Czytajcie Koftu0119!

Nowa książka Krystyny Kofty „Mała encyklopedia małżeńska” to – jak przeważnie w jej przypadku – kij w mrowisko. Dowcipnie, uszczypliwie i błyskotliwie autorka „przekręca” zasady funkcjonowania małżeństwa idealnego. Można się uśmiać. I zaczytać.

KoftaMalaEncyklopediaMalzenska.jpg 

 

„Małżeństwo” to według Wielkiej encyklopedii powszechnej „kulturowo akceptowany związek między osobami przeciwnej płci, w którym utrzymywanie stosunków seksualnych jest aprobowane i z którym jest związane oczekiwanie, że narodzą się w nim dzieci. M. stanowi podstawowy, powszechnie społecznie uznawany sposób formowania rodziny, m. uznano za jądro rodziny”. Czytając tę definicję, dochodzimy do oczywistego wniosku, że jest zbyt staroświecka, nie obejmuje wielu sfer, spędzających sen z powiek zarówno tym, którzy chcą wstąpić w związek, jak i tym, którzy w nim pozostają z chęcią czy też z przymusu.

W czasach ogromnych zmian obyczajowych oraz ucieczki od małżeństwa domaga się ono nie tylko nowej, znacznie pełniejszej niż w Wielkiej encyklopedii powszechnej definicji, ale wręcz osobnej pracy. Krystyna Kofta pół żartem, pół serio wypełnia tę lukę. W Małej encyklopedii małżeńskiej autorka przedstawia zagadnienia, których próżno szukać w zwykłych encyklopediach. Na przykład „pożycie małżeńskie”:

Już samo słowo „pożycie” brzmi traumatycznie – jak gdyby to było jakieś życie po życiu. Albo też obrazuje to, co zostało po życie, czyli po zżęciu żyta, a wiadomo, że powstaje wtedy rżysko, niemiłosiernie kłujące, gdy ktoś się na nim kładzie. I chyba o to chodziło, przecież kobieta jako narzędzie szatana powinna się umartwiać. Lodowata w łóżku żona niekoniecznie zachęcała męża do pożycia czy też, powiedzmy łagodniej, współżycia. Znamy z literatury i z opowieści babek rady, jakie panny młode dostawały przed nocą poślubną: zaciśnij zęby, zamknij oczy, jakoś to przetrwasz!

 

 

http://krystyna-kofta.blog.onet.pl

www.krystynakofta.pl

Ona w akcji