Kobiece wojny

07-04-2011

Karolina Święcicka / Kobieta Neewsweek

Tabloidy donoszą o wojnach gwiazd: Anna Mucha nie znosi Kingi Rusin, Doda poniża Młynarską. W Strzegomiu prześliczna nastolatka tak okrutnie ośmieszyła kolegę, że popełnił samobójstwo. Czy świat kobiet to kocioł pełen nienawiści?

W 1968 roku psycholog Philip Goldberg rozdał studentom esej z prośbą o ocenę. Jednej grupie podpisany przez Johna T. McKaya, drugiej – Joan T. McKay. Wyniki były jednoznaczne. Zarówno większość mężczyzn, jak i kobiet za lepszy uznała tekst podpisany przez mężczyznę. – To jawny dowód na to, co przypuszczano od wieków. Kobiety się nie lubią. Kobiety się nie cenią. Nie ma kobiecej solidarności – brzmiała konkluzja. Powstałe w tym samym czasie feministyczne hasło „Sisterhood is powerful” (Siostrzeństwo jest potężne) sparafrazowano natychmiast na „Sisterhood is impossible” (jest niemożliwe), a teza Goldberga o braku kobiecej solidarności zyskała w naukowym świecie status dogmatu.

Kiedy po jakimś czasie eksperyment powtórzono, wyniki nie wypadły już tak przekonująco. Zbyt mało pań oceniało męski esej jako lepszy, by można było twierdzić, że kobieta kobiecie wilkiem. Mimo to badanie Goldberga przez lata cytowano jako dowód kobiecego braku solidarności wobec własnej płci. Tłumaczono go różnie. Jedni przypisywali faktowi, że kobiety, aby poradzić sobie w męskim świecie, aspirują do miana facetów w spódnicy, nieudolnie naśladując męskie sposoby eliminowania rywali. Inni dowodzili, że to atawizm zapisany w genach. Samice od zarania dziejów rywalizowały o partnerów, a dziś dodatkowo – o pracę i awans. Obecnie uważa się, że badanie Goldberga pokazuje jedynie, jak żywy jest stereotyp, że kobiety są mniej kompetentne. A to jest zupełnie co innego niż nielojalność czy niesolidarność.

 

Kocioł czarownic

Nie jest już tajemnicą, że pod względem poziomu agresji kobiety nie różnią się od mężczyzn. Jak pisze psycholog i dziennikarka Susan Pinker, której kontrowersyjna książka „Paradoks płci” niedawno ukazała się w Polsce, kobieca rywalizacja pojawia się we wszystkich pokoleniach, gdy w grę wchodzą cenne dobra.

– Kobiety bywają agresywne nawet częściej niż mężczyźni. To zwykle agresja słowna, nieraz bardzo okrutna – mówi psycholog prof. Bogdan Wojciszke. – Nie jest jednak prawdą, że kobiety atakują częściej własną płeć. Przeciwnie, z najnowszych metaanaliz [międzynarodowych badań przeprowadzanych na kilkunastu tysiącach osób – przyp. red.] wynika, że częściej atakują mężczyzn – twierdzi profesor. – Proszę przypomnieć sobie tragedię ze Strzegomia sprzed kilkunastu dni. Szesnastolatka anielskiej urody zaatakowała mężczyznę: w okrutny, ośmieszający sposób opisała sposób, w jaki uprawiał seks, a nagranie znalazło się na YouTube. Chłopak się zabił. Takie sytuacje zdarzają się częściej, niż myślimy, tylko z innym finałem: zaatakowani mężczyźni bronią się, atakują jeszcze mocniej lub milczą.

Zdaniem psychologa przekonanie, że kobiety bardziej się wzajemnie nie lubią niż mężczyźni to tak zwane legendy miejskie, stereotypowe opinie. A jednak czytając portale plotkarskie, przeglądając tabloidy ,można odnieść wrażenie, że świat kobiet to kocioł pełen nienawiści. Damskie wojny to poczytny temat, szczególnie jeśli rywalki są znane, atrakcyjne i ambitne. „Lubią starszych mężczyzn, a je same uwielbia telewizja, natomiast one nie znoszą się nawzajem. Zbyt silne osobowości” – tak o Nataszy Urbańskiej i Annie Musze pisały plotkarskie media, podgrzewając atmosferę podczas ich rywalizacji w „Tańcu z gwiazdami”.

Kiedy Mucha weszła w skład jury programu „You Can Dance”, podsycano niesnaski pomiędzy nią i Kingą Rusin. Gdy Anita Lipnicka skomentowała nieżyczliwie nową płytę Agnieszki Chylińskiej, twierdząc, że dziwi ją powszechne uznanie dla „rzekomej odwagi Chylińskiej” i kwitując: „Ona nie tyle straciła twarz, co własną tożsamość” – cytowały ją wszystkie media. Podobnie często przytaczano wzajemnie wrogie wypowiedzi Dody i Elżbiety Zapendowskiej, w których starsza radziła młodszej, by nauczyła się starzeć z godnością, a młodsza replikowała, by starsza zaczęła polerować lakierki do trumny. Kiedy zaś Agata Młynarska podczas prowadzenia konkursu Miss Polonia w Chicago przywołała do porządku Dodę, każąc jej się zwracać do siebie per „pani Agato”, werdykt mediów brzmiał: „Wojna. Młynarska musi przeprosić. Doda odmawia występów”.

 

Fot: Shutterstock

Czy przyjaciółka to przyjaciel?

Z drobnych utarczek robi się wielkie kłótnie, o kobiecych przyjaźniach się milczy. O tej, która łączy Kayah z Moniką Olejnik, Kingę Dunin z Olgą Tokarczuk czy Annę Przybylską z Katarzyną Bujakiewicz, kolorowe gazety piszą rzadko. Tym bardziej o tej, jaka łączyła Magdalenę Środę z prof. Barbarą Skargą. Dr Agnieszka Graff, amerykanistka i feministka, uważa, że w naszej kulturze więzi między mężczyznami traktowane są bardziej serio, szanowane, idealizowane. – Dlatego że tworzą one sieci władzy i przywilejów. Nawet w języku to słychać: w słowie „przyjaciółka” jest ładunek kpiny, lekceważenia; „przyjaciel” brzmi poważnie, dumnie. Przyjaciółki idą na plotki, przyjaciele się wspierają – mówi Graff. Trudno nie przyznać jej racji. Kiedy kilka miesięcy temu kandydat na europosła Rafał Trzaskowski wystąpił w jednej z kolorowych gazet z przyjacielem Michałem Żebrowskim, zyskał takie poparcie, że udało mu się wygrać wybory. Żadna z pań w polityce nie promowała się nigdy za pomocą przyjaźni z inną sławną kobietą.

Statystycznie to jednak panie mają więcej przyjaciół. Z badań prof. Janusza Czapińskiego (przeprowadził je dla niego TNS OBOP) wynika, że damskie przyjaźnie są dłuższe, sięgają lat szkolnych i trwają do starości. Nie potwierdziła się też opinia, że kobiety bezpardonowo walczą o partnera. Przeciwnie, większość ma jedną lub dwie lojalne i serdeczne przyjaciółki. Nie jest to zresztą specyfika tylko zachodniej kultury. Z badań, jakie wśród muzułmanek przeprowadził prof. Mohammad Fadel z University of Toronto, wynika, że żony jednego męża dużo częściej przyjaźnią się i wspierają, niż zwalczają. – Potrafimy być solidarne, budować odrębne kobiece światy. Gdyby tak nie było, nigdy nie narodziłby się feminizm, a babcie nie zajmowałyby się wnukami, by ich córki mogły wrócić do pracy – wylicza doktor Elżbieta Korolczuk, socjolożka i kulturoznawczyni.

Jednocześnie jednak te same emocje, które pozwalają kobietom nawiązywać przyjaźnie, mogą być przyczyną konfliktów w pracy. Mężczyźni traktują umysł jak komodę: potrafią poszufladkować konflikty, oddzielić prywatne i zawodowe. – Natomiast nasz świat to od wieków prywatność. Z niej przenosimy wzorce do pracy, gdzie obowiązują inne zasady gry. Facet z facetem pokłóci się w firmie, a potem idą na piwo. Nam zostają żale, wyrzuty sumienia, pretensje – mówi Agnieszka Graff. – Bywa też, że nieświadomie dokonujemy projekcji relacji z matką na relację z szefową czy koleżanką. Dlatego od szefowej oczekujemy czegoś, czego nigdy nie szukałybyśmy u szefa: ciągłego doceniania, dopieszczenia, troski. A kiedy tego nie otrzymujemy – bo dlaczego miałybyśmy otrzymać – czujemy zawód. Asertywne szefowe i mniej empatyczne koleżanki natychmiast zyskują łatki wrednych bab.

Karolina Święcicka / Kobieta Neewsweek

Czytaj dalej…

Poprzedni artykułKolejny artykuł

Więcej w Osobowość
Nie bój się mówić „nie”

Justyna Błaszczyk Jak często zdarza ci się mówić ‘nie’ i nie mieć z tego powodu żadnych wyrzutów sumienia? Jak się...

Zamknij