wybaczyła, gdyby umarła w jakimś przytułku.

Magda:

Nie miałam wyjścia. Musiałam oddać mamę do domu opieki. Po rozwodzie zostałam sama z dwójką dzieci i cały dom miałam na swojej głowie. To i tak szczęście, że mam dobrą pracę i mogę zapłacić za dobry dom opieki. Czy nie mam wyrzutów? Czasem łapię doła, w końcu to matka. Ale wiem, że jest jej tam dobrze. Opiekunka w domu nie wystarczyłaby, mama ma Alzheimera, potrzebuje opieki non stop. Ja pracuję w korporacji, czasem po 12 godzin na dobę, dziewczynki mają szkołę, zajęcia pozalekcyjne, zresztą to dzieci, nie dałyby rady jej upilnować, nakarmić, wykąpać. Kiedyś odkręciła gaz w kuchni, postawiła pusty garnek, bo wydawało się jej, że gotuje. Dobrze, że byłam w domu i poczułam zapach gazu. Coraz częściej zaczęła po cichu wychodzić z domu, potem długo szukałam jej po osiedlu, bo nie potrafiła wrócić. W końcu doszłam do wniosku, że muszę zatrudnić opiekunkę na całą dobę. Zamieszkała u nas, opiekowała się mamą, życie wróciło do normy. Na krótko. Szybko miała dość. „To za duża odpowiedzialność, poza tym nie mogę pracować 24 godziny na dobę. A gdzie moje życie?” – powiedziała i odeszła. Kolejna zrezygnowała po dwóch dniach. Mama wyzywała ją, kazała się wynosić ze swego domu. W końcu znalazłam dobry dom opieki, z całodobową opieką pielęgniarki i lekarza. Ktoś mógłby powiedzieć: „Pozbyła się problemu”. Ale zrobiłam to dla jej dobra i mojej rodziny. Odwiedzam ją co tydzień. Czasem mnie pamięta, to znów domaga się, żeby koniecznie przyszła „jej Magda”. Myślę, że ma tam godną starość, a ja nie zrujnowałam swojego życia. Nie wiem, może kiedyś będę żałować, że nie zapewniłam jej starości w jej własnym domu…

Dorota:

Kocham mamę, ale czasem chciałabym, żeby już odeszła. Gościec, który ją zaatakował, dotknął tak naprawdę całą naszą rodzinę. Jest z nami, choć rujnuje nam życie. Ale nie mam wyjścia. Nie mam dylematu: dom starców lub opieka we własnym domu. To dylemat zamożnych. Ja muszę borykać się z niedołężną matką sama. A właściwie z całą moją rodziną. Dom przystosowaliśmy do chorej matki. Na lodówce wisi grafik, kto kiedy się nią opiekuje. Znalazłam pracę po południu, kiedy dziewczynki lub mąż są w domu. Ktośmusi nakarmić matkę, zmienić brudną pieluszkę, umyć, czasem zmienić pościel. Czuję się okropnie, gdy muszą to zrobić moja 10- lub 12- letnia córka, bo akurat jestem w pracy. Nie tak powinno wyglądać dzieciństwo. Nie zapraszamy przyjaciół, do dzieci nie przychodzą koleżanki i koledzy, nie chodzimy do kina, na spacery, nie wyjeżdżamy na wakacje. Bo ktoś musi być z niedołężną matką, non stop. Czasem łapię się na tym, że czekam na jej śmierć. I wciąż mam wyrzuty sumienia, że moje dzieci nie mają normalnego dzieciństwa. Ale wiem, że gdyby chodziło o mnie, matka też poświęciłaby dla mnie swoje życie. To mnie czasem uspokaja. Na chwilę. Nie chcę takiego życia. To nie życie. To nieustanna walka z codziennością. Nawet nie pamiętam, kiedy ostatni raz się uśmiechałam. Nie wiem, kiedy ostatnio słyszałam śmiech moich dzieci. Czy mi to kiedyś wybaczą?

Rozmowa z prof. dr hab. Piotrem Błędowskim, przewodniczącym Polskiego Towarzystwa Gerontologicznego

Tylko 3 proc. Polaków przyznaje, że nie chce opiekować się rodzicami. To dlaczego tak dużo starych ludzi ląduje w domach starców?

Znacznie większym problemem są rodziny, które chcą opiekować się starą matką czy ojcem, ale zwyczajnie nie mają możliwości, bo nie pozwala im na to ich sytuacja. Osobista, rodzinna, rynek pracy, bo często mieszkają w innym mieście, a nawet kraju. Nie mają wsparcia, ani materialnego, ani psychicznego. Niestety, osób do opieki jest w rodzinach coraz więcej. I co wtedy robić? W takiej sytuacji mniejszym złem jest oddanie matki czy ojca, do domu opieki.

A nie ma pan, Profesorze, wrażenia, że placówek dla osób starych przybywa?

Ludzie żyją coraz dłużej i niestety w najwyższych grupach wieku jest coraz więcej osób o utraconej lub ograniczonej samodzielności. W dodatku okres niesamodzielności trwa znacznie dłużej. Dawniej, gdy medycyna nie była na tak wysokim poziomie, ludzie szybciej umierali, była naturalna selekcja, zanim zdążyli dożyć sędziwych lat. Kiedyś, gdy nawet był przykuty do łóżka, to prędzej czy później dostawał zapalenia płuc lub niewydolności krążenia i umierał. Dziś medycyna jest w stanie utrzymywać ich przy życiu, choć tak naprawdę niekiedy są całkowicie niesamodzielni, niemal jak rośliny. Medycyna nie jest w stanie przywrócić im dawnej sprawności. Okres życia w stanie niesamodzielności, a więc i okres opieki, znacznie się wydłużył. Czasem trzeba oddać chorą na alzheimera matkę do odpowiedniej placówki, by zachować zdrowie swoje rodziny.

Ale to przecież matka! Czy to moralne oddać ją do domu starców? To niezgodne z chrześcijańskim przykazaniem: „Czcij ojca swego i matkę swoją”.

To zależy od tego, gdzie nasz stary rodzic będzie miał lepsze warunki do życia na starość. Nie zawsze jest to dom. Jeśli wciąż jest w nim sam, nikt się nim nie opiekuje, brakuje fachowej opieki, być może lepszy jest dom pomocy społecznej lub zakład opiekuńczo-leczniczy, gdzie zapewniona zostanie odpowiednia opieka. To oczywiście zawsze jest trudna decyzja, ale nie można potępiać kogoś, kto oddaje swego ojca czy matkę do domu pomocy. To nie zawsze jest wyrodne dziecko, które chce mieć święty spokój i pozbyć się problemu. Myślę, że negatywny osąd na temat dzieci oddających swych niedołężnych rodziców do domu pomocy społecznej wciąż jest mocno zakorzeniony, bo dawniej warunki życia w tego typu placówkach rzeczywiście były po prostu złe. One jednak się bardzo zmieniły. Poza tym prowadzone są tak systematyczne kontrole. To już nie są umieralnie, jak się powszechnie uważa.

Nie bez powodu. Mało było afer z takimi domami starców?

Ale dotyczyły one głównie prywatnych domów opieki, które są poza kontrolą, jeśli chodzi o jakość usług. Nie chcę oczywiście powiedzieć, że wszystkie prywatne placówki nie spełniają współczesnych standardów, bo są również domy, które świadczą usługi na najwyższym poziomie.

Wygodnictwo czy bezradność?

To konieczność, podyktowana całym szeregiem okoliczności. Oczywiście marzeniem są rodziny wielopokoleniowe, które mieszkają razem, starsi opiekują się młodszymi, a potem na odwrót. Ale ile jest takich domów wielopokoleniowych w Polsce? Zwykle mieszkamy w mieszkaniach, w których nie ma już miejsca na dziadków. Świat się zmienia. Coraz częściej jest tak, że dzieci po usamodzielnieniu znajdują pracę daleko od rodzinnego domu i rodzina ulega rozpadowi. Problem pojawia się w momencie, gdy staremu rodzicowi trzeba pomóc.

Ile jest takich domów w Polsce?

Domów pomocy społecznej jest około 800, co zapewnia około 72 tysiące miejsc. Do tego dochodzą zakłady opiekuńczo-lecznicze i pielęgnacyjno-opiekuńcze, które zapewniają około 15 tysięcy miejsc. Trudniej jest określić liczbę prywatnych domów opieki, bo ich liczba wciąż się zmienia, w dodatku nie podlega statystykom – to przecież normalna działalność gospodarcza.

Geriatrzy cytują stare przysłowie: „Nie przesadza się starych drzew”. A może nie musielibyśmy oddawać rodziców do domu starców, gdyby można było zapewnić profesjonalną opiekę w domu? Dziś zatrudnienie pielęgniarki jest bardzo drogie. Nie mówiąc o rehabilitancie, pomocy domowej – sprzątnięcie mieszkania, zrobienia zakupów, ugotowania obiadu.

Dlatego ja od 12 lat zabiegam o to, by w Polsce zaczęto dyskutować, a potem wprowadzono społeczne ubezpieczenie pielęgnacyjne. Polegałoby ono na tym, że na stare lata, gdy człowiek przestaje być samodzielny, ma zapewnioną stałą opiekę w jego domu. Bo całe życie odkładał na tę pomoc pieniądze. Nie musi być to wielka składka, ponieważ okres płacenia składki jest długi, a korzystania z niej – relatywnie krótki. Wciąż jednak Polsce nie ma takiej woli. Jest wprawdzie dodatek pielęgnacyjny dla tych, którzy skończyli 75 lat, ale wynosi on 183 zł i na niewiele wystarczy.

A w innych krajach?

Taki system opieki pielęgnacyjnej doskonale funkcjonuje od 1995 roku w Niemczech. Podobne rozwiązania są w Japonii i Austrii. Coraz więcej krajów zdaje sobie sprawę z tego, że proces demograficznego starzenia jest długotrwały, a więc starych ludzi będzie nam przybywało. A to oznacza, że będzie przybywało problemów, które trzeba będzie rozwiązać. Im szybciej, tym lepiej.

Rozmawiała Beata Biały

Ona w akcji

Ona rozmawia

Ona i Zdrowie

Gwiazdy na 5 rocznicy warszawskiej Kliniki BBC

Na warszawskich Kabatach świętowano 5 rocznicę powstania jednej z czołowych klinik odchudzania i urody. Wśród zaproszonych gości nie zabrakło gwiazd i celebrytek, [ ... ]

ZdrowieWięcej...
Biegasz? Zadbaj o swoje fundamenty!


Bieganie to dziś niewątpliwie najpopularniejsza dyscyplina sportu. Obserwując ścieżki w parkach, lasach, czy na osiedlowych uliczkach, można nieraz odnieść wraże [ ... ]

ZdrowieWięcej...
Smaki i zapachy w walce z jesiennym przygnębieniem

Zbliżająca się jesień to dla większości z nas trudny czas powakacyjnego powrotu do normalnego życia. Funkcjonowania nie ułatwiają coraz krótsze dni, pochmurne n [ ... ]

ZdrowieWięcej...

Ona w kulturze

Beethoven komercyjny

Na początku wieku XIX wieku co drugim domu w Anglii stało pianino. Wykorzystał to Beethoven, który próbował podbić tamtejszy rynek, dostarczając utwory do samodziel [ ... ]

KulturaWięcej...
Życie jest piękne w Arezzo

Toskańskie Arezzo to miasto złotników, jubilerów i antykwariuszy. Eleganckie, zamożne i wyrafinowane.

KulturaWięcej...
Epicentrum filmów na ekranach kin sieci Multikino

Już 8 sierpnia w kinach sieci Multikino będzie można zobaczyć premierowo cztery filmy: film katastroficzny „Epicentrum” Stevena Quale’a („Oszukać przeznaczenie [ ... ]

KulturaWięcej...