Czy Waszym zdaniem są dyskryminowane czy nie? Czy uważacie, że takie osoby mogą funkcjonować w rzeczywistości osób zdrowych? Czy raczej powinny siedzieć w domu i ukrywać swoją odmienność? Na naszych ulicach coraz częściej widzimy osoby na wózku czy z laską.
Ostatnio widziałam w autobusie taką sytuację. Kierowca pomógł wsiąść niewidomemu do niego, a jakiś pasażer pomógł mu usiąść. Poza tymi dwoma osobami nikt nie pomógł panu z biała laską. Wszyscy byli zajęci muzyką lub gazetą. Może znacie osobiście takie osoby? Czy jest coś co możemy zrobić by pomóc takim osobom w codzienności? Czy powinniśmy czy jest to raczej akt litowania się?
Nie każdy o tym wie, ale myślę, że Wam mogę zaufać. Tylko bliskie mi osoby wiedzą o mojej niepełnosprawności. Mam dużą wadę wzroku. Ale tego nie widać, ponieważ od pewnego czasu noszę soczewki. Tak, tak. Przyznam, że ta zmiana w moim wyglądzie wiele mi dała. Nie patrzę już na świat zza grubych i ciężki szkieł. Soczewki dodały mi pewności siebie. A co za tym idzie, poznałam wielu niesamowitych ludzi. Nie jestem już tak bardzo nieśmiała jak kiedyś. Czasami jest tak, że budzę się rano i cieszę się, ze wciąż widzę. Mogę wziąć życie w garść i czerpać z niego, ile się da. Najbardziej lubię czytać książki, fotografować i podróżować. Mimo mojej niepełnosprawności przeszłam wiele szlaków w naszych pięknych Tatrach. Był to dla mnie swego rodzaju sprawdzian. Szczególnie, gdy nogi odmawiały posłuszeństwa i brakowało sił, by dalej iść. Ale nie poddawałam się i za każdym razem docierałam do celu.
Kocham też muzykę. Świat bez niej byłby pusty. Najwięcej energii daje mi rockowa i popowa. Czasem słucham też Dżemu. Ale nic tak nie dodaje mi wiatru w skrzydła, kiedy mogę pojechać na koncert ukochanego zespołu. To ludzie, którym ufam. Nie "gwiazdorzą". Są ciepłymi, fajnymi facetami. A potem wracam do domu i siedzę nad zdjęciami. Tak, tak. Bo jakiś czas temu postanowiłam, ze poprowadzę konto ich zespołu na face booku. Daje mi to naprawdę wiele radości i satysfakcji. Nie tylko dlatego, ze zespół naprawdę to docenia, ale też dlatego, że są ludzie, którym się podoba ta strona.
W moim życiu nie ma za bardzo miejsca na nudę. Szczególnie od jakiegoś czasu, ponieważ działam jako wolontariusz w stowarzyszeniu pomagającym małym zwierzakom - świnkom morskim. Trafiają one do nas, a my szukamy im nowych, kochających domów. Serce mi się raduje za każdym razem, gdy widzę zdjęcia szczęśliwej świnki w jej nowym domu. To po prostu uczucie nie do opisania...
Uwielbiam wkładać całe swoje serce w to co robię. Może jestem niepełnosprawną ONĄ, ale też kochaną. Bo kiedyś uwierzyłam w siebie. Spotkałam paru mężczyzn w swoim życiu. Ale dopiero z obecnym jestem tak naprawdę szczęśliwa. I co najważniejsze dla mnie: nie przeszkadza mu moja choroba.
Czasami nie jest łatwo - szczególnie kiedy słyszę wyniki badań kontrolnych. Niestety szans na poprawę nie ma. Może być jedynie tak samo lub gorzej. Ale wiecie? Doszłam do wniosku, że warto starać się korzystać z życia tyle, ile się da. I warto się uśmiechać. Życzę Wam wszystkim drogie ONE, abyście się jak najczęściej uśmiechały. Bo to najpiękniejszy prezent jaki można dać drugiemu człowiekowi.
(Nie)pełnosprawne One
(451 wpisów) (35 głosów)-
Napisano 8 miesiący temu | adres wpisu | do góry
-
Bardzo dziękuję, za życzenia uśmiechu. Ja właśnie się uśmiecham po przeczytaniu twojego wpisu.
Masz tak wiele pasji i zainteresowań, nie poddajesz się mimo swojej wady wzroku. A może właśnie dlatego?Teraz to ja się zastanawiam, czy aby jednak nie za często zamartwiam się drobiazgami, nie doceniając tego co mam - czyli zdrowie.
Problem osób niepełnosprawnych na pewno w Polsce jest, choć nie tak już duży jak kiedyś.
Jeżeli chodzi o sytuację z autobusu, którą opisujesz, to dobrze, że znalazły się te dwie osoby, które pomogły.
Mnie osobiście marzy się by, pomaganie tym wszystkim, którzy tej pomocy potrzebują było naturalnym odruchem każdego człowieka. Nie jakimś poświęceniem czy litością.Napisano 8 miesiący temu | adres wpisu | do góry -
Hej Bonita, poruszyłaś ważny temat - czy osoby niepełnosprawne są dyskryminowane. A mogłabyś doprecyzować pytanie? Co to konkretnie znaczy? Na czym ta dyskryminacja polega? Sama o sobie napisałaś, że - jeśli dobrze zrozumiałam - zmieniłaś się odkąd inaczej patrzysz na świat; poznałaś wiele niesamowitych ludzi i nie jesteś już taka nieśmiała. To kto zmienił się - Ty czy ludzie?
Podróżując ostatnio, musiałam przejść z peronu na peron. Problem był w bardzo wysokim wiadukcie i mojej 15-kg walizce. Huknęła, gdy wstawiłam ją na pierwszy schodek. W tym momencie poczułam się totalnie niepełnosprawna. Na szczęście znalazł się siłacz, który przeniósł ją bez problemu i tylko uprzejmie kiwnął głową na moje podziękowania. Moje znajoma natomiast poczuła się strasznie skrzywdzona, bo jakaś osiedlowa mieszkanka spojrzała na nią tak, jakby była trędowata, a ona tylko szła o lasce.
Dobrze byłoby, aby osoby niepełnosprawne mówiły głośno o swoich problemach i wręcz edukowały społeczeństwo. W przypadku osoby z białą laską sama zastanowiłabym się jak postąpić. Słyszałam w tv, że niezbyt lubią jak oferuje się im pomoc. Chyba wszystko zależy od wyczucia sytuacji, ale im więcej będziemy wiedzieli, tym bardziej naturalne będzie nasze zachowanie.
Napisano 8 miesiący temu | adres wpisu | do góry -
Dyskryminacja wiele ma twarzy. Na przykład podczas rozmów o pracę. Na ulicy, kiedy zdarza się, że na wózku jedzie osoba niepełnosprawna, idzie matka z dzieckiem i mówi do dziecka, żeby nie patrzyło. Ale dlaczego ma nie patrzeć? Przecież taka osoba na wózku to taki ktoś jak my tylko nie może biegać. Ale czuje i można z taką osoba porozmawiać. Pośmiać się i pożartować. Znam kilka osób niepełnosprawnych osobiście i są to bardzo wartościowi i sympatyczni ludzie. Z tolerancją w Polsce wciąż neistety bywa różnie...
Jeśli o mnie chodzi to wyszłam bardziej jakby z ukrycia do ludzi. Myślę, że ja się zmieniłam. Nabrałam nieco więcej pewności siebie, odwagi. Kiedyś w towarzystwie czułam się bardzo niepewnie przez moje kompleksy. Teraz jest mi łatwiej się odezwać. Wraz z tym wszystkim nabrałam odwagi by marzyć i niektóre marzenia zrealizować.
Wiele osób niepełnosprawnych mówi o swoich problemach. O barierach architektonicznych. Problemach ze znalezieniem pracy. Czy choćby o tym, że chcieliby wyjść czasem z czterech ścian do ludzi. Porozmawiać, pobyć w towarzystwie.Napisano 8 miesiący temu | adres wpisu | do góry -
Może więc Ty sama, Bonito, jesteś najlepszym dowodem na to, że część niepełnosprawności jest tylko teoretyczna. To właśnie Ty możesz zachęcić innych niepełnosprawnych, aby nie tylko chcieli wyjść, ale to zrobili. Ponieważ takimi akcjami - zamiany chęci na czyny - zajmuje się tu Viola, to na pewno zaraz się tu pojawi. Dla mnie Ty jesteś w wyjątkowej sytuacji. Stajesz się łącznikiem między światem nie/pełnosprawnym.
Napisano 8 miesiący temu | adres wpisu | do góry -
Jeśli tylko będę umiała, postaram się pomóc.
Napisano 8 miesiący temu | adres wpisu | do góry -
Bonita, wg mnie , tak jak tutaj Ciebie postrzegam, to Ty jesteś jak najbardziej pełnosprawna. A problemy i kompleksy masz takie same jak inni, ci których uważasz za pełnosprawnych.
Pięknie przedstawiłaś swój świat w pierwszym wpisie powyżej. Zawsze mnie fascynowało, jak wiele radości może być w człowieku, który zmaga się z jakimiś ograniczeniami swojego ciała. Jak wiele jest w nim pokory wobec życia, szacunku do ludzi ... tego wszystkiego, czego często brakuje nam, zdrowym.Piszesz: "Mogę wziąć życie w garść i czerpać z niego, ile się da." Tak sobie myślę, że nikt nie uczy dzieci takiej postawy. Dlaczego musimy przejść trudne wydarzenia w życiu, żeby dojść do tego, można i trzeba wziąć w życie w garść i czerpać. Dlaczego nie uczą nas tego rodzice, tylko życie i to bolesnymi metodami.
Piszesz: "idzie matka z dzieckiem i mówi do dziecka, żeby nie patrzyło. Ale dlaczego ma nie patrzeć?" Nie wiem co sobie myśli taka osoba wtedy, ale wiem dlaczego matka mówi do dziecka "nie patrz". Bo uważa, że tej osobie może być przykro, kiedy ktoś się jej przygląda, a dzieci są ciekawe i z pewnością widząc odmienność będą bez skrępowania obserwować, wiec matka stara się zapobiec temu "gapieniu się".
Napisano 8 miesiący temu | adres wpisu | do góry -
Wiesz? Zdarza się - na szczęście coraz mniej jest takich sytuacji - że matki zabraniają swoim zdrowym dzieciom bawić się z niepełnosprawnymi. Nie, ze sprawią choremu przykrość. Nie. Bo właśnie ono takie jest, bo czasami boją się tej choroby. To trudno wyjaśnić, ale coś takiego się czuje. Niedawno czytałam na jednym z portali społecznościowych historię chłopca chorego umysłowo. Nie miał kolegów, ponieważ ich matki zabroniły się im z nim bawić przez jego chorobę. Chodziło o to, że gdy zdrowe dziecko go uderzyło, to on powtarzał ich uczynek. Taka jego choroba, ale matki wolaly odizolować swoje dzieci niż porozmawiać z nimi.
Tak być nie powinno, bo dzieciom warto pokazywać świat taki jaki jest wraz z jego wadami i warto uczyć dziecko wrażliwości na potrzeby innych. Tolerancji.
Jeśli zaś o mnie chodzi - może coś w mojej sprawności jest. Wiadomo, że nawet w moim zyciu są pewne bariery. Nie mogę sama zrobić zakupów, ponieważ nie mogę podnieść nic ciężkiego - co waży więcej niż 3 kg. Wesołe miasteczko czy skakanie do wody odpada. Wszelkie wstrząsy także. Na koncertach staram się być przed barierką, by nie oberwać w głowę - to także może spowodować, że przestanę widzieć. Dużo by można o tym pisać. Ale nauczyłam się żyć z tymi ograniczeniami i tak ich nie odczuwam. Są bliscy, którzy mi pomagają np. podnosząc ciężkie przedmioty i wspierając mnie. A ja jedyne co mogę zrobić, to uważać na siebie i właśnie korzystać z życia póki mogę zobaczyć ten nasz świat.
Jestem tylko człowiekiem. Pewnie, że sporadycznie zdarzają mi się dni, kiedy jestem zła, że nie widzę jak inni, że któregoś dnia już nie zobaczę wschodu słońca. Ale po burzy zawsze jest słońce, popłacze i przechodzi smutek. Wstaję i idę dalej przez życie po swojemu. Nie mogę usiąść i się załamać, bo dni uciekają. A mi udało się znaleźć tych kilka przyjemności, które mogę robić i które sprawiają mi wiele radości.Jeśli chodzi o osoby niepełnosprawne życie nauczyło mnie jednego. Wszyscy jesteśmy ludźmi. Jedni z nas są bardziej otwarci, chętni na znajomości, do pomocy i dobrze chcą dla innych. Inni zaś są źli na cały świat i zepsuci od środka od gniewu. Tutaj nie ma już podziału na zdrowych i mniej sprawnych. Przecież wśród zdrowych osób są osoby miłe i mniej przyjaźnie nastawione do świata. Tak samo jest z niepełnosprawnymi. Są osoby na wózku, które z radością przyjmą pomoc. A są też takie, które mszczą się na bliskich za to, ze są chore, że los je doświadczył. Wszystko zależy od człowieka i jego charakteru.
Napisano 8 miesiący temu | adres wpisu | do góry -
Dokładnie tak jest ... po prostu różnie. Znam oczywiście przypadki nietolerancji matek. Ale zauważyłam, że są to osoby, które z reguły nie szanują innych - tych zdrowych również, mają postawy roszczeniowe i stawiają swoje dziecko ponad innymi. Dla nich niepełnosprawny i godny pogardy jest nie tylko ten na wózku, ale i ten co ma gorszy samochód czy mniej ładną buzię albo gorszą wg nich pracę.
Napisano 8 miesiący temu | adres wpisu | do góry -
Wpadło mi teraz do głowy, że punkt widzenia czasem zależy od punktu siedzenia. Slyszałam kiedyś, jak ktoś rzekł, że tylko chory najlepiej zrozumiem innego chorego. Trochę jak biedny biednego? Może coś w tym jest. Dopóki taka matka nie będzie miała chorego dziecka (nie życzę nikomu źle) nie zrozumie, jakie to trudne dla innych matek i ich dzieci?
Napisano 8 miesiący temu | adres wpisu | do góry -
Masz rację rozumienie jest trudne. Ale zawsze jeszcze pozostaje po prostu akceptacja.
Napisano 8 miesiący temu | adres wpisu | do góry -
Witaj Bonito:)
Milo Cie tutaj goscic:)Poprzez piekny przyklad swojego zycia dajesz innym ludziom w podobnej sytuacji zielone swiatelko .Niech sie od ciebie ucza,ze kazdy czlowiek ma prawo do normalnego zycia .
Do marzen,pragnien czy zwyklych codziennych dni,w ktorych tez mozna zobaczyc (jesli sie chce)wiele dobra.Napisano 8 miesiący temu | adres wpisu | do góry -
Warto szukać w codzienności czegoś, co wywoła uśmiech na twarzy. Takich małych radości. Czegoś, co szarość dnia przemaluje w kolory tęczy. Pasji...
Chciałabym się podzielić z Wami pewnym moim małym smuteczkiem. Przykro jest, gdy gdy ludzie zdrowi traktują osoby niepełnosprawne gorzej. Dyskryminują. Ale jest coś bardziej smutnego. Są sytuacje, kiedy to jedni niepełnosprawni atakują drugich. Można by rzec, że swoich. Spotkałam się niedawno dwa razy z taką sytuacją.
Pierwsza sytuacja miała miejsce na parkingu marketu. Zaparkowaliśmy na miejscu dla niepełnosprawnych (mam kartę parkingową, więc mogę parkować na takich miejscach). Kiedy wysiedliśmy z auta, mężczyzna z takiego samego miejsca obok zaczął na ans krzyczeć. Pokazaliśmy mu kartę, ale to nie pomogło. Wyszło na to, że ludzie młodzi nie mają prawa chorować. Zrobiło mi się bardzo przykro po tej sytuacji. Zachowaliśmy na tyle zimnej krwi, że my nie krzyczeliśmy. Mój mężczyzna tylko spokojnie na koniec powiedział panu, że mi też nie jest lekko w życiu. Mężczyzna nic nie odpowiedział na to.
Drugi raz zostałam zaatakowana słownie w tramwaju w Trójmieście. Usiałam sobie w bezpiecznym miejscu. Wiem, młoda jestem, ale w środkach komunikacji siadam, ponieważ w razie, gdyby tramwaj czy autobus ostro zahamował mogę się przewrócić i uderzyć w coś głową. Siedząc mam większe szanse w razie jakiegoś wypadku. Tak też zrobiłam tamtego dnia. Na którymś przystanku wsiadł mężczyzna, który jak się okazało, też był niepełnosprawny. Przeszkadzało mu, że nie ustąpiłam mu miejsca. Spokojnie wyjaśniłam ogólnie, że tez jestem osobą niepełnosprawną.
Moja koleżanka porusza się o kulach. Nie raz spotkała się z sytuacją, kiedy to starsza osoba wygoniła ją z miejsca siedzącego w autobusie albo próbowała to zrobić. Koleżance naprawdę trudno utrzymać się na nogach nawet z pomocą kul. Przykre, że starsze osoby nie potrafią zrozumieć, że my młodzi, też możemy chorować. Niektórzy z nas nawet bardzo poważnie i to, że nie ustępujemy im miejsca nie jest złośliwością czy brakiem uprzejmości. Czasami przecież nawet zdrowa osoba może czuć się źle albo być zmęczona po 12 godzinach pracy na nogach. Nie powinno się zaraz na taką osobę rozkrzyczeć czy jej wypominać, że trudno jej stać. Wydaje się, że ustępowanie miejsca osobom starszym jest uprzejmością czy oznaką dobrego wychowania. Ja coraz częściej odnoszę wrażenie, że to wręcz obowiązek albo przymus... Przecież nie każdy młody człowiek, który siedzi, jest zły.
To takie małe smuteczki. Niestety w relacjach pomiędzy niepełnosprawnymi też nie zawsze jest kolorowo. Co ciekawe, najczęściej osoby na wózkach atakuję tych z innymi schorzeniami. Ale staram się o tym nie myśleć i przebywać wśród tych ludzi, z którymi mogę pożartować i się uśmiechać.Napisano 8 miesiący temu | adres wpisu | do góry -
Tak, nie każdą niepełnosprawność widać gołym okiem. Są ludzie, którzy zakładają, że to właśnie im się należy pomoc nie mając na względzie tego, że nie są jedynymi. Ile razy można spotkać się z sytuacją gdzie ludzie opowiadają sobie co ich niedobrego spotkało i zaraz słyszą:
- E, tam ty to masz jeszcze dobrze, ja to...Takie "przebijanie" się nieszczęściami. A przecież tego nie można porównywać.
To bardzo przykre, Bonito, że spotykasz się z takimi sytuacjami. No ale przecież ty wiesz, co jest dla ciebie dobre a co może ci zaszkodzić. Ty wiesz, że robisz to nie dlatego, że jesteś samolubna, złośliwa czy coś tam jeszcze. Tamtym osobom możesz tylko krótko zakomunikować, że jesteś niepełnosprawna -
i już. Co sobie pomyślą, powiedzą - na to już nie masz wpływu. Ty jesteś w porządku.Siły i pogody ducha - życzę. Tego Ci jak "słyszę" nie brakuje, ale może przyda się jeszcze trochę :)
Napisano 8 miesiący temu | adres wpisu | do góry -
Bonita o jakiej niepełnosprawności Ty mówisz ?Dziewczyno żyjesz i czerpiesz z zycia to co najlepsze a to jest bardzo ważne.Ja pracuje z dziewczyna z wada wzroku taką jak Ty masz,nosie okulary,owszem kupuje bardzo drogie szkła,aby były cienkie,codziennie widze ja w robocie i nie ma żadnego wpływu to ,że nosi brylki mocniejsze od moich.To jedno a druh]gie to to,ze moja Kumpela choruje na SM i jakiś czas temu zaproponowała mi wypad na miasto ,do jakiejs kafejki,no i pojechałyśmy na wyżerkę 3 laski: tj,ja,Ona i jej laska,bawiłyśmy sie świetnie.Powiedziała mi ,ze chce poczuć sie jak światowa kobieta,posiedzieć w kafejce,wypić kawę,wyglądać świetnie,poczuć troche zwyczajnego zycia,dla niej wypad na miasto to wyzwanie,ale pojechałyśmy,nawet nie chciaa aby jechac z nią do domu,chciala sama wrócić,pożegnałysmy sie w autobusie.Za kilka dni miała rzut choroby i bardzo cierpiała,ale dała radę ,więc nie widze powodu abyś Ty czuła się niepełnosprawna,rozumiem,trudno jest pozbyc się swoich ograniczeń,ale Tobie sie to udało.Jeszcze jedno jeden z okulistów powiedział mojejkoleżance z pracy aby zyła normalnie jak wszyscy,i żyje.To tyl tak sie rozgadałam ale musiałam Ci to wszystko powiedzieć,niepełnosprawni to Ci ,którzy uzalaja sie nad soba i nie robią nic aby swoje zycie zmienic,pozdrawiam :)
Napisano 8 miesiący temu | adres wpisu | do góry -
Bonito :) żyj normalnie, ciesz się życiem i czerp z niego wszystko co dla
Ciebie najlepsze. Całkowicie zgadzam się z Joreną, poza tym medycyna
wciąż idzie do przodu, niedawno słyszałam że robi się już jakiś skomplikowany
przeszczep soczewek w USA, bądź dobrej myśli, nie tylko Ty masz problem
ze wzrokiem, to jest nabyty problem raczej większości użytkowników
komputerów. Miło pozdrawiam :)Napisano 8 miesiący temu | adres wpisu | do góry -
Dziękuję Wam bardzo za ciepłe słowa. Z wadą minus 20 dioptrii nie żyje się tak łatwo, ale się da. Przynajmniej się staram. Mam nadzieję, że medycyna rozwinie się na tyle, by można było coś z moją chorobą zrobić. Jest ze mną od drugiego roku życia i jak na razie nikt nie wymyślił sposobu na przeszczep siatkówki. Ba! Nawet nie ma jak zrobić zabiegu nerwu wzrokowego, ponieważ jest tak delikatny. Pozostaje czekać i żyć.:-)
Napisano 8 miesiący temu | adres wpisu | do góry -
Bonita!
Jestes wspaniala ONA:)
Taka sama jak My wszystkie tutaj,nie czuje w ogole twojej niepelnosprawnosci-Jak Ty to robisz,kochana?:)))))Napisano 8 miesiący temu | adres wpisu | do góry -
Nie wiem. Po prostu jestem sobą. I wiecie co? Myślę, że pomagają mi w tym też bliscy i niesamowite osoby, które spotykam w życiu. Oj tak, Są tacy ludzie, którzy optymizmem mogliby obdarować spory kawałek świata. Do tego pasja, która dodaje skrzydeł.
Napisano 8 miesiący temu | adres wpisu | do góry -
Zgadzam siez Bonita, żesaan świecie osoby od których od pierwszego słowaidzie poczuć ciepło i wsparcie...zapraszam Bonita na www.filantrop.org.pl do zakładki Filantrop- to miesiecznik dla os. niepełnosprawnych...
Napisano 8 miesiący temu | adres wpisu | do góry -
A we wrzesniowym wydaniu m.in. relacja z trasy koncertowej i Nasza Agata na okładce!!! http://www.filantrop.org.pl/pedefy/fil_2011_9.htm
Napisano 8 miesiący temu | adres wpisu | do góry -
ciekawy watek więc do góry
Napisano 7 miesiący temu | adres wpisu | do góry -
Nie wiem jak to sie stalo,ze nie zauwazylam tego watku tutaj...
Ja mysle,ze juz minely bezpowrotnie czasy kiedy niepelnosprawnosc jest uwazana za cos co mozna dyskryminowac?...Poza tym co jest wieksza niepelnosprawnoscia?-Czlowiek na wozku inwalidzkim lub z duza wada wzroku czy zadufany w sobie arogancki wzgledem swiata?...
To temat bardzo "goracy" dla mnie. Nie jestem chora,choroba nie utrudnia mi zycia ,ale spotkalam wiele osob pod roznym wzgledem "niepelnosprawnych" w powszechnym tego slowa pojeciu ,ktore zwyczajnie ubarwiaja soba nasz swiat...Czasami ich cieplo i dobroc zapiera niemal dech i daje do myslenia...Szkoda tylko,ze w Polsce nadal wiele osob siedzi uwiezionych w swoich mieszkaniach-z powodu tego,ze nie moga wydostac sie wygodnie z mieszkania,siedza na starych ,czesto niepasujacych juz wozkach...To jest przykre.To jest wrecz niedopuszczalne..
To obszerny temat imozna dyskutowac godzinami pewnie.Ale na poczatek napisalam pierwsze swoje mysli w tym temacie i chetnie podyskutuje o tym dalej.Napisano 7 miesiący temu | adres wpisu | do góry -
Mnie ostatnio poraziła mnie jedna rzecz. Jak bardzo niepełnosprawność kojarzy nam się ze smutkiem i czymś gorszym. Jak ten stereotyp jest zakorzeniony w mojej podświadomości.
Przypadkowo w rozmowie z młodą osobą, którą znam od kilku lat (na gruncie zawodowym) dowiedziałam się, że nosi ona aparat słuchowy. Osoba bardzo aktywna, pozytywnie nastawiona do ludzi, pracowita, wesoła, pomagająca innym. I tak sobie pomyślałam "czego się spodziewałam? że będzie nieszczęśliwa, narzekająca na swój los, czująca się gorszą od innych i mniej atrakcyjną?"
Napisano 7 miesiący temu | adres wpisu | do góry -
Wlasnie !Co jest atrakcyjne tak naprawde?...Pieknie to "ogarnal" w swoich wypowiedziach Wojciech Szczawinski(prawie mozna sie zakochac !:) )...Tam jest glownie o kobiecie,ale to mozna podciagnac ogolnie pod czlowieka.Swiat zwariowal na punkcie mlodosci i "dobrego" wygladu fizycznego,oddala sie piekno to prawdziwe i najbardziej trwale...A ludzie "niepelnosprawni" maja tego piekna w sobie mnostwo!
Napisano 7 miesiący temu | adres wpisu | do góry -
Podziwiam niepełnosprawnych dzielnie dających sobie radę. Studiujących, pracujących. Czasem widzę osoby na wózkach lub niewidomych - podziwiam. Robert Stępiński chyba niedawno przeprowadzał wywiad z wokalistką na wózku (z Varius Manx). Osobiście nie znam osoby niepełnosprawnej ale niebawem w ramach pracy będę zajmować sie problemem barier architektonicznych.
Napisano 7 miesiący temu | adres wpisu | do góry -
Problem barier architektonicznych to powazna sprawa.Pozniej napisze Wam cos o tym...teraz uciekam dokonczyc zupe.
Napisano 7 miesiący temu | adres wpisu | do góry -
Mam 2synów, Patryka ,który jest niepełnosprawny z chorobą postępującą [opieka domowa hospicjum] młodszy chodzi do gimnazjum .Mieszkam w Bydgoszczy na dużym osiedlu wszyscy nas tu znają ,porozmawiają ,mieszka nas tu sporo rodzin z osobami niepełnosprawnymi.Myślę sobie ze ludzie muszą nauczyć się że takie osoby są w śród nas .Mój młodszy syn nie widzi problemu żeby jechać z wózkiem i rozmawiać z bratem a także się psoci .Młodzi ludzie nie zwracają uwagi na niepełnosprawnych są wręcz dyskretni z pomocą nie litują się głośno i nie gapią to starsi ludzie .Ja jako mama syna niepełnosprawnego chce tylko akceptacji nie użalania jest ciężko [szczególnie finansowo]i będzie ciężko.Problem barier architektoniczny to DUŻY PROBLEM wiem bo nie mam samochodu więc został środek transportu .ale o tym innym razem muszę syna przygotować do snu .
Napisano 7 miesiący temu | adres wpisu | do góry -
Kochane One!!! Pozdrawiam Was wszystkei an czele z Agatą!!!
Halszka- tak, to prawda. 3 września podczas koncertu w Poznaniu spotkałem sie z Moniką Kuszyńska, która w wyniku wypadku stała sie osobą niepełnosprawna ruchowo. Nie załamała sie i powróciła na scenę. Dała świetny koncert. Fragmenty tutaj:
http://www.youtube.com/watch?v=vGv6JaL_SOc
http://www.youtube.com/watch?v=8ZdYNAZ_5oo
Monika jest osobą bardzo kontaktową i radosną, ciagle uśmiechniętą i pogodną...baaardzo mile sie rozmawiało... a tutaj pozdrowienia dla czytelników "Filantropa":
http://www.youtube.com/watch?v=6N_DXgYxyMU
Polecam Wam miesięcznik "Filantrop" w pazdziernikowym wydaniu za pare dni ono będzie ukaże sie właśnie wywiad z M.kuszyńska. Będzie mozna poczytać o osobach niepełnosprawnych jak świetnie sobie radza...
Sam jestem osobą niepełnosprawną wzrokowo i mimo przeszkód, które spotykam na naszym świecie idę swoją droga, idędo celu, który sobie wyznaczyłem-dziennikarstwo i spełnianie moich marzeń...Najlepiej o tym wie Agata:-)
Pozdrawiam Was gorąco i ściskam...
Robert StępińskiNapisano 7 miesiący temu | adres wpisu | do góry -
Mysle,ze zmiana w podejsciu mlodziezy i dzieci-ich naturalnosc w podejsciu do ludzi na wozkach inwalidzkich bierze sie ze zwyczajnego,zdrowego obycia- w szkolach sa uczniowie poruszajacy sie na wozkach,ucza sie z pozostalymii uczniami. I to jest bardzo dobre przeciez. Znam dziecko,ktore urodzilo sie z niedorozwojem galki ocznej-nie widzi,na drugie oko widzi bardzo slabo. Dziewczynka jest zdrowo rozwijajacym sie dzieckiem ,ale rodzice uparli sie,zeby ja poslac do szkoly specjalnej...Nie rozumiem tego - rodzice sami izoluja swoja zdrowa corke od pozostalych dzieci!...Po co?...Wydajemi sie,ze jest to ciagle wielki problem wsrod ludzi doroslych. Mam tez w rodzinie dziewczynke z Zespolem Downa. FANTASTYCZNA DZIEWCZYNA!!!Praiwe nie mowi-ale potrafi przekazac doslownie wszystko! Roztacza swoje cieplo pewnie na tysiace kilometrow:).Niejednokrotnie widzialam reakcje ludzi obcych-widac,ze ludzie boja sie osob dotknietych Zespolem Downa-podobnie jak i innych dotknietych jakas "ulomnoscia" (straszne slowo).A mysle,ze wiekszosc z nas moze sie od takich ludzi duzo nauczyc. I te z Was, ktore takie osoby znaja wiedza o tym pewnie...
A ludzie na wozkach?...Pracowalam jako pielegniarka srodowiskowa kiedys w Polsce. Z racji tego,ze to byla polowa mojego etatu(pozstala czesc mialam w gabinecie zabiegowym)Chodzilam po domach ludzi chorych-glownie starszych.Ale sporo bylo osob uwiezionych w swoich mieszkaniach(czy wrecz w konkretnym pokoju) -z powodu takiego,ze mieszkali w bloku i wydostac sie z niego bylo moze nie niemozliwe-ale wiazalo sie to z koniecznoscia pomocy osoby drugiej(a czesto dwoch).I to jest straszne. To mnie bolalo bardzo. Pamietam czlowieka ,ktory nie byl poza swoim mieszkaniem kilkanascie lat...Od kilkunastu lat siedzial na ciagle tym samym wozku bo rente mial taka,ze ledwo starczalo na zycie i leki a nawet nie wiedzial ,ze moze liczyc na wymiane wozka bezplatnie(lub z doplata jesli mial byc z jakas dodatkowa funkcja)...Plakal i on i jego zona jak pomoglam mu zaltwic wszystkie formalnosci i w koncu dostalnowy wozek.Siedzial w nim wygodnie i pogoily mu sie rany,ktore mial w wyniku siedzenia w zle dobranym i zuzytym wozku.W bloku obok mieszkala kobieta,ktora byla rowniez na wozku inwalidzkim-ale byla na tyle "cwana",ze w piwnicy miala 3 wozki plus jeden elektryczny,dodatkowo wynajmowala piwnice zeby pomiescic zapas pieluch i podkladow bo jej dzien polegal na tym,ze dzwonila do zakladow pracy,firm,radia,tv...dostawala wszystko co potrzebowala-i duuzo wiecej.Nie chce jej oceniac bo to chora kobieta,a juz wtedy ta roznica byla dla mnie straszna i niesprawiedliwa...W kazdym razie strasznie bylo wiedziec ile ludzi siedzi w domach uwiezionych na swoich wozkach-ktore zazwyczaj sa w strasznym stanie.
I teraz pare slow,ktore nie wiem czy pisac bo nie chcialabym wzbudzic niepotrzebnego zamieszania...Wyjechalam iles lat temu do Norwegii.Pracuje dalej jako pielegniarka. O SKandynawii czesto slyszy sie,ze jest tu duzo niepelnosprawnych...Ze statystyk wiem,ze procent ludzi niepelnosprawnych jest zblizony do Polski i wiekszosci krajow europejskich...Roznica polega na tym,ze ci ludzie nie siedza w domach. Chodza do szkoly,pracuja,widac ich w kawiarniach,restauracjach,kinie,wszedzie...W szkolach sa dzieci na wozkach i sa dzieci uposledzone umyslowo-wtedy maja dodatkowa opieke poprostu.
I dam przyklad.3 lata temu przyjechalo tu polskie malzenstwo z dwojka dzieci.Jedna juz dorosla dziewczyna,druga 15latka na wozku inwalidzkim-doznala jako 3latka uszkodzenia mozgu. Dziewczynka jest zupelnie uzalezniona od osob trzecich.Musi byc karmiona ,ubeirana,przewijana-pelna pielegnacja,24 godziny na dobe.Jak przyjechali to miala za maly wozek i to wszystko.Poznalam ich w sumie przypadkowo-potrzebowali pomocy jezykowej-ale w nagrode poznalam te dziewczynke:).Jej usmiech i oczy to skarb!:)Boli mnie to,ze jest tak wielka rozbieznosc miedzy tym na jaka pomoc moga liczyc ludzie tego potrzebujacy w Norwegii a w Polsce.Karolinka przyjechala w za malym wozku jak pisalam.Po wizycie u lekarza rodzinnego rodzice wyszli zszokowani i nie wierzyli,ze "obiecanki" lekarza sie spelnia. SPelnily sie i spelniaja sie dalej.Dziewczynka ma nowy wozek-taki do jezdzenia po domu,drugi elektryczny na spacery i kolejny do przewozenia.Do tego specjalna wanna,winda,mnostwo sprzetu rehabilitacyjnego-w tym rower dla mamy z przyczepka dla corki.W ubieglym roku otrzymali samochod dostosowany do transportu Karoliny(oni poniesli 25%kosztow).Pare miesiecy temu kupili dom i gmina bedzie im dostosowywac lazienke,pokoj itp do potrzeb Karoliny.Mama od przyjazdu tutaj dostaje od gminy pensje-mogla wybrac czy chce zapewniona opieke kiedy pojdzie do pracy czy woli dostawac pensje za opieke nad corka w domu.Wybrala pensje i opiekowanie sie corka.Corka majac 16 lat pierwszy raz zaczela spedzac czas poza domem-codziennie rano mama odwozi ja do osrodka w ktorym ma opieke i rozne zajecia a mama w tym czasie jezdzi na kurs norweskiego.Od przyszlego roku szkolnego Karolina bedzie w szkole sredniej-i bedzie tam spedzac czas-nigdy najprawdopodobniej nie nauczy sie pisac czy czytac-ale bedzie wsrod rowiesnikow i w srodowisku innym niz TYLKO dom. Wszyscy tutaj byli zdziwienie,ze dziewczynka 15 letnia nie ma swiadectw ze szkoly wczesniej...Ciesze sie,ze zyje im sie latwiej,ze Karolina ma wygodny wozek,wugodne lozko.swietna wanne,a rodzice majac samochod dostosowany do wozka moga z nia jezdzic doslownie wszedzie-samochod ma miejsce do przeiwjania i karmienia-Karolina od ubieglego roku jest karmiena przez stala sonde do zoladka. Ciesze sie bardzo,ze maja lepiej. Latwiej. Godniej. Radosniej...Tylko dlaczego jest az taka przepasc miedzy tym co tu a tym co w Polsce...To boli. Bardzo boli.
Inny przyklad. Mam tu kolege,ktory mieszka w Norwegii ponad 20 lat.Jak wspomina swoje poczatki to zawsze opowiada szoka jaki przezyl jak musial isc do jakiegos urzedu cos zalatwic i po wejsciu do biura okazalo sie,ze za biurkiem siedzi usmiechniety czlowiek bez rak i na przywitanie podaje mu stope...Szok prawda?...ale on przeciez ta stopa umie to wszystko co potrafimy rekoma!WIec dlaczego nie mialby pracowac jako urzednik?...:)...
Rozpisalam sie...wiem... Nie wiem czy nie napisalam tak ze zle to ktos odbierze,ale nie mialam zlych zamiarow...to poprostu temat,ktory od dawna meczy...Powinno byc inaczej. Latwiej. Godniej. Radosniej. NORMALNIE.Napisano 7 miesiący temu | adres wpisu | do góry
Odpowiedz »
Musisz się zalogować, aby móc pisać. Jeżeli nie masz konta zarejestruj się.
