Kasiu, pomóż…
16-01-2012Seksowna w ciąży i po ciąży. Kasia Cichopek napisała drugą książkę dla mam. Z myślą o nich prowadzi program w Polsat Cafe. Czy ma z tego satysfakcję i dlaczego warto, wbrew krytyce?

Fot: Agencja EASTNEWS
Właśnie ukazała się twoja druga książka „Jedz, chudnij i ciesz się sobą”. Pierwsza była sukcesem?
Nie lubię słowa „sukces”. Ale na pewno pierwsza książka się spodobała. Dlatego jest druga.
Skąd pomysł?
Niedługo po urodzeniu Adasia byłam gościem telewizji śniadaniowej i rozmawialiśmy o powrocie do formy. Wtedy po raz pierwszy powiedziałam, że chcę napisać o tym książkę, ponieważ młode mamy są bezradne. Bo wszystkie książki, jakie są na rynku, dotyczą dzieci. Jest bogata literatura o tym, jak pielęgnować noworodki, jak zajmować się niemowlętami, jaka powinna być zdrowa dieta malucha czy jak zapewnić mu dobry rozwój emocjonalny. I nic na temat: jak pomóc młodej matce dojść do formy po porodzie, co jeść, by szybko zgubić nadwagę, jak poradzić sobie z gorszymi dniami. Znałam te problemy doskonale, bo sama byłam niedawno w ciąży, i wszystkie przerobiłam. Eksperymentowałam na sobie, zbierałam rady mamy, babci, szukałam informacji w Internecie. Uznałam, że ktoś wreszcie powinien napisać taki pomocnik-poradnik dla mam. Dlaczego nie ja? I powiedziałam to głośno. Po programie odezwał się wydawca, który akurat oglądał program. Napisał e-mail, że jest zainteresowany wydaniem tej książki. Spotkaliśmy się.
Spotkanie z poważnym wydawcą, który miał poważną propozycję pewnie musiało być stresujące?
Przeciwnie, to było bardzo fajne spotkanie, choć rzeczywiście szłam na nie ze ściśniętym sercem. Po prostu nagle zdałam sobie sprawę z tego, że bardzo chcę wydać taką książkę. Mam coś takiego w sobie, że lubię pomagać, dzielić się swoimi doświadczeniami i wiedzą. Na spotkanie przyszłam tak naprawdę z gotowym pomysłem. Miałam cały spis treści, wszystkich ekspertów i całą wiedzę, którą chciałam w niej zawrzeć. Proces pisania, robienia zdjęć i całej grafiki zajął nam sporo czasu. Zależało mi na tym, żeby książka była przejrzysta i „prosta w obsłudze”. Studiowałam psychologię, uczyłam się z amerykańskich podręczników, które edytorsko są doskonałe. Mają mnóstwo ramek, wyróżnionych kolorem apli, czytelnik nie musi najważniejszych rzeczy szukać w długim, litym tekście. Tam wszystko jest łatwe i proste. I taka miała być moja książka. Chciałam, żeby była czytelna, żeby mama, jak ją już raz przeczyta i kolejny raz otworzy, od razu trafiała na informację, która jest jej potrzebna. Dlatego na marginesach jest sama esencja, tabele, skróty, a każdy rozdział kończy się podsumowaniem.
Ale pierwsza książka nie została przyjęta entuzjastycznie.
Głównie przez media. „Bo jak Kasia Cichopek, celebrytka, może coś mądrego napisać?” – to był główny zarzut. Do tego książka była w biało-różowej okładce, więc wszyscy uznali, że musi być głupia. Krytykowali, nie zaglądając nawet do środka. Kiedyś, podczas wywiadu telewizyjnego, dziennikarka powiedziała, że „sexy mama” kojarzy jej się z „Milf-Mother I’d like to fuck”. Mnie to po prostu zabiło. Zapytałam, czy przeczytała książkę. Odpowiedziała, że nie. Ręce mi opadły, mogłam zostać w domu z dzieckiem, a ja poszłam, bo mieliśmy rozmawiać o książce. Dopiero po roku, w „Wysokich Obcasach”, pojawiła się pierwsza rzetelna recenzja, która nie opisywała okładki czy moich pantofli lub fryzury, tylko zawartość. Druga książka trochę zamknęła usta krytykom, bo zobaczyli, że pierwsza musiała być niezła, skoro jest druga.
Druga książka pełna jest przepisów…
Książka rzeczywiście dotyczy jedzenia, ale takie było oczekiwanie mam z Facebooka. Bo wydawnictwo założyło profil sexy mam na Facebooku, jest ich ponad cztery tysiące, aktywnych, fajnych młodych kobiet. Są dla siebie przede wszystkim bardzo fajną grupą wsparcia. Pomagają sobie, mówią: „Nie poddawaj się, spróbuj to, zrób to tak, chcesz gdzieś wyjść, to podrzucaj dziecko do mnie”. Po drugie – ze wszystkich tematów z pierwszej książki najbardziej interesowało nasze mamy właśnie jedzenie. Mamy chcą dobrze gotować dla swoich dzieci, zapominając o sobie. Dzieciom dajemy zdrowe posiłki, z dużą ilością warzyw, ryb, gotowane, z małą ilością soli, a same zjadamy fast foody, bo nie wystarcza nam czasu. A ja wciąż podkreślam, że my, matki, jesteśmy bardzo ważne. Jeśli nie będziemy zdrowe, nie będziemy w dobrej formie, to jakim partnerem życiowym będziemy dla dzieci? Marnym. Nie będziemy miały siły, będziemy ospałe, ociężale, zmęczone i bez uśmiechu. I ta książka dotyczy przede wszystkim jedzenia.
Nie jesteś kucharką ani dietetykiem.
Dlatego znowu poprosiłam o pomoc ekspertów. Jest dietetyk, który wie, jak komponować posiłki, żeby ładnie wyglądać, zdrowo jeść, ale nie być głodnym. Są tu także diety dla kobiet, które starają się o dziecko – co powinny jeść, żeby wzbogacić organizm w witaminy, substancje, które są potrzebne do zajścia w ciążę, chociażby kwas foliowy. I dla kobiet w ciąży – co jeść, żeby mądrze przybierać na wadze, a żeby dziecko zdrowo rosło, a nie my razem z nim. I po ciąży, dla mam karmiących, które mają dzieci alergiczne i dla tych, które karmią, ale nie mają żadnych problemów z dzieckiem. I dla tych, które już nie karmią, a chciałyby dobrze wyglądać. Ważne również, żeby podkreślić, że wypowiada się również psycholog, ekspert, który tłumaczy psychologiczne pułapki.
Jesteś psychologiem z wykształcenia, a wspierasz się psychologiem?
W pierwszej książce sama postawiłam się trochę w roli psychologa i starałam się ująć różne problemy psychologicznie, ale pod kątem moich doświadczeń. Ta książka nie została dobrze zrozumiana. Ja w ogóle chyba nie kojarzę się z psychologią, mało kto wie, że skończyłam psychologię i że w ogóle studiowałam. Ostatnio do wydawnictwa zadzwoniła dziennikarka, która zbierała informacje o książce. Kiedy wydawca powiedział jej, że jestem psychologiem z wykształcenia, była zaskoczona. „To ona jest po studiach?” – dziwiła się. Dlatego do książki zaprosiłam psychologa, dietetyka i ginekologa. Ale i w pierwszej wsparłam się ekspertami: jest brafitterka, która mówi, jak dobrać biustonosz, jest trener, który podaje przepis na schudnięcie, jest ginekolog.
Gwiazdy często same piszą książki.
Nie stawiam się w pozycji eksperta. Opisuję własne przeżycia i patenty na niektóre rzeczy. Nie uzurpuję też sobie prawa do radzenia innym. Mogę dzielić się swoimi doświadczeniami, ale książka musi być merytoryczna, a to są w stanie zapewnić jedynie fachowcy. W dodatku to są sprawdzeni eksperci, którzy pomogli mi bezpośrednio. Nie chciałam im ukraść wiedzy, którą mi dali i dzielić się nią z innymi kobietami. Wolałam zaprosić ich do współpracy.
Książki to jakby fragment większej całości. W Polsat Cafe prowadzisz program „Sexy Mama”.
Postanowiłam stworzyć markę „Sexy Mama”. To mój autorski program i bardzo się cieszę, że zdobył sympatię kobiet. Na stronie internetowej Polsat Cafe widzowie dzielą się swoimi opiniami, w większości są bardzo entuzjastyczne.
„Potrzebuje cię, Kasiu! Mam 19 lat, 1,5-roczną córkę i w ogóle nie mam czasu dla siebie, bo moja mała jest niepełnosprawna. Pomagam jej, ale ja też potrzebuję pomocy, chcę wyglądać jak dawniej…”. Albo: „Kasiu, pomocy! Mam na imię Iwona, 26 lat i jestem mamą dwumiesięcznej Lenki. Jestem z niewielkiej wioski. W ciąży przytyłam 36 kilo, dziś ważę 115. Kasiu, pomóż, czuję że popadam w coraz większą depresję…”. To tylko niektóre wpisy.
Aż mi się łzy kręcą w oczach i wtedy mówię sobie, że warto jest to wszystko robić i nawet znosić tę krytykę ze strony świata mediów. Albo na przykład ostatnio moja bohaterka z programu powiedziała mi: „Kasiu, w moim życiu były trzy najpiękniejsze momenty: narodziny dwójki moich dzieci i udział w twoim programie”. Dla takich chwil warto żyć.
Jak odmieniasz tym kobietom życie?
Dużo z nimi rozmawiam, tłumaczę, pokazuję, bo mi do końca na słowo nie wierzą. Mówię: „Nie bój się zostawić dziecko z mężem, wszystkim to wyjdzie na dobre. Ty odpoczniesz, zrobisz coś dla siebie, mąż będzie musiał zająć się dzieckiem”. Mężczyznom znacznie trudniej jest zaangażować się w opiekę, oni nie mają tego danego biologicznie. A kontakt między dzieckiem a ojcem jest strasznie ważny. Dużo tych mężów także mówi, że przez to, że zaczęli zostawać z dziećmi w domu, musieli wyłączyć telewizor i wziąć się wreszcie za te dzieciaki, coś z nimi zrobić, gdzieś wyjść. Dzieci zaczęły się do nich przytulać, chciały, żeby to tatuś je położył spać, a oni się czuli tacy dumni. Dużo silniejsi, mieli poczucie, że dali radę, że poradzili sobie. Żony są zrelaksowane, a relacje damsko-męskie zupełnie inne.
Kobiety często swoje potrzeby stawiają na ostatnim miejscu.
Niesłusznie, bo jesteśmy ważne dla całej rodziny. Mama, która chwilę odsapnie, porozmawia z innymi dziewczynami nie o pieluchach, zupkach czy kupkach, tylko o jakichś fajnych rzeczach, podzieli się refleksjami na temat filmu czy książki i w ogóle znajdzie czas na przeczytanie książki, jest lepszą mamą. Bo jest szczęśliwa. A tylko szczęśliwa mama może wychować szczęśliwe dziecko.
Beata Biały








