Kasia chce żyć
01-11-2011To jeden z tych listów, które wstrząsają Twoim światem. Dostałam go od Lidii – przyjaciółki dziewczyny, która po wielkiej tragedii ma szansę wrócić do zdrowia. Dziękujemy za tę historię. Świadectwa takiej miłości i przyjaźni są rzadkie. Stawiają do pionu. Znowu wraca pytanie o to, co jest w życiu najcenniejsze.

Foto.Simon Howden / freedigitalphotos.net
Droga Pani Agato,
trudno ująć w słowach wszystkie emocje i opisać całą historię, ale postaram się zrobić to tak, jak umiem. Przepraszam za moją nieporadność, wierzę, że dodacie mi otuchy.Mieszkam w Nowym Sączu, ale pochodzę z Mazowsza, z okolic Ciechanowa. Mąż jest rodowitym sądeczaninem, nasz 10-letni synek Julek też. Nie mam tu rodziny, lecz mam wspaniałych sąsiadów i przyjaciół. Najbliższą z tych osób jest Kasia, która po trosze jest dla mnie jak młodsza siostra, mała podopieczna. Znam ją od 12 lat. Gdy była w przedszkolu, plotłam jej warkoczyki, uczyłam robić kluski śląskie i piec „zebrę”. Ostatnie 4 lata to czas, w którym przestałam być ciocią i stałam się Lidką. A Kasia – moją bratnią duszą. Rozmawiałyśmy codziennie, wspierając się w problemach małych i dużych, dzieląc smutki i mnożąc radości. Teraz była zakochana, a ja cieszyłam się ogromnie tym jej szczęściem. Miała świetnego chłopaka, trudno już dziś takich spotkać. Stali się częścią mojego życia, wiedzieliśmy, że możemy ufać sobie i na sobie polegać. Ich przyjaźń była moim skarbem.
20 sierpnia w sobotę ok. 16 Kasia zadzwoniła do mnie: „Cześć, jesteś w domu, co robisz?”. Odpowiedziałam, że jestem, ale za godzinkę jedziemy na grill do znajomych. Zapytała: „Mogę do ciebie przyjść na chwilkę? Bo dawno Cię nie widziałam i już się stęskniłam…”. A widziałyśmy się w piątek wieczorem, byłyśmy razem na piwie i słuchałyśmy lokalnych muzyków! Była u mnie po minucie – mieszka piętro wyżej. Wypiłyśmy kawę, o 17 Kasia wyszła, a ja pojechałam z synkiem i mężem do przyjaciół. Wróciliśmy w nocy. Po 6 rano ktoś stukał do drzwi – mama Kasi w białym szlafroku: „Przyszłam wam powiedzieć, że Kasia miała wypadek na motocyklu. Szymek zabił się i spłonął na miejscu, a Kasia jest w śpiączce, w bardzo ciężkim stanie…”.
Nie mogłam uwierzyć! Jak to: Szymek nie żyje?! Jak to: spłonął! Kasia w śpiączce?! Nie umiałam ogarnąć tego myślami. Tłumaczyłam mamie Kasi, że to nie może być prawda i że na moim stole jeszcze stoi jej kubek po kawie. Ów kubek stał się dla mnie symbolem. Stał na stole i czekał na wybudzenie Kasi. Mówiłam do kubka: „Dasz radę, jesteś silna, walcz kochanie” – jak gdyby miał moc przekazania tego jej samej. A czasem po prostu muskałam kubkowe uszko, żeby dotknąć śladu Kasi. Dzień, w którym usłyszałam, że się obudziła, był jak radosne święto – kubek szczęśliwie trafił pod kran.
Pojechałam na OIOM i zobaczyłam biedne, bladziutkie truchełko. Liczne krwiaki w mózgu, jeden szczególnie groźny, nie podlegający operacji. Uszkodzone dwa kręgi piersiowe (jeden praktycznie zmiażdżony), otwarte złamanie prawej nogi, wycięta śledziona, krwiaki na wątrobie, przygniecione jelita. Lekarz powiedział, że to stan krytyczny, że nawet jeśli Kasia się wybudzi, to będzie cud, a szans na chodzenie nie ma praktycznie żadnych – to z powodu uszkodzeń kręgosłupa.
Czekając na ten cud, następnego dnia zebraliśmy się w kaplicy szpitalnej. Po 17, za podpowiedzią mojej przyjaciółki, wysłałam kilka SMS-ów z prośbą o wspólna modlitwę. Ich adresaci przesłali je dalej i o 20 zapełniliśmy kaplicę oraz sporą część holu. Mieliśmy nawet relikwię Ojca Pio. Tą modlitwą chcieliśmy pomóc Kasi, ale pomogliśmy też sobie samym. Razem było lżej i od wielu, wielu godzin bezgranicznej bezradności, mogliśmy zrobić „coś”. Kilka dni później powierzyliśmy też Kasię modlitwie ks. Michała, wspaniałego kapłana z darem wypraszania uzdrowień (slowopana.com). Cud się stał – Kasia otworzyła oczy! Potem kolejny – zaczęła ruszać lewą nogą. W ranie pod gipsem zrobiła się martwica, ale lekarze ją „doczyścili” i dziś jest dobrze. 19 września Kasia miała operację kręgosłupa w Tarnowie. Czekała na nią prawie miesiąc. Podobno stan głowy jest jeszcze bardzo poważny.
Chcemy zebrać pieniądze na rehabilitację – cała prawa strona jest niewładna. Potrzeba dużo czasu i dużo pracy…
Lidia Szeliga
PS Pani Agato, poprosiłam jeszcze dwie osoby, aby napisały o Kasi od siebie: przyjaciółkę z klasy – Anię Drozdowską (szczerą i oddaną całym sercem) i Maćka Srokę – najbardziej niezwykłą postać w naszym „komitecie”. Nie znał Kasi wcześniej. Pracuje z moim mężem i kiedy dowiedział się o tragedii – włączył się na całego. Jego wkład w to, co robimy, postawa, organizacja i spokój są nieocenione…
Ania o Kasi:
Kasię poznałam ponad 2 lata temu, kiedy zaczynałyśmy liceum. Pierwszy dzień w nowej szkole był stresujący, każdy powoli dobierał sobie swojego „partnera z ławki”. Zobaczyłam, że Kasia siedzi jeszcze sama, więc podeszłam do niej i nieśmiało zapytałam, czy mogłabym koło niej usiąść. Ze swoim promiennym uśmiechem odpowiedziała, że oczywiście. Spadł mi kamień z serca, że w nowym otoczeniu znalazł się ktoś życzliwy. I tak już zostało. Mogłam liczyć na jej wsparcie, serdeczność. Pocieszała, kiedy było mi smutno, i dodawała siły, gdy trudno było poradzić sobie z problemami dnia codziennego. Czułam, że mam przy sobie kogoś, kto będzie ze mną bez względu na to, co zrobię, jakie decyzje podejmę i nie odwróci się ode mnie przy pierwszym kłopocie. Starałam się jej odwdzięczać tym samym.
Wspólne łzy, radości, tajemnice… Tak było przez 2 lata. Aż do wypadku. Wszystko stało się tak szybko – jedna chwila i świat wywrócił się do góry nogami. Telefon, informacja, że Kasia jest w ciężkim stanie w szpitalu, że jej chłopak Szymek nie żyje (również cudowny człowiek, dopasowali się tak, że już lepiej chyba nie można). Droga do szpitala, jeszcze z nadzieją, że to wszystko nieprawda, że ktoś się pomylił. Szpital i widok Kasi – bezbronnej… Było widać jak ulatuje z niej życie. I pytanie: „Dlaczego?”. Nikt nie potrafił na nie odpowiedzieć… Bezsilność, że nic się nie da zrobić, że czasu nie można cofnąć. Łzy, które nic nie zmieniają. Pozostaje tylko modlitwa… Ale właśnie dzięki modlitwie zdarzył się cud – Kasia powoli dochodzi do siebie. Wierzę, że jeśli Pan Bóg wysłuchał naszych modlitw, to i teraz da jej szansę na powrót do pełnej sprawności. Cieszę się, że Kasia jest uparta, że ma chęci do tego, by o siebie walczyć, nie poddaje się. Teraz, w tych szczególnie ciężkich dla niej chwilach, chcę, żeby czuła, że ma oparcie, że nie jest sama. Chcę chociaż w ten sposób jej pokazać, jaka jest dla mnie ważna. Takich ludzi, jak Kasia, nie poznaje się codziennie.
Wierzę, że się uda!
Maciek o Kasi:
Nie znałem Kasi wcześniej, ale to nie miało najmniejszego znaczenia. Decyzję o włączeniu się w akcję pomocy podjąłem od razu, kiedy usłyszałem o tym, co się stało. Byłem pod olbrzymim wrażeniem relacji, jakie wiążą Kasię z Jej najbliższymi przyjaciółmi: Lidią, Anią i Robertem.
Dopiero dwa dni temu miałem okazję poznać Ją osobiście. Bałem się, że nie będzie sobie życzyć mojej wizyty – człowieka z „zewnątrz”, którego wcześniej przecież nie znała. Tak naprawdę jestem Jej obcy, a mimo to zaskoczyła mnie.
Droga, która prowadziła do pokoju szpitalnego, wydawała się ciągnąć w nieskończoność. W głowie tylko myśl, aby moja wizyta w jakiś sposób nie wydała się chybionym pomysłem. To zapewnienia Lidii – przyjaciółki Kasi – dawały moc. One znają się lepiej niż siostry. W końcu ostatnie piętro, korytarz, drzwi uchylone, wchodzimy…
Tą wizytę mam wciąż przed oczami. Moje obawy okazały się bezpodstawne. Kasia przyjęła mnie bardzo ciepło. Jej uśmiech, pomimo ogromu tragedii, wyrażał wszystko. Ona, chociaż ćwiczy, próbuje już mówić, nie musiała tego robić. Ten uśmiech opisywał wszystkie uczucia. Dla mnie Kasia jest bohaterem. Pomimo tego, co przeszła, w jakim jest stanie i jak wiele jeszcze pracy przed Nią, stara się uśmiechać. Gdy wychodziliśmy, usiłowała się nawet unieść jak najwyżej, aby się zbliżyć i pożegnać…
Bez względu na wszelkie okoliczności, zrobimy wszystko, aby Jej pomóc. Nie ma rzeczy niemożliwych, a Kasia jest warta wszystkiego, co najlepsze. „Wystarczy uwierzyć” – to hasło przewodnie naszej akcji. Ja wierzę! A Ty?
* * *
Osobom, które chcą pomóc Kasi, redakcja portalu przekaże adres e-mailowy Pani Lidii.










