Psycholożka, filozofka, psychoterapeutka, specjalistka od związków. Uważa, że kobiety ze zdradą nie za bardzo sobie radzą. Dlatego postanowiła, że kolejna jej książka będzie o tym. Właśnie kończy ją pisać, wyda wkrótce pod budzącym emocje tytułem: „Kup kochance męża kwiaty”. Z Katarzyną Miller rozmawia Beata Biały.

Kup Kochance Męża Kwiaty
Foto. sxc.hu

Lubi Pani włożyć kij w mrowisko?

Ależ mrówki są dobre dla zdrowia. Rosyjscy szpiedzy tarzali się w mrowiskach, żeby się odmłodzić o dziesięć lat, bo kwas mrówkowy ma właściwości odmładzające.

Ale z tymi kwiatami to Pani przesadziła! Nie dość, że ta okropna baba zabrała nam męża, to jeszcze mamy kupić jej kwiaty?

Tytuł jest rzeczywiście trochę prowokacyjny. Podobnie jak w przypadku mojej pierwszej książki „Chcę być kochana tak jak chcę”. Wszystkie chłopy się oburzały, że te baby już zupełnie zbezczelniały. A ten tytuł im się oczywiście podoba. Ale odpowiadając na pani pytanie. Jakie „zabrała”? Kto mi może zabrać męża? Przecież to wolny człowiek, który może pójść tam, gdzie chce. Mąż nie jest naszą własnością. To facet, który chce z nami być tak długo jak chce. Podobnie my. A poza tym te okropne baby to my. Te, z którymi panowie mają sprawy. Obecność kochanki sygnalizuje, że w naszym związku źle się dzieje.

No wie pani, „źle się dzieje”, ale zwykle jest tak, że ona poświęca mu życie, a potem on idzie do innej.

Przyszła do mnie kiedyś pani po trzydziestu latach pożycia z mężem i mówi: „Oddałam mu całe życie, a on odszedł”. Na to ja, w sposób pewnie dość bolesny: „Jak mu pani oddała, to niech się pani nie dziwi, że poszedł”. I to jest oczywiście straszne, to bardzo boli. Ale kobiety często robią taki rodzaj nieświadomego interesu – wchodzą w małżeństwo z wyobrażeniami z XIX wieku, które odziedziczyły po babciach i mamach, a potem strasznie się dziwią: „Jak to? Przecież byłam taką dobrą żoną”. Odpowiadam: „Dlatego to małżeństwo trwało trzydzieści lat. Bo była pani taką wygodną żoną, że długo musiał się szanowny pan zastanawiać, czy mu się opłaca to zostawić”. Nie chcę oczywiście powiedzieć, że każdy mężczyzna ma przekazany w genach nakaz, że żonę trzeba porzucić. Natomiast bardzo ciekawe jest, jakich żon się nie zostawia?

Skoncentrowanych na sobie, nie na nim? Mówi się o takich kobietach „zołzy”.

Rzeczywiście tak są te kobiety określane w fajnej książce „Dlaczego mężczyźni kochają zołzy?” Można je oczywiście inaczej określić, ładniej. Z całą pewnością są to kobiety zadowolone z siebie i swego życia.

No tak, a większość z nas zwykle koncentruje się na swoim mężczyźnie, choć on chyba wcale tak naprawdę tego nie oczekuje.

On wręcz tego nie chce. Tymczasem kobiety bardzo często robią niesłuszne założenie: „Jeżeli będę nastawiona na niego, dom, dzieci, będę dbała i dmuchała w domowe ognisko, to on będzie szczęśliwy i nigdy mnie zdradzi i nie zostawi”. Ale ta przewidywalność i nuda nie podoba się mężczyznom. Niektóre kobiety uważają, że tzw. ułożenie sobie życia (nie znoszę tego określenia!) polega na tym, że mam mężczyznę i dom. I że wszystko jest raz i na zawsze ustalone – ja będę o ten dom dbała, on będzie do tego domu wracał. Bo oczywiście on ma prawo pracować, wyjeżdżać w delegację, kleić w garażu modele statków. A ja mam prawo prać, sprzątać i gotować. Na szczęście ten model jest już coraz rzadziej obowiązujący. Młode dziewczyny dbają o swój rozwój, nie chcą siedzieć tylko w kuchni…

Ambro_44351hfsbq2juvi
Foto. Ambro / FreeDigitalPhotos.net

Ale też są zdradzane. Bo chyba nie ma przepisu na to, żeby nas nie zdradził, nie zostawił?

Ja mam na to taki przepis: po pierwsze – nie zastanawiać się nad tym, czy będę zdradzona, a po drugie – wiedzieć, że mogę być zdradzona.

Ja jednak wolałabym nie być zdradzona. Co zrobić, żeby nie być?

Ale dlaczego nie być?

Bo zdrada boli?

Ale ile zna pani szczęśliwych małżeństw? Większość ludzi jest raczej nie za dobrze dobrana, raczej się dużo kłóci, raczej niespecjalnie dużo czasu spędzają w łóżku po tych dwóch pierwszych, cudownych latach od poznania się. Każde z nich ma własne podejście do życia i w dodatku niespecjalnie są z tego życia zadowoleni. I największą tajemnicą, która odpowiada na pytanie: „Po co zdradza?” jest: „Żeby było ciekawiej”. Ale też chcę powiedzieć kobietom, że one nie są wcale zdradzane przeciwko sobie. Bo przecież żaden facet nie zakłada, że zrobi to swojej żonie. On to robi sobie. Jego przygoda czy romans raczej rzadko przecież kończy się odejściem.

Ale czasem on odchodzi…

Głównie dlatego, że kobiety się zapieniają, nie są w stanie tego przeżyć. A dlaczego? Bo tak źle o sobie myślą i są tak niewiarygodnie urażone w swojej kobiecości, seksualności, godności ludzkiej, a przede wszystkim w swojej iluzji i swoim wyobrażeniu o tym mężczyźnie i o tym związku, że nie potrafią zaakceptować, że to się stało. A przecież ludzie przez lata bili się o rozwody. I dziecinne jest obrażać się na rozwody, na to, że ludzie coraz dłużej żyją, że jedna miłość na całe życie nie dla wszystkich jest wystarczająca. Proszę spojrzeć jak wygląda dziś nasza rzeczywistość. Zajmujemy się głównie zarabianiem pieniędzy, posiadaniem dóbr, wyglądaniem i robieniem operacji plastycznych. Zamiast byciem osobą szczęśliwą. Bo nam się wydaje (i tak nam wmawiają ), że jak będziemy pięknie wyglądały i miały dostatnie życie, to szczęście samo do nas przyjdzie. Ale nie przychodzi. I ponieważ nie jesteśmy szczęśliwe, to temu, kto z nami jest, też nie jest aż tak cudnie. I zdradza.

Chce pani powiedzieć, że zdrada jest dobra?

Nie, mówię tylko, że zdrada w naszym świecie jest dość zwyczajna. Ludzie są po prostu tacy, jacy są. I to, że się zdradzają, to nie jest nic nadzwyczajnego. Rozmawiamy o zdradzie głównie z pozycji osoby zdradzonej. Ale jest też ta druga strona – której jest w związku źle i poszukuje przytulenia, pogłaskania, zachwytu. Ona nie szuka zdrady, szuka tylko innego rodzaju relacji.

dreamstimefree_1782033
Foto. dreamstime.com

Ta zdradzona kobieta też pewnie potrzebuje pogłaskania, przytulenia… Ale lojalność, przysięga w kościele, wektor moralny czy cokolwiek innego jej nie pozwalają na zdradę. I tego nie robi.

Nie wiem, dlaczego tego nie robi, tylko tkwi w nieszczęśliwym małżeństwie. Poza tym tak naprawdę szczęśliwe pary nie muszą się w ogóle zdradzać. Jeśli partnerzy są na siebie otwarci, ciekawi, fascynujący, lubią coś robić razem, to tam nie ma miejsca na nikogo innego. Ktoś inny pojawia się wtedy, kiedy związek przestaje być związkiem. Gdy staje się firmą, sojuszem do załatwiania wiktu i opierunku oraz zawożenia dzieci do szkoły. Bardzo często zdarza się, że zaczynamy czegoś szukać, bo nam się jeszcze czegoś od życia chce.

Czyli dopiero zdrada może obudzić z takiego letargu?

Mam niewiarygodnie często przykłady tej sytuacji. Mnóstwo par ocknęło się właśnie dlatego, że pojawiła się zdrada i dotarło do nich, że oni siebie już dawno zostawili. Uznali, że nie muszą nic więcej robić, oprócz tego, że się kiedyś w sobie zakochali, pobrali i przez pierwsze dwa lata ciupciali bez opamiętania. A potem im przeszło i zaczęli zajmować się już tylko sprawami domu, zarabianiem pieniędzy, organizacją czasu dzieci. Oddalili się emocjonalnie.. I nagle któreś z nich zaczęło szukać szczęścia gdzie indziej.

Nie mogło jakoś ostrzec?

Najdoroślej by było, gdy zauważymy, że czegoś nam w tym związku brakuje, powiedzieć: „Słuchaj, proszę cię, bądźmy ze sobą bliżej, bo się od siebie oddaliliśmy, zróbmy parę miłych rzeczy, bo boję się, że gdzieś pofrunę”. Ale kto tak mówi? Przecież to niemoralne.

Lepiej po cichu z kimś się spotykać, niż powiedzieć otwarcie: „Słuchaj, chce mi się przeżywać różne ciekawe rzeczy, które między nami zdechły. Obudźmy je”.

I można obudzić?

Zwykle można. Chyba, że ludzie bardzo się już nie lubią, nie szanują, pogardzają sobą. Wtedy jest mało prawdopodobne, żeby ta zdrada poprawiła ich relacje. Ale jeśli są w nich duże rezerwy, to poczują, jak ich boli, jak obchodzi. Kobiety często mają żal, że nie powiedział. Przecież to nie jest dwulatek, który wszystko melduje mamusi. On po prostu chce mieć coś na boku przyjemnego, żeby się nie rozwodzić ze swoją żoną. Ale ona tego nie rozumie i mówi: „On mnie zdradził”. Nie, on sobie zafundował balsamik, czasami mało ważny. I jak mówi jej, że był mało ważny, to kobieta nie wierzy.

A romans?

Długoletni romans to już inna sprawa – podwójności życia. I właściwie trzeba się nad tym poważnie zastanowić. Co w tym drugim związku jest, czego nie ma w naszym. Bo nie o to chodzi, ze ona jest młodsza.

No właśnie, czasem jest starsza, wcale nie ładniejsza i nie mądrzejsza.

Ale może inaczej z nim rozmawia, może on widzi podziw w jej oczach, którego dawno już nie widział w twoich. Może inaczej słucha, chce się z nim śmiać albo ma podobne do niego poczucie wolności. Kobiety zwykle w takich sytuacjach skarżą się: „Ona go omamiła”. No dobrze, ale czym? Poza tym może to omamienie jest mu do czegoś potrzebne. My też lubimy być mamione, i to bardzo. I często ten omamiony mąż wraca do swojej żony, którą tak naprawdę kocha, ceni, lubi ten swój dom, swoje przyzwyczajenia i swoją drogę życiową, z której trochę zboczył.

Można wybaczyć?

No pewnie, dlaczego nie? A co to, nie zna pani większych „grzechów” w życiu? Powiedziałabym kobietom: „Daj wam Boże, żeby to było najgorsze, co on wam zrobił”. Dla kobiety, która się sobie podoba i siebie ceni, nie jest to koniec świata. Ale jeżeli ona poczuje się kompletnie sponiewierana i skrzywdzona i nie będzie umiała znaleźć zrozumienia dla niego, to mu nie wybaczy.

Ambro_44344wu75kox0s9
Foto. Ambro / FreeDigitalPhotos.net

No dobrze, wybaczę zdradę. Ale romans? To poważna sprawa. Zakochał się pewnie, oszukiwał…

Bo wdarła się nuda i rozczarowanie. Ale poczucie oddania, obowiązku, przywiązanie zostały i wrócił. Wszystko można wybaczyć. Oczywiście nie natychmiast. Najpierw trzeba sobie pozwolić na prawdziwe uczucie, czyli złość, ból, wściekłość, niechęć. Nie tłumić, nie udawać, że nie dotknęło, bo wtedy się nie odbuduje związku.

A poczucie krzywdy?

Z poczuciem krzywdy radzą sobie osoby, które się do tego poczucia krzywdy nie przywiązały, nie żyją nią (np. dzięki terapii). Ale ktoś, kto lubi żyć w poczuciu krzywdy, w każdej sytuacji, w jakiej się w życiu znajdzie wynosi przekonanie: „Jestem skrzywdzona”. Z takimi skrzywdzonymi kobietami koszmarnie się żyje. Bywa, że sobie z tą zdradą nie poradzą, chyba, że facet uwielbia być nad miarę opiekuńczy. Ale jaki obraz rodziny mają dzieci? „Moja mama wiecznie niezadowolona, mój tata wiecznie biegający wokół niej” – tyle widzą.

Wniosek na przyszłość – zdradził, bo coś w tym związku przeoczyłyśmy, coś nam uleciało, nie za bardzo skupiłyśmy się na nim, czegoś nie dopatrzyłyśmy?

Nie jesteśmy od dopatrzania, jesteśmy od tego, żeby być razem. Nie może spoczywać tylko na nas obowiązek dopatrywania wszystkiego. Jesteśmy od tego, żebyśmy patrzyły, czy nam jest dobrze. Jak mi jest dobrze, to mnie żaden chłop nie zostawi. Bo wtedy jemu też jest nieźle.

Jak to robić, żeby nie wyjść na egoistkę?

A dlaczego nie wyjść na egoistkę wreszcie? Mylimy egoizm z egocentryzmem. Bo wszędzie trują, począwszy od mamusi, poprzez nauczycielkę aż do proboszcza, że egoizm jest zły. Tymczasem zdrowy egoizm jest najlepszą postawą życiową, jaką można mieć. Człowiek, który kocha siebie, lubi i szanuje, kocha innych. Wszyscy mówią: „Nie bądź egoistką”. I potem jesteś służącą dla innych, a sama nie masz życia.

Ale od egoistki też może odejść do takiej, co to się nim zaopiekuje.

Od egoistki, która potrafi się zachwycić? Od fajnej egoistki na pewno się nie ucieka.

Jak zapomnieć zdradę?

Na pewno nie da się zapomnieć od razu. Trzeba przeżyć ten ból, rozczarowanie, rozgoryczenie, może upokorzenie.

Ale jak to przeżyć?

Oto jest pytanie!: Jak przeżywać? Prawdziwie. Nie udawać, że nic się nie stało. Ani przed sobą, ani przed nikim. Nie ma co robić dobrej miny do złej gry, bo tak naprawdę nikt na tym dobrze nie wychodzi, oprócz tzw. chorej ambicji. Kiedyś można i warto zapomnieć. Kiedy? Jedna przeżywa to pół roku, inna latami nie może się „odkleić”. Są kobiety, które lubią pielęgnować złe wspomnienia. Karmią się nimi przez całe życie. Ale zwykle bywa tak, że nienawidzą swoich mężów, a potem chodzą na grób i wylewają łzy, mówiąc: „Mój drogi nieboszczyk, mąż”. Każdy ból kiedyś mija. I po co go nosić do końca życia?

Mówi się: „Jak zdradził raz, znowu to zrobi”.

Nie warto żyć stereotypami, nabijać sobie głowę banalnymi „prawdami”, które raz się sprawdzą, ale innym razem nie. A jedną z takich banalnych „prawd” jest ta, o której pani mówi. Nie ma reguły. Oczywiście są seksoholicy, którzy wciąż poszukują nowych kochanek. Ale u innych ta reguła raczej nie działa.

Można wiarołomnemu zaufać?

Szczęśliwa egoistka ufa sobie. A dawnej kochance kupuje kwiaty. Zasłużyła.

Polecamy książki Katarzyny Miller:

Chcę być kochana tak jak chcęBajki rozebraneByć kobietą i nie zwariowaćPorozmawiajmy o seksie

Ona w akcji

Ona rozmawia

Ona w kulturze

Muzyka duszy

Posłuchajcie utworu, zapowiadającego nowy album Anny Jurksztowicz „Poza czasem. Muzyka duszy.”

KulturaWięcej...
Włosi. Życie to teatr

Drogie ONE,
Już teraz będziecie mogły kupować polecane przez nas produkty w sklepie internetowym merlin.pl za pośrednictwem naszego portalu. Będziemy Wam rekomendować [ ... ]

KulturaWięcej...
Uhonorowałyśmy kobiecą siłę

Tyle świetnych kobiet, tyle pozytywnej energii zgromadziło się w Villa Foksal na Gali Plebiscytu Ona to Skarb! Wręczenie nagród w naszym Plebiscycie było pretekstem d [ ... ]

KulturaWięcej...