Małe rzeczy od Ireny

06-02-2012

Ireno, dzięki Tobie przeżyłam i przeżywam cudowne chwile – dziękuję. Teraz powoli spełniają się Twoje życzenia: aby małe rzeczy prowadziły mnie życiową ścieżka do wielkich spraw…

 

 

„Wymyśliłam Cię…”

Kilka lat temu w radiu grającym tzw. muzykę oldies często przypominano ten przebój… Pewna moja znajoma opowiadała mi wtedy o muzyce i przyjaźni z Ireną Jarocką. Wspomniała też, że piosenkarka pracuje nad książką wspomnieniową, a ponieważ lubię czytać autobiografie, bardzo się tym zainteresowałam. Na premierę książki w warszawskim Empiku wybrałam się z synem, kupiliśmy i książkę, i płytę. Spotkanie prowadzili Maria Szabłowska i Krzysztof Szewczyk, była też Magdalena Walusiak – dziennikarka, która przeprowadziła z piosenkarką wywiad rzekę. Tego wieczoru usłyszałam Irenę Jarocką śpiewającą „Gondolierów” i… od razu zostałam jej wielbicielką. Prowadząca wspomniała, że na sali obecni są fani Ireny i spytała, skąd przyjechali. Po chwili zobaczyłam uniesione w górę ręce i padły nazwy wielu polskich miast.

 

Słoneczniki od Ireny

Gdy prosiłam o mój pierwszy autograf, piosenkarka na wieść o tym, że syn lubi i zna jej piosenki, uścisnęła go i ucałowała. Taka właśnie była – serdeczna i spontaniczna. Jest taki tekst Gibrana Kahlila, który mówi o tym, żeby często odwiedzać przyjaciela, bo „ciernie i zielska zarastają ścieżkę, którą się nie chodzi”. Ona to potrafiła – smsy i e-maile do znajomych i wielbicieli, z konkretnych okazji i bez nich. Telefoniczne „uściski” i pozdrowienia. Nigdy nie znałam osoby, która by tak często używała słowa „dziękuję”. U Ireny to normalne – twierdziła nasza wspólna znajoma. Gdy pani Irena dowiedziała się, że mój syn długo choruje, natychmiast zadzwoniła, podała mi telefony do kilku lekarzy, pocieszyła i podtrzymała na duchu. Interesowała się życiem swoich wielbicieli i kibicowała im w ważnych momentach. Jej uśmiech kojarzył mi się z bukietem słoneczników, które kiedyś od niej dostałam… Na jej stronie internetowej i na koncertach poznałam wiele sympatycznych osób, z których kilka stało się moimi wiernymi przyjaciółmi.

 

„Małe rzeczy cicho śpią”

Zachwyciła mnie ta piosenka, szczególnie jej tekst autorstwa Edyty Warszawskiej. Utwór znalazł się na pierwszym miejscu Listy Przebojów Marka Niedźwieckiego, a pan Marek prowadził spotkanie promocyjne płyty „Małe rzeczy” w Empiku. Kiedyś sam głosował na utwór „Gondolierzy znad Wisły”, był fanem pani Ireny, a niedawno wystąpił w pięknej audycji o niej w radiowej Trójce. Pierwsze fascynacje przerodziły się w szczere uwielbienie. I zaczęły się podróże. Rok 2009 był dla mnie rokiem festiwali. W ślad za wykonawczynią „Kawiarenek” ruszyłam do Opola i Sopotu. Postanowiłam zrobić sobie taki prezent na urodziny. Moją miłą towarzyszką obu podróży była Joanna – bliska znajoma Ireny. Kilkugodzinne trasy mijały szybko, w takt piosenek i ciekawych opowieści Joasi. W Sopocie myślami opóźniłyśmy pociąg, którym piosenkarka ze swoją ekipą jechała na koncert do Jasła – byle pobyć z nią dłużej. W Opolu oklaskiwałyśmy naszą ulubienicę i Piotra Kupichę w utworze „Beatlemania story”. Później w jednym z hoteli odbyło się spotkanie z gwiazdą. Moja kolekcja autografów powiększyła się o podpis na koszulce z logo płyty „Małe rzeczy”.

 

Kowbojski kapelusz

Czekałam na zaproszenie na Galę BCC na terenie wyścigów konnych. Ale nie przychodziło. Zależało mi na obecności tam, bo miała śpiewać pani Irena. W sobotę rano zrezygnowana zajrzałam do poczty. A tam informacja, że zaproszenia będą czekały na Służewcu! Plus adnotacja, że u kobiet mile widziane są nakrycia głowy. Spanikowana wpadłam do sąsiadki, a ona zaproponowała mi… skórzany kapelusz rodem z Teksasu. Na miejscu okazało się, że aby wysłuchać recitalu pani Ireny, trzeba przebić się przez dwa kordony ochroniarzy. Abym mogła dać jej kwiaty po występie, czekała mnie kolejna rozmowa z kolejnymi strażnikami. Ale było warto. Zawsze.

 

Pierwszy wywiad, ostatnia rozmowa

Lokalne pismo wysłało mnie na rozmowę z piosenkarką. Zadzwoniłam umówić się na wywiad i w słuchawce usłyszałam: „Bardzo chętnie”. Kupiłam dyktafon, przygotowałam kilkanaście pytań. Jako nowicjuszka, spisałam je na kartce i potem zerkałam w nią podczas naszej rozmowy. Czekałam na panią Irenę przed restauracją Kominkowa i powitałam ją kwiatami. Spotkanie trwało półtorej godziny, pytania do wywiadu przeplatane były naszą prywatną rozmową. Coś kazało mi pytać Irenę o plany na przyszłość. Była radosna i pełna życia, z dumą opowiadała o wnuczku. Marzyła, żeby mówił po polsku i nauczył się śpiewać jedną z jej piosenek w naszym języku. Miła pogawędka dwóch znajomych szybko się skończyła, ale za kilka dni miałyśmy wybrać się na wspólny spacer do lasu. Mieszkałyśmy w tej samej dzielnicy, na sąsiednich osiedlach. Niestety, do kolejnego spotkania nie doszło. Gdy latem nie odpowiedziała na moje smsy, wiedziałam, że coś jest nie tak. Odpowiedzi przychodziły zwykle od razu. W jej internetowej kawiarence przeczytałam o odwołanych koncertach i chorobie.

 

Kalendarz pod specjalnym nadzorem

Kilka lat temu nasz rodzinny wakacyjny wyjazd był podporządkowany spotkaniu fanów w gdańskim hotelu Marina – mąż walczył dzielnie, by nie przesunięto mu terminu urlopu. Weekendy na działce powiązane były z występami Ireny. Zdarzało się nam zapłacić mandat w drodze na recital. Dwa lata temu zimowe ferie zostały podzielone na dwa wypady z krótką przerwą na warszawski koncert Ireny Jarockiej. Teraz skróciłam o kilka dni pobyt w górach, żeby przyjechać na jej pogrzeb. Do Warszawy przybyli prawie wszyscy „Irenkowcy” z najodleglejszych zakątków kraju i z zagranicy. Po uroczystości na Powązkach większość z nich spotkałam w kawiarni, ale, niestety, nie było to już spotkanie fanów z piosenkarką. Na jej najnowszej płycie zawierającej jej 40 największych przebojów zabrakło mi jej dedykacji…

 

Przesłanie Ireny Jarockiej

W audycji Muzykomania w 2008 roku, gdy pani Irena kończyła swój tygodniowy dyżur przed mikrofonem, dedykowała mi mój ulubiony utwór pt. „Małe rzeczy”. Zwróciła się także do wszystkich radiosłuchaczy z życzeniami, aby te małe rzeczy dnia codziennego towarzyszyły im przez życie i niosły radość. Miała szczególny sentyment do tej piosenki i obie znalazłyśmy nić porozumienia z autorką tych słów Edytą Warszawską. Bardzo mi przykro, że nie zobaczę już na wyświetlaczu komórki komunikatu: „Dzwoni Irena Jarocka”, a poczta głosowa nie nagra miłych słów: „Witaj Moniczko, pozdrawiam Cię najcieplej. Jeśli możesz, oddzwoń, ściskam Cię, pa…”

Ireno, dzięki Tobie przeżyłam i przeżywam cudowne chwile – dziękuję. Teraz powoli spełniają się Twoje życzenia: aby małe rzeczy prowadziły mnie do wielkich spraw w życiu. Bardzo proszę Cię o dalsze trzymanie za mnie kciuków. Zostałam zainspirowana i zachęcona do dalszej nauki właśnie przez Irenę Jarocką ,która bardzo lubiła czytać moje teksty.

 

Monika Grzebuła

Poprzedni artykułKolejny artykuł

Więcej w Osobowość
kk_icon
Kacper Kuszewski: Lubię zbaczać z głównej ścieżki

Outsider z wyboru. Samotne podróże, niszowy teatr, niechęć do bankietów. Kacper jest inny niż myślicie. Serial to nie koniec świata....

Zamknij