Dobranoc Dori :)
Wątek BezNadziejnie literacki...
(734 wpisy) (35 głosów)-
Napisano 3 miesiące temu | adres wpisu | do góry
-
Dorinko, dziękuję za zaproszenie, z przyjemnością spędzę czas z Tobą,:) Taka mam nadzieję.
Musi sie tylko ocieplić...Napisano 3 miesiące temu | adres wpisu | do góry -
Skoro mowa o odrestaurowaniu zamku...
Joano, znasz zamek w Niepołomicach? Marthusia zna.
Był ruiną i miał swój urok ale został odrestaurowany i... dla mnie jest za nowy.Niestety.Nie czuję już klimatu a szkoda.Ale są tacy co się zachwycają.Napisano 3 miesiące temu | adres wpisu | do góry -
Dokładnie o tym pisałam.. te nowe uszminkowane, "zrobione" zabytki tracą swój pierwotny urok, gdzie każdy kamień był autentycznym świadkiem historii...
Napisano 3 miesiące temu | adres wpisu | do góry -
no wlaśnie koło mnie jest też wiele takich miejsc...
Napisano 3 miesiące temu | adres wpisu | do góry -
Nie wiem dlaczego tak robią.Rozumiem,że trzeba zabezpieczyć, udostępnić dla zwiedzających bo wówczas zamek żyje ale ... przygotowywać pod ... tego nie rozumiem.
Ale tak to jest, pieniądz rządzi światem i liczy się komercja.Napisano 3 miesiące temu | adres wpisu | do góry -
dlatego że przez wiele wiele lat po wojnie trwała i tak naprawdę do tej pory trwa dyskusja konserwatorów zabytków - czy odtwarzać, czy rekonstruować, czy zabezpieczać tylko ruiny,,,
Napisano 3 miesiące temu | adres wpisu | do góry -
Nie dopuszczać aby popadło w ruinę a to co już z wiekiem popadło samo z siebie , zabezpieczać.Ale nie jestem konserwatorem zabytków.
Długo trwa ta dyskusja.
Dla mnie cenne są kamienie z epoki....mają charakter i swoje tajemnice, swoje życie..
Czy kawałek odsłoniętego starego muru ma zastąpić historię?
Czy sypialnia/pokój w odtworzonym zamku ma taką samą atmosferę?Nie jestem przekonana. Dla mnie atrakcją byłoby spać w komnacie królewskiej przez którą .....widać niebo:)
Może jestem przewrażliwiona,pamiętam ten zamek, który tętnił swoim życiem kiedy nie był tak pięknie odmalowany ale miał charakter...
Odwiedzam inne i nie wiem jak wyglądały wcześniej?
Chyba jednak nie, to się czuje....Napisano 3 miesiące temu | adres wpisu | do góry -
Halo, Joano!!! Jesteś??? Z całą pewnością jesteś!!! Odezwij się, proszę!!!
Napisano 3 miesiące temu | adres wpisu | do góry -
jestem Aniołku...ale masz śliczną fryzurkę,,, i sukienka taka jakaś zielona czyli nadziejna....
dzisiaj dalej Kreta, ale kartka z naszej wyspy też się szykuje... i obiecana nalewka Tacef... ale to jutro albo pojutrze...
dziś Knossos i królowa PazyfaeKRETA II-ga odsłona III
Ranek w Matali budzi nas podmuchem gorącego wiatru... niebo ma kolor przejrzystego szafiru... słońce, pomimo wczesnej pory dnia, niemiłosiernie grzeje... po lekkim śniadaniu w cieniu palm i rododendronów wyruszamy na północ wyspy....
Mijamy maleńkie wioski i miasteczka... zaspane psy śpią w cieniu na poboczach drogi... stare kobiety o pomarszczonych twarzach ubrane w czarne stroje siedzą na ławkach przed domami... objuczone osiołki kroczą powoli kamienistymi dróżkami.... gaje oliwne za małymi kamiennymi murkami brzmią śpiewem cykad...
Dojeżdżamy do stolicy Krety – Heraklionu... jeszcze tylko pięć kilometrów na południowy wschód i docieramy do serca wyspy, położonego u stóp góry Ida Knossos... legendarne miejsce starożytnego świata, symbol potęgi kultury minojskiej.... jego historia sięga odległych wieków... prawie dwa tysiące lat przed naszą erą powstał tu pierwszy pałac.. nie obawiano się najeźdźców, dostępu nie broniły wysokie mury, otaczała go miejska zabudowa... był siedzibą władcy, centrum życia politycznego, znajdowały się tu magazyny żywności, warsztaty rzemieślników... dzisiaj zwiedzamy pozostałości ostatniej z wielu budowli pałacowych...
Od dziesiątków lat uczeni zadają sobie pytanie co sprawiło, że ta wspaniała cywilizacja zniknęła na ponad 3,5 tysiąca lat... narodziła się ponownie w roku 1900.... brytyjski kustosz i archeolog amator Artur Evans dokonał odkrycia swego życia, o jakim każdy archeolog może tylko marzyć.. na zakupionym za odziedziczone pieniądze terenie kilkunastu hektarów odkopał dziedziniec pałacu w Knossos... w ciągu kolejnych kilku lat odkryto cały pałac... studnie świetlne, akwedukty, malowidła ścienne, sale, komnaty... nazwał budynek pałacem Minosa, od imienia mitycznego władcy wyspy, syna Zeusa i Europy... a cywilizację, która go stworzyła – kulturą minojską...
Wchodzimy na 2-hektarowy teren wykopalisk ... mijamy popiersie Evansa... wędrujemy nadziemnymi rampami... z nieba leje się żar, każdy najmniejszy kawałek cienia jest na wagę złota... Dzisiejsze Knossos Evansa budzi wiele zastrzeżeń i wątpliwości... zbyt szybko prowadził swoje prace, dokumentacja była słaba i często zbyt pobieżna, zniszczono wiele cennych obiektów i oryginalnych elementów... sir Artur zastąpił je własną wizją i prefabrykatami ze współczesnych mu materiałów... błędnie zinterpretował przeznaczenie wielu odkrytych przez siebie pomieszczeń... oglądamy tak naprawdę bardziej scenografię do spektaklu o pałacu, niż jego prawdziwe pozostałości... nie przemawiają do nas nienagannie gładkie kolumny i betonowe konstrukcje... Evans na siłę odtworzył to, co powinno pozostać w wyobraźni, przenoszącej nas w meandry historii...
Pałac imponował swoim ogromem... składał się z blisko 1300 pomieszczeń.. centralny dziedziniec miał 53 na 28 metrów... mijamy salę tronową... na rdzawych freskach przysiadły wsparte na przednich łapach olbrzymie gryfy... apartamenty królewskie, Megaron Królowej zwany Sanktuarium Delfina, gdzie na ściennym fresku baraszkują niebieskie delfiny... Bramę Północną, Salę Podwójnych Toporów, Komnatę Byka... czerwone, zwężające się ku dołowi kolumny... magazyny, w których stoją olbrzymie gliniane pitosy - naczynia na olej, zboże i wino...
Cudowna kultura minojska upadła w połowie XV wieku przed naszą erą... zadawano sobie pytanie dlaczego... wielu uczonych łączyło to z katastrofą, która miała miejsce w XVII wieku przed naszą erą.... w miejscu dzisiejszej wyspy Santorini obudził się ze snu wulkan Thera, oddalony od Krety o prawie 120 kilometrów... najpierw w powietrze poszybowała chmura białego pumeksu, który pokrył okolicę 10-metrową warstwą... woda morska wdarła się do wnętrza krateru... z czeluści Thery buchnęły kłęby gorących gazów i popiołów, które lawiną ruszyły po zboczach wulkanu.. z nieba spadały wielkie głazy, skały rozerwane erupcją... chmura popiołów dała początek gigantycznej burzy... ulewny deszcz rozrywał zbocza wulkanicznej góry... piekło otworzyło swoje wrota na cztery dni... wnętrze wyspy zapadło się w głębiny morza... pozostał tylko krąg wysepek otaczający pierścieniem olbrzymią kalderę, którą wypełniły wody Morza Egejskiego… do dziś pumeks wulkaniczny wokół Santorini zalega oceaniczne dno na grubość 80 metrów w promieniu 20-30 km od wysp...
Thera zapadając się w wodne odmęty zrodziła olbrzymią falę tsunami, która dotarła do północnych wybrzeży Krety, wypiętrzając się na wysokość wielu metrów... zniszczyła porty, wdarła się do rzek powodując powodzie... pyły i gazy wulkaniczne przez wiele lat utrzymywały się w atmosferze... wybuch Thery zapoczątkował upadek cywilizacji minojskiej ... osłabił ją, zrujnował flotę i gospodarkę... stała się łatwym celem dla swoich wrogów Mykeńczyków... kultura minojska powoli umierała, wchłonięta przez następne pokolenia...
Knossos to także miejsce akcji jednego z najbardziej popularnych greckich mitów, według którego pod pałacem znajdował się tajemniczy labirynt stworzony przez genialnego Dedala... mieszkał w nim Minotaur... dziecko zrodzone ze związku kobiety i zwierzęcia... Matkę Minosa, przepiękną Europę, Zeus uwiódł pod postacią białego byka... byk pojawił się też w życiu samego Minosa... żoną króla krety była Pazyfae, szczycąca się swoim pochodzeniem od promienistego boga słońca Heliosa... gdy Helios naraził się bogini miłości cudnej Afrodycie, ta postanowiła zemścić się na jego córce... zemsta była godna kobiety – perfidna i wyrachowana... Pazyfae miała spotkać na swojej drodze miłość tak niesamowitą, że ludzki umysł nie był w stanie jej sobie wyobrazić... na zielonych łąkach u stóp góry Ida pasły się stada królewskie...wśród nich był byk o sierści białej jak mleko, z czarną łatką pomiędzy rogami... podobno był równie piękny, jak ten, w którego przeobraził się Zeus... Pazyfae widywała go nieraz, ale klątwa Afrodyty sprawiła, że wydał się jej najcudowniejszy na świecie... pokochała go szaloną, zaborczą miłością... zapragnęła zostać kochanką byka... zazdrosna o każdą jałówkę rozkazała, by pasł się samotnie na łące... spędzała z nim całe dnie, ścinała dla niego trawę, pieściła jego sierść... zaniedbała dworskie życie, obowiązki żony i królowej... Minos zastał zamknięte drzwi do jej sypialni...
Codziennie rano królowa kąpała się w pachnącej kwiatowymi olejkami wodzie, ubierała w najpiękniejsze suknie i klejnoty, i szła do ukochanego... miłość spalała ją dzień po dniu, pożądanie trawiło jej ciało i umysł... zwierzyła się ze swojej namiętności Dedalowi.. prosiła o pomoc, groziła, obiecywała sowitą zapłatę... chciała, żeby stworzył dla niej maszynę, dzięki której byk weźmie ją za jałówkę... Dedal patrzył zdumiony na oszalałą, opętaną żądzą kobietę... nie poznawał swojej dawnej królowej... po całych dniach spędzonych na łąkach wracała nocą do pałacu brudna, z poranionymi stopami, w poszarpanych, ubłoconych strojach, ze splątanymi włosami... jej autentyczna rozpacz i namiętność wzruszyły go i postanowił jej pomóc... długo zastanawiał się, jak spełnić marzenie Pazyfae... w końcu przyszło olśnienie... wystrugał wielką drewnianą krowę, pokrył ją prawdziwą skórą i wydrążył w środku, by królowa mogła się schronić w jej wnętrzu.. dzieło Dedala postawiono na łące i przyprowadzono białego byka... namiętność wreszcie została zaspokojona... minęło dziewięć miesięcy i na świat przyszedł Minotaur, o ciele mężczyzny i głowie byka... okrutny i nieszczęśliwy, niekochany, traktowany jak potwór, zamknięty w tajemniczym labiryncie... a Pazyfae Minos nie przebaczył jej zdrady... nakazał ją uwięzić, by umierała samotna i potępiona... zapłaciła życiem za winę swojego ojca, Heliosa, który rozgniewał Afrodytę...
Wychodzimy z terenu wykopalisk chroniąc się przed morderczym upałem w cieniu drzew... w maleńkiej knajpce pijemy sok pomarańczowy z lodem... ma smak południowego słońca zamkniętego w soczystym, słodkim miąższu...
Wsiadamy do samochodu rozgrzanego jak wnętrze hutniczego pieca... wracamy do głównej drogi i mijając Heraklion, kierujemy się na południe w stronę Matali... mijamy Avgeniki, Agia Varvara, Agii Deka, Mires i skręcamy w dół ku granatowej tafli morza... zjeżdżamy na piaszczystą plażę pomiędzy Kalamaki i Komos... o tej porze jest na niej prawie pusto... wysokie fale rozbijają się o brzeg wzniecając fontanny kropel skrzących się w słońcu milionem diamentowych refleksów... kładziemy się w cieniu olbrzymich głazów owiewani ciepłym, delikatnym wiatrem... odpoczywamy zasłuchani w łagodny szum morza... przed nadejściem zmierzchu wracamy do naszego hotelu... szybki prysznic i pora na kolację... jedziemy do małej tawerny położonej tuż za Matalą... odbijamy w lewo i wąską drogą dojeżdżamy na brzeg skalnego urwiska... wybieramy stolik tuż przy drewnianej barierce... daleko w dole złocista linia plaży w Kalamaki... na horyzoncie góry oświetlone promieniami zachodzącego słońca... wiatr porusza gałązkami powojników i rododendronów... koty spacerują jak akrobaci po samym brzegu przepaści...
Zamawiamy chtapodi - grillowane ośmiorniczki, marides – chrupiące opiekane drobne rybki, krewetki z pomidorami i fetą ... i karafkę chłodnego białego domowego wina... zachodzące słońce maluje świat odcieniami purpury i starego złota... morze uspokaja się i ciemnieje... cichnie wiatr błądzący w koronach palm... w czarny płaszcz nieba noc wpina brylantowe kolczyki gwiazd... kładziemy się na ciepłej, rozgrzanej ziemi i popijając wino spoglądamy w konstelacje i gwiazdozbiory... wydają się być na wyciągnięcie reki, zawieszone tuż nad głową... balsamiczne powietrze orzeźwia ciało, umysł błądzi na granicy marzeń i snu... spadające gwiazdy przecinają srebrzystą smugą nieboskłon... za każdą z nich podążają nasze pragnienia...Napisano 3 miesiące temu | adres wpisu | do góry -
miało być Tecaf oczywiście....
Napisano 3 miesiące temu | adres wpisu | do góry -
Beznadziejne..moje KOCHANE!!..dzięki,że jesteście...Anulka mi prawie wszystko czyta...ile ciepełka od Was mam...całuski ślę...trzymajcie jutro....ostatnia herceptyna...:))
Napisano 3 miesiące temu | adres wpisu | do góry -
Trzymamy wszystkie kciuki Martuniu... i pamiętaj, nadchodzi czas marzeń, szaleństw i szczęścia
Napisano 3 miesiące temu | adres wpisu | do góry -
Och...aż mnie zatkało z zachwytu..;))))))))))))))))))))))))))
Napisano 3 miesiące temu | adres wpisu | do góry -
i tak ma być... zachwyć się sama sobą... :)))))))))))
Napisano 3 miesiące temu | adres wpisu | do góry -
Joano, bardzo dziękuję za dzisiejszą odsłonę. potrzebowałam czegoś na lepszy humor. Myślałam,że wizyta u fryzjera mi pomoże ale niestety nie pomogła.Szukałam zielonej sukienki ale nie znalazłam...
Twoja kartka jest taka ciepła... teraz mam troszkę do zrobienia ale potem jeszcze zajrzę.
Pozdrawiam cieplutko!!! :)Napisano 3 miesiące temu | adres wpisu | do góry -
Witaj Aniołeczku! ciepła bo tam było ciepło:)))))))))))
Napisano 3 miesiące temu | adres wpisu | do góry -
i żeby dalej było ciepło znów jedziemy na wyspę...dziś nalewka Tecaf.... już dawno obiecałam Wam jej łyk..
WYSPA WIECZNEJ WIOSNY 7
To już siódmy poranek na naszej zaczarowanej wyspie.. jak zwykle ciepły i słoneczny... zaczynamy dzień od porannej kąpieli w wielkiej drewnianej, okrągłej wannie ukrytej na kamiennym tarasie pod olbrzymim platanem... z tarasu rozciąga się przepiękny widok na migoczący na horyzoncie złocistymi refleksami ocean... woda w naszym jacuzzi ma zapach jaśminu, jest chłodna i łagodnie masuje ciało kaskadami drobnych bąbelków... po odświeżającej kąpieli czeka na nas śniadanie... świeży koktajl z truskawek i poziomek... szynka parmeńska z melonem... maleńkie kanapeczki z wędzonym pstrągiem... aromatyczna kawa i zielona herbata z mandarynkami...
Odświeżeni i najedzeni wyruszamy na wyprawę... do miasteczka Airamas... tu powstają najbardziej niezwykłe szale na świecie... ważą zaledwie kilka gramów... tkają je wielkie czarne pająki... pajęczyny rozpięte pomiędzy drewnianymi krosnami zdejmuje się i zanurza w specjalnej substancji z rzadkich alg sonim, rosnących na północnym krańcu Archipelagu Falezyjskiego... tworzy ona rodzaj przezroczystej tkaniny z zatopioną w środku nicią pajęczą... barwiona jest tylko na cztery kolory: starego złota, perłowej szarości, szmaragdowej zieleni i czerwonej pomarańczy... każdy z pigmentów pozyskiwany jest z morza – od mątw, ślimaków, ryb i ukwiałów... za szal otulający jak delikatne muśnięcie wiatru, jak dotyk miękkiego puchu, jak opar mgły trzeba zapłacić parę tysięcy dolarów... w promieniach słońca wzór pajęczyny migoce jak sznur drobniutkich diamentów...
Podziwiamy te niesamowite tkaniny i ruszamy dalej do miasteczka Snave... leży w niewielkiej piaszczystej zatoczce u północnych wybrzeży Amafli... osłaniają ją wysokie skalne ściany porośnięte zielonymi pnączami o wielkich jasnoróżowych kwiatach... w Snave w małej rodzinnej fabryczce produkuje się słynne na cały świat kandyzowane kwiaty... na wielkich arkuszach pergaminu schną delikatne, drobniutkie fiołki...rozkładają swoje ogniste płatki nasturcje... czerwone hibiskusy splatają się z białymi gwiazdkami stokrotek... główki różowych goździków tkwią w karnym szeregu obok rozłożystych kiści czarnego bzu... małymi pędzelkami maluje się je płynnym, słodkim lukrem... a potem białą chmurą, jak oddech szronu, osiada na nich cukier puder... gdy zastygną zamknięte w szklistych skorupkach, zdejmuje się je z papierowych tac i pakuje w pudełka z wydrążonych tykw wyłożonych świeżymi liśćmi geranium... owinięte w lśniący srebrzysty celofan, przewiązuje się srebrnym sznurkiem z wisiorkiem w kształcie kwiatu storczyka wykonanym z platyny i ametystów... a potem wyruszają do eleganckich, drogich cukierni w Paryżu, Nowym Jorku, Rzymie, Londynie i Genewie...czarodziejski ogród utrwalony w słodkiej rozkoszy podniebienia...
Przed nami dalsza droga do Doliny Atydorfa... leży w głębi wyspy, w sąsiedztwie płaskowyżu Odaf... zatrzymujemy się na wielkim parkingu w cieniu palm i krętą ścieżką idziemy w głąb gęstego lasu cedrowego... po pół godzinie marszu wchodzimy do rozległej kotliny porośniętej soczystą miękką trawą i drzewami magnolii... tu na Amafli magnolie kwitną cały rok... Atydorfa zwana jest Doliną Błękitnych Motyli... są ich tu miliony.. spłoszone naszymi krokami wzbijają się w powietrze chmurą o chabrowej barwie... wirują dokoła muskając nas dotykiem delikatnych skrzydełek... legenda mówi, że wiele wieków temu spadł na ziemię fragment otaczającej ją powłoki z prawiecznego szafiru... upadając roztrzaskał się na miliony drobniutkich odłamków, z których zrodziły się duchy światła zaklęte w ciała motyli... dopóki żyć będą w baśniowej dolinie, dopóty istnieć będzie życie na ziemi... te czarodziejskie błękitne zjawy żyją podobno po sto lat... kiedy umierają, ich skrzydła stają się białe i rozsypują w srebrzysty pył, z którego o pełni księżyca rodzą się nowe motyle... mieszkańcy wysp raz w miesiącu napełniają rozstawione pod magnoliami nefrytowe naczynia specjalnym nektarem, który piją chabrowe duchy Atydorfy... to sok z kwiatów królewskich lilii, czerwonych hibiskusów i perłowo-różowych hiacyntów, rosnących na wulkanicznych zboczach... jego aromat jak wonne kadzidło unosi się w nagrzanym powietrzu... w tym miejscu rodem z pięknych baśni, czas spowalnia swój rytm, trwa wieczna wiosna, a rośliny nigdy nie więdną...
Ponad godzinę patrzymy zachwyceni na błękitny powietrzny balet... żal opuścić to zaczarowane miejsce... wycofujemy się w cień cedrów i wracamy na parking... czeka na nas jeszcze świątynia władców Amafli w Aterk... ściany nakrytej złotą kopułą olbrzymiej rotundy zdobi wielobarwna mozaika... każdy jej fragment to klejnot o wielokątnym szlifie... od setek lat żegnano tu królów wyspy... ich imiona wyryto w mrocznym wnętrzu na ścianach z marmuru z dalekiej Carrary... kamienną biel ocieplają złocistym światłem wysokie, smukłe świece... czuć zapach rozgrzanego wosku, kapiącego mleczną kaskadą po lichtarzach... w tej kaplicy nie ma trumien, sarkofagów, okazałych grobowców... zgodnie z tradycją ciała władców palono na wielkim stosie na placu przed świątynią... popiół zbierano do alabastrowych urn i wypływano z nimi w ocean nad Tnysbę... tam wrzucano je w szafirową bezdenną otchłań podwodnej jaskini, powierzając bogom mórz... spoczywają w w najgłębszej z cisz, w mroku, którego atramentowej czerni nie oświetla żaden promień słońca...
W rotundzie raz w roku odbywa się ten sam rytuał, w czasie którego pali się na stosie drewnianą figurę symbolizującą władcę... potem kapłani płyną nad podwodną nekropolię i modląc się za dusze królewskich przodków, rzucają w lazur wód sznury pereł i szafirów, symbole panującego na Amafli rodu Sossonk....
A my wracamy na Odaf, do naszego hotelu... nadeszła pora kolacji... na stolikach palą się lawendowe świece, pachną kwiaty, liście drzew drżą w wieczornym wietrze... na przystawkę dostajemy małe smażone placuszki z cukinii i szpinaku z plastrem łososia... danie główne to mięso z udźca nosorożca, marynowane w ziołach i pieczone na rożnie... podane z konfiturą z rajskich jabłuszek, żurawin i mandarynek... i grzankami z chleba kukurydzianego posmarowanymi oliwą... na deser delikatne naleśniki z lodami wrzosowymi i białą czekoladą, podlane likierem z marakui... a na koniec naszej uczty smakołyk z wyspy Ohcam, leżącej w sąsiednim archipelagu Noretsotset... nalewka Tecaf... ma ciemno-czekoladowy kolor, jest gęsta, nieprzezroczysta... jej smak jest korzenno-gorzkawy z nutą pieprzu, chili, imbiru i kardamonu... jest w niej mroczna moc czarnych winogron, cierpki aromat czarnych porzeczek, posmak nagrzanych słońcem jeżyn.. pali przełyk żywym ogniem, by już po chwili ochłodzić zimnym tchnieniem mięty... upaja zmysły, oszałamia i powoduje szybsze bicie serca... rozlewa się rumieńcem na policzkach... czuć w brzuchu trzepot motylich skrzydeł... odkrywa bogactwo swoich smaków, lecz na koniec pozostawia na języku posmak goryczy...
Dzień odszedł już w krainę snu, a noc zaprasza nas na tajemne ścieżki, po których można wędrować w blasku księżyca do pierwszych chwil świtu...Napisano 3 miesiące temu | adres wpisu | do góry -
Nie przeczytam w tej chwili...bo jeszcze nadal nie mam swojego laptopa...:(((((((
Napisano 3 miesiące temu | adres wpisu | do góry -
Joano, ależ ta nalewka smakuje!!! Bardzo smakuje!!! Opis mężczyzny doskonały!!! Świetnie ubrałaś to w słowa! Posmak goryczy...zawsze pozostaje...choćby nie wiem, jak ta nalewka była słodka... :)))
Napisano 3 miesiące temu | adres wpisu | do góry -
To ja dostałam jakąs wybrakowana porcję - bez goryczki. Dzięki za opis Doliny Błękitnych Motyli.
Napisano 3 miesiące temu | adres wpisu | do góry -
Teofilo-jesteś szczęściarą!!! :)))
Napisano 3 miesiące temu | adres wpisu | do góry -
Joanka ta nalewka jest wyborna,normalnie jakby moja ulubiona...i co to znaczy???
A te szale szkoda że takie drogie bo przepiękne ale w tej chwili poza zasięgiem:))(
Pięknie hmmm...Napisano 3 miesiące temu | adres wpisu | do góry -
Joano - dzięki za WWW. Szczególnie za nalewkę - ja tam lubię goryczkę :)
Napisano 3 miesiące temu | adres wpisu | do góry -
Joano, potrzebuje coś na wyzdrowienie!!! Napisz coś cieplutkiego!
Zasmarkana Dorinka! :(((Napisano 3 miesiące temu | adres wpisu | do góry -
Dzisiaj ja zaczne wam pisać dziewczynki coś mojego...
Wyjechała na szeroka ulice jak zawsze,ten sam kierunek ,ta sama droga do domu.
Była zmęczona,dzien jak każdy,kiedy mnóstwo ludzi potrzebowało pomocy.
Zawód który wykonywała nie pozwalał na swobodne traktowanie obowiązków.Ludzie od zawsze
mieli problemy i z wieloma przychodzili do prawników mając nadzieje,ze oni pomagaja lub doradzaja co robić.
Gloria pracowała w kancelarii prawniczej jako sekretarka,była na pierwszej linii frontu. To ona odpowiadała
za porzadek w papierach ,za wizerunek biura,ustawiała kolejność przyjmowanych petentów. Samochód mijał kolejne
skrzyżowania.
Ulice nie były zbyt zatłoczone o tej porze,większość ludzi była juz w domach.
Jadąc powoli ,myslami była już w domu .Wiedziała co będzie na obiad bo sama go wcześniej przygotowała.
Gloria była kobieta,która w pełni zasługiwała na miano dobrej żony,matki.gospodyni.Przez całe swoje dotychczasowe
życie,starała sie być potrzebna rodzinie i budowała szczęście najbliższym.
Nie była wymagająca w stosunku do męża i dzieci,wymagała jedynie od siebie.Starała sie być szczęśliwa.
Wierzyła w to ,ze może być kochana i doceniana za to,ze jest i oddaje całą siebie rodzinie.
Od pewnego czasu jej zycie zaczęło zamieniać się w szarość pozbawioną uczuc i radości ich posiadania. Nie była
pewna czy to co sie dzieje wokół niej jest jeszcze miłoscia czy stało sie przyzwyczajeniem.
Wjechała na podjazd i nie miała ochoty wysiąść z samochodu.Sama nie wiedziała dlaczego dotyka właśnie ją stan
beznadziejnego rozgoryczenia.
Stanęła w końcu przed drzwiami wkładając klucz do zamka odgoniła od siebie niezrozumiałe myśli i weszła do środka.
Po obiedzie posprzątała i choć była zmęczona nie miała ochoty na odpoczynek w objeciach kanapy.Przebrała sie i poszła na spacer,nie była zmęczona fizycznie lecz psychicznie nie dość wypoczęta.
Spacerowała brzegiem rzeki wpatrujac sie w jej nurt,szła przed siebie próbując pozbyć sie dreczących ją mysli.
Nie chciała zastanawiać sie nad sensem tego wszystkiego i nad powodem powstawania wątpliwości.
Nie wiedziała skąd sie wzięły i dlaczego burzyły porządek jej życia.
Nie chciała zastanawiać sie nad tym co było i co jest.Traktowała swoje życie z powagą i zrozumieniem dla ludzi.
Jedno pytanie,które drążyło jej umysł nie dawało jej spokoju - pozostawało bez odpowiedzi.
Usiadła na ławce i zaczeła przeglądać numery w telefonie.Większość z nich była jej obojętna,po prostu klienci jej biura, reszt to rodzina,znajomi...Pomyslała sobie,który numer należy do osoby,która co ją zrozumie i mogłaby z nią bez obaw rozmawiac o swoich pragnieniach i tęsknotach.
Ze smutkiem stwierdziła,ze takiego numeru nie ma...Napisano 3 miesiące temu | adres wpisu | do góry -
jak będziecie chciały to napisze wam dalszy ciąg...
Joanka przepraszam,że pisze u Ciebie ale nie wiedziałam gdzie to wrzucić..:)Napisano 3 miesiące temu | adres wpisu | do góry -
no ja jestem ciekawa co ona zrobi!! do kogo zadzwoni?
no Ania brawo!!odkryłas w sobie nowa pasje?!!Napisano 3 miesiące temu | adres wpisu | do góry -
A ja myślałam , że zacznie się kolejny biały bez! Ale czekam na ten tajemniczy numer. Może nie jednej przyda się.
Napisano 3 miesiące temu | adres wpisu | do góry -
:)
Nawet mężowi i dzieciom nie mogła powiedzieć -czego pragnie i co jest dla niej ważne by nie zrozumieli jej
źle i nie potraktowali jako bzdurny wymysł znudzonej kobiety.
Patrzyła na rzeke i przez chwilę godziła się z tym co jest i być musi.Ale w głowie znowu to samo pytanie
-dlaczego nie jestem szczęśliwa z tym co mam?I dlaczego serce boli,gdy o tym myślę.Spojrzała na drugi brzeg
rzeki tak jakby kogoś tam zobaczyła...
Rozejrzała się wokoło i nabierając pewności,że nikt nie słyszy zawołała.
Dlaczego właśnie ja?dlaczego?...
Sama zdziwiła się,że to powiedziała i to w taki sposób.Nie chciała dalej tu być,wstała i ruszyła w kierunku
domu.Gdy zbliżyła się do miejsca gdzie droga odbiega od rzeki,zatrzymał ją niecodzienny widok.
Na całej drodze były porozrzucane małe i większe papierowe kartki,starszy mężczyzna który próbował je pozbierać.
Gloria zatrzymała się i bez chwili namysłu zaczęła je zbierać i podawać mężczyźnie.
Spojrzał na nią i z uśmiechem na twarzy dziękował za pomoc,a jego oczy rozbłysnęły radością.Gdy wręczyła mu ostatnie zebrane kartki wziął je i wrzucił bez ładu do torby.
Dziękując za pomoc ,wskazał Glorii jeszcze jedną kartkę,która leżała po jej stopami,schyliła sie po nią i
z zaciekawieniem ja oglądała.
Był to kawałek papieru w kolorze fioletu a na nim zapisane słowa.Nie chciała być wścibska ,
ze spuszczonym wzrokiem oddała kartkę starszemu panu.Odchodząc usłyszała głos nieznajomego który zmierzając w przeciwnym kierunku mówił-
Dlaczego właśnie ja?Dlaczego?
Patrzyła jak mężczyzna odchodzi czytając fioletową kartkę.Nie mogła oderwać od niego wzroku i nie mogła też
nic powiedzieć.Odwróciła się by zobaczyć czy ktoś nie idzie ,gdy wróciła wzrokiem na droge starszy pan odszedł
juz daleko.
Tylko pochylona starością postać majaczyła w oddali.Jej myśli uspokoiły sie dopiero gdy zobaczyła okna swojego
domu.
Wieczorem gdy wykonała już wszystkie swoje domowe obowiązki,położyła sie do łóżka z nadzieją szybkiego zaśnięcia.Gdy zamknęła oczy i spokojny oddech opanował jej ciało,w myślach pojawił się starszy pan trzymający
w ręku fioletową kartke.
Nie mogła przypomnieć sobie jego twarzy,widziała tylko oczy o promiennym spojrzeniu.Teraz sama była zła na siebie,
że nie spojrzała co było zapisane na tych kartkach.
Ale z drugiej strony ,to nie jej sprawa ,a to co było na tych kartkach zapisane nie było skierowane do niej.
Dlaczego właśnie fioletowa,choć inne były białe...nie mogła tego pojąć.Sama miała notes z fioletowymi
kartkami w którym zapisywała swoje ważne przemyślenia.Zgasiła światło i zasnęła.
Parę dni później miała wolny dzień i spędzała go sama w domu,postanowiła poświęcić go na uporządkowanie swoich
rzeczy.Od samego rana zadowolona z tego,że nikt jej nie przeszkadza,układała papiery,przeglądała dokumenty.
W południe zrobiła sobie kawy i wyszła na taras.Patrzyła na swój ogród i podziwiała rosnace tam kwiaty,które
pielęgnowała.
Zauważyła ,że na trawniku wyrósł biały kwiat którego wcześniej nie było.Kwiat był w pełni rozwiniety i nawet
nieźle komponował sie z jesiennym otoczeniem- pomyślała.
cdn.Napisano 3 miesiące temu | adres wpisu | do góry
Odpowiedz »
Musisz się zalogować, aby móc pisać. Jeżeli nie masz konta zarejestruj się.
