Zatańcz ze mną

30-11-2011

Nauczył się tańczyć, gdy miał sześć lat. W rytm twista mama kazała mu froterować podłogi. Dziś jest najpopularniejszym jurorem i nauczycielem tańca. I twierdzi, że nauczy tańczyć każdego.

 


Fot: Agencja EASTNEWS

Wszyscy chcą się dziś uczyć u Galińskiego. Jak się z tym czujesz?

To miłe uczucie. Ale popularność zobowiązuje i dopinguje mnie do pracy nad sobą. Prowadzę różne kursy tańca i zauważyłem, że ludzie chcą się czuć trochę inaczej niż na zwykłych zajęciach. Wzbogacam więc te spotkania w anegdoty, żarty. Zauważyłem zresztą, że przez „Taniec z gwiazdami” Polacy bardziej otworzyli się na taniec. Mam uczniów w różnym wieku. Widzą oni, że jeżeli tańczy Pudzianowski, to „przecież ja też się nauczę”, albo tańczyła Grochola, to „czym ja się od niej różnię, też mam dwójkę dorosłych dzieci, też sobie mogę pohasać, a Galiński to taki równy gość”.

 

Nauczysz mnie tańczyć?

No jasne.

 

Do sylwestra zdążymy?

No wiesz, nie mogę ci obiecać, że nauczę cię świetnie tańczyć w weekend. Bo rozumiem, że chodzi ci o płynne poruszanie się na parkiecie. Najpierw musisz nauczyć się rytmu i podstawowych kroków. To jest absolutne abecadło. Dopiero kiedy przez to przebrniesz, możesz myśleć o płynności. Nie nauczysz się pięknie tańczyć w dwie godziny czy nawet dwa dni. Ale na pewno nauczę cię na tyle, że spokojnie bez wstydu wyjdziesz na parkiet.

 

Podejmujesz się misji niemożliwej, w dzieciństwie połknęłam kij od szczotki.

Każdego można nauczyć tańczyć. Odpowiem ci anegdotą. Kiedyś na „Tydzień z Piotrem Galińskim w Mikołajkach”, gdzie w hotelu Gołębiewski bawię się z gośćmi, robię pokazy i uczę tańczyć, przyjechała para małżeńska – starsi państwo, grubo po sześćdziesiątce. Po pierwszych zajęciach podchodzą do mnie i ona mówi: „Panie Piotrze, to jest mój mąż, który nie zatańczył ze mną od dnia ślubu. Z okazji 40. rocznicy powiedział: „Kochanie, możesz sobie wybrać każde miejsce na świecie, jedziemy na tydzień miodowy.” Wybrała kurs tańca w Mikołajkach i on musiał tańczyć. Co się okazało – pan poczuł bluesa, okazał się takim talentem, że na koniec, kiedy jest turniej tańca dla kursantów, był w finale. Spotkaliśmy się przypadkowo po dwóch latach i okazało się, że w swoim mieście oboje chodzą na zajęcia taneczne.

 

Każdy wiek jest dobry na debiut?

Nie ma górnej granicy. Ostatnio widziałem film, jak z tancerzem zawodowym tańczy 87-latka. Ale i w Polsce są takie przykłady. Znam parę z Poznania – państwo Roszakowie. Pan Andrzej ma 54 lata, zaczął tańczyć w 50. roku życia, dziś jest mistrzem Polski, półfinalistą mistrzostw świata. Ona w podobnym wieku, choć wygląda na góra 35 lat.

 

Naprawdę każdego można nauczyć tańczyć?

Każdego, choć łatwiej kobietę. Bo w czasie tańca jesteś prowadzona przez partnera. Najtrudniej jest przełamać lęk. Ale mam sposób na to, żeby ludzie już po kilkunastu minutach zaczęli wierzyć w swoje siły. Nie popisuję się swoimi umiejętnościami, nie mówię: „Patrzcie na mnie, jak świetnie tańczę, więc wy też tak możecie”. Przeciwnie, zniżam się totalnie do ich poziomu i tańczę w ich stylu.

 

Ile czasu potrzebujesz, żeby ocenić, czy ktoś ma talent czy szkoda na niego czasu?

Jedne zajęcia. Już jak stoję przodem do ludzi i robimy elementy rozgrzewkowe, czyli krok do boku, delikatny ruch bioder, jakiś element ręką, żeby całe ciało tańczyło, od razu widzę, czy ktoś ma koordynację, czy nie. A to podstawowa rzecz. Częściej brakuje jej panom. Drugi element to poczucie rytmu. Widać je w następnych kilku minutach, kiedy zaczynamy tańczyć z muzyką. Nie każdy je ma, na szczęście poczucie rytmu jest wyuczalne i nie ma związku z tak zwanym słuchem absolutnym. Nawet głusi potrafią tańczyć. Bo rytm odbieramy nie tylko za pomocą słuchu, ale i wibracji, która do nas dociera. Trzeba się po prostu nauczyć słuchać muzyki. Kiedy, jako nastolatek, przyszedłem na nabór do sławnego olsztyńskiego „Mirażu”, wydawało mi się, że tańczyłem świetnie, a pani Mariola Felska mówi do mnie: „Świetnie tańczysz, blondynek, tylko że nie w rytmie, zwolnij”. Ale to właśnie nauczyciel ma pokazać, co to jest rytm, którego elementu w muzyce musimy słuchać, żeby zacząć tańczyć.

 

Czego trzeba słuchać w muzyce? Bo chyba niesłusznie skupiam się na słowach.

No właśnie, a w muzyce trzeba słuchać tak zwanych bitów. Często słuchamy linii melodycznej, słów, a tu chodzi o takt.

 

A po tym jak ktoś idzie, potrafisz ocenić, czy będzie dobrze tańczył?

Tak, od razu widać, czy to jest naturalny ruch ciała, czy ma koordynację.

 

Po czym jeszcze można to poznać?

Po sylwetce. Ludzie otwarci mają otwartą sylwetkę. A otwartość w tańcu jest sprawą niezwykle ważną.

 

Niektórzy mówią, że też po seksie. Jak ktoś jest dobry w łóżku, to jest dobry także w tańcu…

Prawdopodobnie. Ale nie mogę sprawdzać swoich uczennic przed zajęciami (śmiech).

 

A w życiu to się sprawdza?

Myślę, że to mit. Ale przecież Polacy są w ogóle dobrzy w seksie. Taką opinię mamy, że jesteśmy narodem gorącym jak południowcy, mimo tego, że jesteśmy w Europie Środkowej. I Polki, i Polacy.

 

Muzyk, wokalista – ktoś kto ma słuch, ma większe szanse na bycie świetnym tancerzem?

Na pewno. Ma to już w sobie. A na tym najwyższym poziomie, czyli w „czubie” par tanecznych, ta muzykalność pozwala na całkowite oddanie charakteru tańca. Muzykowi na parkiecie nie zdarzy się, żeby zacząć poza frazą. Często ktoś próbuje jak najszybciej ruszyć do tańca, a muzyka ma swoje tzw. okresy.

 

Dziecko łatwiej nauczyć niż dorosłego?

Łatwiej, bo dziecko nie ma takich oporów jak dorosły. Ma oczywiście inne. Opory dziecka wynikają z tego, że boi się czasami przebywać w grupie równolatków, których nie zna. Ale kiedy już ta bariera pryśnie, to zaczyna się żywioł. Oczywiście dzieci zazwyczaj na zajęciach tanecznych są bardzo pobudzone i trzeba ich aktywność ukierunkować na określone tory. Małe dzieci tańca uczę przede wszystkim przez zabawę. Bo dziecko powinno wyjść zadowolone, rozbawione i musi chcieć wrócić.

 

Od jakiego wieku jest sens uczyć malucha?

Sens ma przyprowadzenie na zajęcia pięciolatka. Ma już umiejętność koncentracji, przeanalizowania tego, co mówi nauczyciel, i zdolność uczestnictwa. Dziecko w tym wieku jest już bardziej świadome, że chce tańczyć. Bo nie o to chodzi, żeby to mama chciała.

 

A co zrobić, żeby chciało dziecko?

Jestem pedagogiem z wykształcenia, opracowałem nową metodę „Mamo, tato, zatańcz ze mną”. Są to zajęcia dla dzieci z dorosłymi – mama tańczy z synkiem lub z córeczką. Może to też być tata, babcia lub dziadek. Dziecko jest otwarte, nie boi się, jest bezpieczne. Jeśli rodzic ma na tyle wyobraźni, żeby przenieść się ze mną na wyspę Kubę, albo żeby zrobić z siebie samolot i polecieć do Brazylii, a dziecko jest pasażerem albo by wsiąść w gokart, przyjechać do Londynu i zatańczyć walca angielskiego – super. Poruszam wyobraźnię. Ta metoda daje rodzicom inspirację do twórczej zabawy z dzieckiem w domu.

 

Właściwie dlaczego jedni mają większy dryg do tańca, a inni mniejszy? Wysoka i szczupła zatańczy lepiej niż mała i korpulentna?

Taniec towarzyski jest taką fajną dyscypliną, że możesz być mała, okrągła i też być mistrzynią świata – znam takie. Oczywiście wyższe pary, czyli ludzie szczuplejsi, postawniejsi, mają większe predyspozycje do tańców standardowych, gdzie potrzeba długiego kroku – tego swingu, tego płynnego przemieszczania się po parkiecie. Trzeba mieć do tego długie nogi. Natomiast osoby krępe są doskonałe do tańców latynoamerykańskich. Niżej osadzona miednica daje możliwość bycia szybszym. Taniec towarzyski nigdy nie jest oceniany przez sędziów i jurorów w kategoriach estetycznych. Tańczyć może każdy.

 

Talent do tańca można mieć w genach? Jak moja mama dobrze tańczyła, to i ja będę?

Oczywiście, dziedziczy się poczucie rytmu, otwartość. Już u małego dziecka widać, czy ma łatwość poruszania ciałem pod wpływem muzyki. To dlatego jedne maluchy podskakują w jej rytm, a inne w ogóle na nią nie reagują.

 

Po czym poznajesz, że ktoś będzie wybitnym tancerzem, a ktoś tylko będzie umiał tańczyć?

Na którymś kursie tańca objawiła się dziewczyna, dobrze po trzydziestce, z niesamowitym talentem taneczny, który gdzieś tam był duszony – no bo dziecko, praca, jakieś miasteczko przygraniczne, gdzie szkoły tańca nie było. Ona mówi: „Panie Piotrze, co ja mam ze sobą zrobić?”. Odpowiedziałem: „Trzeba jechać do najbliższego dużego miasta i tańczyć”. Startuje w tej chwili w turniejach. Nie tylko świetnie tańczy, ale też ma osobowość.

 

Osobowość sceniczna tancerza jest ważna?

Najważniejsza. Dobry tancerz, niezależnie czy jest na poziomie amatorskim, czy zawodowym, to taki, który przyciąga uwagę. Tej sztuki można się nauczyć. Zawsze uczę pary turniejowe, jak mają skupić koncentrację sędziego na sobie. To są specjalne ruchy, gesty, akcje ciała. Podobne jak w życiu. Dziewczyna tańcząc, wystarczy, że popatrzy na chłopaka, a on się od razu odwraca. Bo ona go „sfokusowała”. I on natychmiast zaczyna ją taksować. To są tricki psychologiczne. Ja uczę, jak „sfokusować” publiczność na sobie.

 

Dobry taniec może być afrodyzjakiem?

No jasne. Znam mnóstwo par małżeńskich, które poznały się na parkiecie. Przy takiej bliskości zawsze wydzielają się endorfiny. Po to zresztą jest ten taniec towarzyski. Ale nawet w dworskim menuecie z XVII wieku była seksualność. Wtedy samo podawanie ręki sprawiało, że robiło się gorąco. Potem coraz bliżej, coraz bliżej. Na tym to polega, że chcemy być blisko ukochanej osoby albo osoby, którą chcemy pokochać. Taniec wiąże się z seksualnością stuprocentowo. Nawet w stroju ludowym czerwone korale oznaczały, że kobieta jest już absolutnie gotowa. To wszystko miało podtekst. A już tańce latynoamerykańskie są całkowicie erotyczne – ruchy bioder, skąpe stroje.

 

Znakomity partner na parkiecie jest tak samo dobry jak partner w życiu?

Partner na parkiecie musi być opiekunem swojej partnerki. Musi być jej całkowitym adoratorem, torować jej drogę, podawać ramię, dbać o nią, eksponować ją.

 

W niektórych częściach świata taniec jest codziennością.

Na przykład w Brazylii. U nas tańczy się na wielkich balach, ślubach, w czasie karnawału, na dyskotekach. Od niedawna zaczynają się potańcówki dla dorosłych w tych miastach, gdzie są szkoły tańca – jest możliwość potańczenia sobie do późnych godzin przy małej lampce alkoholu. Taniec został zepchnięty do takiej roli, że, aby potańczyć, musimy czekać na pewne wydarzenia. Przez to nie umiemy tańczyć.

 

Tam taniec to również piękne stroje…

U nas też. Popatrz tylko na tańce turniejowe. To prawdziwa maskarada.

 

Gorzej z jurorami, zwykle na czarno. Chyba tylko ty się wybijasz z tłumu niebanalnym strojem. Skąd masz takie piękne marynarki w „Tańcu z gwiazdami”?

Na świecie jurorzy są „kolorowi”. Mają fantazję– zamiast krawata, wielka szpila. Bardzo nie lubię sztampowych marynarek. Zawsze szukałem czegoś niebanalnego. Teraz ubiera mnie Anna Brodzińska, stylistka z Warszawy. Podobnie myślimy o modzie, ale ona wciąż czymś nowym mnie zaskakuje. Podpowiada, że ta marynarka mogłaby dobrze wyglądać z fioletową lub z granatową koszulą i z takim krawatem. Zawsze jej słucham.

 

Co będzie jak taniec się skończy?

Zostaną mi fajne wspomnienia i szafa pełna fantastycznych marynarek (śmiech).

 

Rozmawiała Beata Biały 

Poprzedni artykułKolejny artykuł

Więcej w Osobowość
grabowski_icon
Najtrudniej zagrać miłość

Kobiety go uwielbiają. Uwodzi głosem, klasą, sposobem bycia. Ale miły, grzeczny Piotr Grabowski lubi czuć się facetem z krwi i...

Zamknij