Co dalej, monsieur Galliano?
18-07-2011Aleksandra Kurczyńska
Anegdota głosi, że w 1919 roku na jednym z normandzkich targów, pewna wróżka przepowiedziała kilkunastoletniemu wtedy Christianowi Diorowi, że „kobiety będą mu wdzięczne, a on dzięki nim odniesie sukces”. Szkoda, że kilkadziesiąt lat później John Galliano nie poszedł w ślady „ojca” marki i nie wybrał się do jasnowidza, aby zapytać o swoją przyszłość – może ustrzegłby się wielkiej porażki ze skandalem i procesem sądowym w tle.
Dyplomata czy architekt?
Christian Dior, który przyszedł na świat 21 stycznia 1905 roku w Granville w Normandii, według życzenia rodziców miał zostać dyplomatą. Skończyło się na tym, że założył luksusowy dom mody i został ikoną stylu pełnego przepychu. Początek jednak nie był łatwy. Po długich naciskach ze strony rodziców, młody Dior podjął naukę w prestiżowej szkole Ecole des Science Politiques. Bez większych rezultatów, bez dyplomu. Nikogo nie powinno to dziwić. Christian od zawsze interesował się projektowaniem, z tą tylko różnicą, że nie były to ubrania… Chciał zostać architektem. Ostatecznie otworzył galerię sztuki sponsorowaną przez swojego ojca. Galerię nie byle jaką, bo znajdowały się tam obrazy takich malarzy jak Pablo Picasso czy Salvadore Dali. Jedynym warunkiem ze strony ojca był… brak szyldu z jego nazwiskiem. Gdyby wiedział, ile dziś warte są te cztery litery, pewnie do głowy by mu nie przyszło podobne ultimatum…
Inaczej niż Coco
Głośny krach na giełdzie zrujnował finanse Diorów. Katastrofa odcięła przypływ gotówki na utrzymywanie galerii, która ostatecznie upadla. W 1935 roku młody Dior zatrudnił się jako ilustrator, przy okazji tworząc kilka kostiumów do teatrów i filmów. Wkrótce został zauważony i doceniony przez legendę haute couture Roberta Pigueta. Jednak już wtedy Christian obmyślał plan stworzenia imperium pod własnym nazwiskiem. Chciał tworzyć wielką modę. Marzenie udało mu się zrealizować zaraz po II wojnie światowej, przy słynnej Avenue Montaigne 30 w ósmej dzielnicy w Paryżu – kolebce świata mody. Nie obyło się bez skandalu. Zaprojektowana przez Diora kolekcja, daleko odbiegała od trendów lansowanych przez konkurencję taką jak Coco Chanel. Panował w niej przepych i luksus, na który zaraz po wojnie, raczej mało kto mógł sobie pozwolić. To musiało się spotkać z falą protestów. A jednak szeroko komentowany i bojkotowany skandal zamiast zniechęcić, przyciągnął rzeszę zamożnych klientek, które miały dosyć szarości i bylejakości. Były gotowe do zaakceptowania nowego stylu.
Dam wam szpilki
„Piękno bez pikanterii w ogóle nie jest atrakcyjne”, zwykł mawiać Christian Dior. Był wolny i ekscentryczny – wymyślał kolekcje gdzie na jeden komplet spódnicy z żakietem zużywano nawet 10 metrów materiału! Ta nowatorska konwencja dostała nazwę „New Look”. Projektował nie tylko ubrania. To on podarował kobietom szpilki! Właśnie Diorowi oraz jego współpracownikowi, Rogerowi Vivierowi powinnyśmy dziękować za wysokie cienkie obcasy. Stworzyli i zaprezentowali w 1952 roku to cudo, które dziś uwielbia każda kobieta. Szkoda zatem, że mistrz „haute couture” czy „cesarz mody”, bo tak dzisiaj jest nazywany Dior, tworzył zaledwie przez dekadę.
Po jego śmierci marką zaczął rządzić John Galliano, który w ciągu jednego wieczoru zrujnował swój kilkunastoletni dorobek artystyczny. I nadwyrężył dobre imię domu mody Dior.
Jesteśmy porządni
John Galliano, a dokładnie Juan Carlos Antonio Galliano-Guillén urodził się 28 listopada 1960 roku na Gibraltarze. Od zawsze interesował się sztuką i modą, w tym kierunku zaczął się kształcić. Talentu, wszechstronności oraz niepohamowanej wyobraźni chyba nikt nie może mu odmówić. To właśnie dzięki niej zaraz po skończeniu Saint Martin’s School of Art, najbardziej prestiżowej w branży szkoły, zaczął pracować dla największych domów mody, od Givenchy po Diora. Czy będzie następna marka w jego CV? Nie wiadomo. Dziś nie mówi się już o jego wielkim talencie tylko o wielkim skandalu, którego dopuścił się pod koniec lutego w paryskiej knajpce. Za nazistowskie, antysemickie i rasistowskie obelgi, do sądu wpłynęły trzy pozwy przeciwko niemu. To one spowodowały, że dyrektor artystyczny Diora został zwolniony tydzień przed własnym pokazem mody. Nawet nie został na niego wpuszczony! Na zakończenie show wyszli natomiast wszyscy wykonawcy współtworzący kolekcję. Zarząd Diora mimo wcześniejszej deklaracji, że nie utożsamia się z wyznaniami swojego projektanta, dodatkowo chciał chyba pokazać, że ubrania projektowane przez antysemitę, są tak naprawdę tworzone przez innych „porządnych” ludzi. Sprytny sposób na ratowanie dobrego imienia marki? Zapewne jedyny…
„Za” czy „przeciw”
Firma z klasą, jak przystało na Diora, poradziła sobie na Paryskim Pokazie Mody. Ale co dalej? I bynajmniej nie chodzi tutaj o to, kogo zatrudnić na miejsce Galliano, choć pewnie i to nie będzie łatwe. Kluczową rolę będą teraz grać stanowiska gwiazd i wpływowych ludzi z branży. To oni zadecydują czy marka wyjdzie na prostą, czy nie. Skandal już dziś zaczyna dzielić środowisko celebrytów. Jako pierwsza swoje rozczarowanie i oburzenie zadeklarowała Natalie Portman, aktorka żydowskiego pochodzenia. Z kolei naczelna włoskiego Vogue’a, Franca Sozzani twierdzi, że Dior nie przetrwa bez swojego guru. Kate Moss, sama słynąca z licznych skandali, próbując pomóc przyjacielowi, na swój ślub założyła suknie właśnie jego autorstwa.
Który kolejny projektant wpisze się na listę historii domu mody Dior? Jaka przyszłość czeka jednego z najwybitniejszych kreatorów mody, Johna Galliano? Może dowiemy się już wkrótce. Moda nie znosi próżni.
autorka: Aleksandra Kurczyńska








