Miłość od pierwszego… uderzenia
24-06-2011Zwyciężczyni czerwcowego turnieju Dr Irena Eris Ladies’ Golf Cup. Jedna z najlepszych golfistek pośród aktorek. Wciąż głodna gry. I artystycznej, i sportowej. Elżbieta Panas z rozmowie z Magdaleną Kuszewską.

Entuzjazm dla gry w golfa zawdzięcza Pani Katarzynie Dowbor, prawda?
Tak, ale pierwszy raz zetknęłam się z tą dyscypliną jeszcze w latach 80. Zobaczyłam w amerykańskiej telewizji relację z turnieju golfowego. Nie mogłam zrozumieć, o co w tym sporcie chodzi? Po co facet stoi i gdzieś długo patrzy? Czemu to takie statyczne? W 1993 roku, w telewizyjnym programie Kasi Dowbor „Apetyt na zdrowie” znowu trafiłam na relację z turnieju golfowego, tym razem w Polsce. Pomyślałam wtedy: A więc to dziwactwo dotarło i do nas… Postanowiłam odwiedzić pole golfowe w Rajszewie. To była miłość od pierwszego uderzenia!
W Polsce golf wtedy raczkował. Co Panią w nim urzekło?
Fakt, lata 90. były ubogie w sprzęt, w wiedzę teoretyczną. W Polsce mieszkał jeden świetny trener – szwedzkiej kadry golfistek. Klub w Rajszewie skupiał aż pięciuset członków – graczy, w tym 80 kobiet. Wszyscy byli cudzoziemcami. Weszłam od razu w środowisko golfistów z wysokiej półki amatorskiej. Andrzej Strzelecki, Wojtek Pijanowski to moi przyjaciele, do dziś razem grywamy. Uczyłam się całej kultury golfowej, sposobu spędzania czasu, ubierania, zasad. Filozofia golfa jest mi bliska. Także ze względu na zawód, jaki uprawiam.


Aktorka i golfistka. Jak te dwie profesje się łączą?
W teatrze, tak jak na polu golfowym, obowiązuje pewna etykieta, szacunek do miejsca, starszych kolegów. Liczy się punktualność i dyscyplina. Golf ma wiele wspólnego ze sztuką. Aktorstwo to także praca w samotności: nad rolą, nad tekstem. I jeszcze coś. Zarówno aktor, jak i golfista walczą głównie ze sobą.
Kiedyś Pani zachwalała golf jako dyscyplinę, którą można uprawiać nawet bez większej kondycji. Aktualne?
Tak, golf często jest uprawiany weekendowo, wakacyjnie, czysto rekreacyjnie. Piękne jest to, że na polu dobrze czuje się i mały kajtek, i starsza pani. Ale my, amatorzy grający w turniejach, także możemy się ścigać, walczyć o punkty. Z moim trenowaniem bywa różnie, bo mam zawód, który cechuje nienormowany tryb pracy. Nieraz byłam po pięć razy w tygodniu na polu, a potem znacznie rzadziej. Jeśli pogoda jest łaskawa, gram nawet zimą. Tak lubię ten sport, że nic mi nie przeszkadza. W grudniu po prostu cieplej się ubieram.

Bierze Pani udział w prestiżowych turniejach w Polsce i za granicą. I wiele z nich wygrywa! Jak ważna jest dla Pani rywalizacja?
Pamiętajmy, że gram amatorsko! Ale nie będę oszukiwać, że rywalizacja się nie liczy. To przecież są jednak zawody sportowe. Każda zawodniczka zwraca uwagę na to, jak zagrała koleżanka, która ma lepszy swing, czyli obrót przy machnięciu kijem. Boli mnie, gdy zdarzają się zachowania niesportowe, gdy omija się fair play. Jako zwolenniczka eleganckiego zachowania unikam agresywnych relacji. Doceniam, gdy w czasie turnieju ktoś umie powiedzieć: przepraszam. Kiedyś bardzo się złościłam w czasie gry, gdy mi nie szło. Podczas rundy komentowałam głośno swoje uderzenia. Zrozumiałam, że to rozbija innym grę. Popracowałam nad sobą, zmieniłam się. Kocham mój zawód, praca jest priorytetem, ale golf pozwala mi na odprężenie. Uwielbiam ćwiczyć elementy gry, uderzenia. Wyłączam się, skupiam, choć w życiu jestem gadułą, jak widać.

A Pani nie tylko w golfa gra, ale i go promuje. Natura działaczki?
To słowo nie najlepiej się kojarzy (śmiech). Ale to prawda, byłam we władzach Polskiego Związku Golfowego przez dwanaście lat. A w sierpniu współorganizuję z Moniką Kowalewską w Rajszewie otwarte kobiece mistrzostwa Warszawy 2011. W latach 90. odbywały się takie turnieje, postanowiłam wrócić do tej tradycji. Zdobyłam wielu sponsorów. Mam marzenie, żeby to była impreza cykliczna i żeby przyjeżdżały do nas, amatorek, topowe zawodniczki z całego świata: aby poprowadziły zajęcia, wręczyły nagrodę, a prestiż tego sportu będzie rósł. Wiele będziemy się mogły od takich zawodniczek nauczyć.
Zanim zaczęłyśmy wywiad, westchnęła Pani, że wciąż jest za mało kobiet w polskim golfie.
Wierzę, że otwarty turniej może się przyczynić do promocji tej dyscypliny. Choć na świecie damskie zawody golfowe nie przyciągają tak wielu kibiców. Kobiety nie grają tak agresywnie, czyli tak widowiskowo jak mężczyźni, którzy kombinują, wciąż się ścigają, uderzając piłkę po kilkaset metrów, w wodę, ponad drzewami. To robi wrażenie. Na publice.
Jeździ Pani na turnieje polskie i zagraniczne, ale trenuje głównie u nas. Gdzie gra się najpiękniej?
W Polsce mamy około 20 profesjonalnych pól, z tego trzy tylko w okolicach Szczecina. Poza tym Wrocław, Kraków, Warszawa, Częstochowa, Olsztyn. Jest gdzie grać! Do tego piękne krajobrazy, dobra infrastruktura, nie ma się czego wstydzić.

A gdzie będzie można Pani wkrótce kibicować?
W połowie lipca jadę na międzynarodowe mistrzostwa seniorek w Słowacji. Kalendarz imprez golfowych mam zapisany do jesieni. Już od roku przygotowuję się do kolejnego mojego pomysłu, czyli wystawy w Muzeum Sportu przy PKOL-u, którą zamierzam zorganizować w 2013 roku. Marzyłam o tym od dawna, a pretekst jest idealny, czyli 20-lecie Polskiego Związku Golfowego! Ta wystawa ma uświadomić ludziom, że na ziemiach polskich grało się w golfa już 70, 80 lat temu! Choć potem była długa przerwa spowodowana wojną, systemem.
A jak kiedyś przyjdzie wybrać: turniej czy zdjęcia do filmu, serialu?
Proszę mnie nie straszyć! Nie chciałabym nigdy dokonywać takich wyborów. Na razie udaje mi się godzić obie pasje. Wkrótce zaczynam zdjęcia do nowej serii serialu „Nad rozlewiskiem”. Szykuje się coś jeszcze, ale jeszcze nie chcę zapeszać. A o golfie na pewno nie zapomnę!
Rozmawiała: Magdalena Kuszewska









