Agata Młynarska – „Buongiorno, Milano!”, część 2

31-03-2011

Ile luster może wisieć w Mediolanie? W domach modnych kobiet, w małych butikach, w luksusowych salonach, w hotelach? Setki tysięcy, a może więcej. Dzisiaj z nich rezygnuję. Przeglądam się w obrazach. Oto ciąg dalszy mojego mediolańskiego eksperymentu.

Agata Młynarska

 

Galleria Duomo / foto: Eastnews

 

DZIŚ WYBIERAM LEONARDA

Dwa wolne dni w Mediolanie. Sklepy czy muzea? Kiedyś na pewno sklepy. A teraz, kiedy w Polsce jest jak za granicą (kto był małą dziewczynką w czasach PRL-u, doskonale wie o czym myślę), wybieram muzea.
Impresjoniści – retrospektywna wystawa prac całej szkoły, z prywatnych kolekcji. Mniej znane obrazy, chociaż większość z nich to i tak ikony. Druga wystawa to Alberto Savinio i dell arte. Słynne postaci ludzkie z głowami zwierząt. Scenografie teatralne, projekty kostiumów. Na koniec zostawiłam sobie Arcimboldo i renesans mediolański. Szkice Leonarda da Vinci i słynne Cztery Pory Roku. Mnóstwo obrazów, których autorów nie znam, potężny ładunek sztuki. Ludzka wyobraźnia, talent i rzemiosło.

 

Znam ten stan

Impresjoniści to jak podróż do miejsc, które dobrze znam, gdzie czuje się bezpiecznie. Niektóre obrazy Pissarro czy Sisleya to pejzaże prawie polskie. „Baletnice” Edgara Degas – niewielki obraz, na którym dziewczyny są zatopione we własnym świecie, przypomniał mi jak chodziłam do szkoły baletowej. Zmęczenie i ból nóg nie pozwalały na pogaduszki z koleżankami. Widać to na tym obrazie. Każda osobno, skupiona na sobie, odpoczywa. Byłam trochę jak one. Przez krótką chwilę myślałam nawet, że to będzie mój zawód. Z tamtych czasów pozostała mi miłość do tańca. I wytrzymałość na ból.

 

Moja chwila prawdy

I jeszcze jeden obraz, Toulouse Lautrec. Dziewczyna siedząca tyłem przy stole, zamyślona, może na kogoś czeka? Jest sama. Chwila tak uchwycona jak by to zrobił najlepszy fotograf. To ja dzisiaj. Poczułam więź z tą młodą kobietą na obrazie. Na kogo czeka? Co zamawia? Zamyślona jest tak bardzo, że nie wypada patrzeć na nią dłużej – bo czujesz się jak intruz. Ten obraz to konfrontacja z własnymi myślami i uczuciami. Czynność wcześniej mi nie znana, skrzętnie unikana. Aż mnie dopadło. Każdemu polecam, bo chociaż bywa to trudne, to spotkanie z samym sobą należy do największych luksusów jakie możemy sobie zafundować. I tak oto zamiast rozpamiętywać samotność, próbuję znaleźć w niej piękne strony.

 

Szpilki dla babci

Wędruję zatem dalej. Chwila odpoczynku na kawie przy Palazzo Reale, mały shopping „tutti a 10 euro”. Frajda ogromna z butów, które kosztują niecałe 50 zł. Chociaż kuszą mnie Marki Jacobsy, Guessy, Dolce i Gabbana i Prady, to pożądanie pokonuję resztką rozsądku. Buty to jedna z moich największych słabości. Mam ich mnóstwo. Piękne, drogie, czasami zupełnie bez sensu. Są dla mnie kwintesencją kobiecości i szyku. Mogłabym wydać na nie każde pieniądze, ale ponieważ już za kilka tygodni na świecie pojawi się moja wnuczka, więc włącza się we mnie znany z dawnych lat program oszczędnej – mój boże: nie mamy! – babci! Tak, będę babcią! A właściwie już nią jestem, bo w dużym brzuchu Kai mieszka mała dziewczynka, córka Stasia. Jeśli będzie miała rodzeństwo, to tak jak ja – będzie najstarszą siostrą. Opowiem jej o tym jak to jest…

 

Posłuchaj, dziewczynko…

Z pięcioma parami butów po 10 euro wracam do muzeum. Czeka na mnie Arcimboldo, którym zawsze zachwycał się Staś. Cztery twarze, cztery pory roku. Bardzo rzadko cała ta kolekcja jest w jednym miejscu. Teraz obrazy wiszą wszystkie obok siebie. Gapię się na nie i nie mogę przestać. Dostrzegam szczegóły – nos z ogórka, głowa z kwiatów, wisienki w uszach. Autor musiał mieć poczucie humoru, jak byśmy teraz powiedzieli: mega czad, niezła jazda. Ale przede wszystkim jest w tych twarzach widoczny człowiek, jego cierpienie, bezradność wobec upływu czasu. Przerażająca zima, piękna wiosna, soczyste lato, poziomki rosnące na ramionach… Na podłodze usiadła grupka przedszkolaków zasłuchana w opowieść o tym, co widzą na obrazach. Może kiedyś przyjadę tu z moją wnuczką i opowiem jej o tym, jak czekałam na nią wędrując po Mediolanie.

 

Te obrazy to czas, mijające epoki, pokolenia, ludzie. Dobrze jest dostrzec siebie w tej perspektywie, chociaż przez chwilę.

Agata Młynarska

cdn.


Poprzedni artykułKolejny artykuł

Więcej w Styl życia
Agata Młynarska – „Buongiorno, Milano!”, część 1

Uwielbiam Włochy, najbardziej ze wszystkich miast na świecie podoba mi się w Rzymie. Od trzech lat mam okazję współpracować z...

Zamknij