Witaj Agnieszko dziękuję Ci za ten tekst,Agacie M za poruszenie tego ważnego problemu.
Moje dzieci też żyły...
Moje dziecko żyło-tekst Agnieszki
(33 wpisy) (16 głosów)-
Napisano 3 miesiące temu | adres wpisu | do góry
-
http://www.onaonaona.com/osobowosc/moje-dziecko-zylo/
Napisano 3 miesiące temu | adres wpisu | do góry -
Agnieszko,
dziękuję
mimo,że łzy się kręco w oku gdy się czyta to co napisałaś, to jednak jest to bardzo optymistyczny tekst,
bo musimy wszyscy zawsze pamiętać ,że po burzy przychodzi słońce ZAWSZE!!!!!!Napisano 3 miesiące temu | adres wpisu | do góry -
Niestety nie zawsze .............niestety .........
Napisano 3 miesiące temu | adres wpisu | do góry -
Lolcia słońce zawsze przychodzi tylko czasem tego nie zauważamy............
może nie zawsze świeci tam gdzie tego chcemy ale czasem warto poszukać innych miejsc (uczuć) gdzie może już zaświeciło :)Napisano 3 miesiące temu | adres wpisu | do góry -
Klaro....myślę, że zauważamy słońce, tylko pewne obszary w nas zawsze już będą zaciemnione.
Napisano 3 miesiące temu | adres wpisu | do góry -
Violka200 masz rację są w każdej z nas miejsca, które trudno rozświetlić ale trzeba zawsze próbować, bo jak same się z tym nie uporamy to zostaną już na zawsze zacienione.........
Napisano 3 miesiące temu | adres wpisu | do góry -
Klaro, czasem zostają zacienione, ale to nie przeszkadza nam się cieszyć słońcem. Mimo uporania się, takie przeżycia zmieniają człowieka na zawsze. Ale gdy będziemy z uporem odwracać się tyłem do słońca, zaciskać powieki i mówić "ciemno", to tak właśnie dla nas będzie. Można też inaczej, jak piszesz. Można wyjść z cienia i znaleźć inne miejsce, gdzie słońce świeci. Ale to już kwestia naszej decyzji.
Napisano 3 miesiące temu | adres wpisu | do góry -
Violetta,
Mam nadzieje, że nie wiesz co to znaczy strata dziecka.
Te frazesy o wyjściu z cienia ........ „ jak się będzie mówiło ..... tak będzie” ( to chyba Twój znak rozpoznawczy ) puste frazesy
Myślisz, że zaklinanie slowami coś da? To jest poza wszelkimi „chce” czy „ nie chce”
Choćbyś chciała z mózgu wydrapać te przeżycia paznokciami .........one są i będą. Gdyby była taka możliwość, żeby zetrzeć z głowy papierem ściernym...... Chociaż je zamazać, żeby mniej bolało. Nie, ciągle są żywe i ciagle pamiętasz .... pamiętasz każda sekundę, choć nie chcesz. I to nieprawda, że czas leczy rany. Nie leczy!
Żyjesz normalnie ..........dla otoczenia. Uczucie pustk,i „wyrwania” nosisz w sobie cały czas. I to poczucie winy, że moze..........że gdyby.......
Zacytuje autorkę
„Dziś moja córeczka jest lekarstwem na całe zło. Brat poza nią świata nie widzi. Gdyby nie ona, nie wiem, czy kiedykolwiek pozbierałabym się psychicznie.”Nie każda kobieta ma tyle szczęścia........
Napisano 3 miesiące temu | adres wpisu | do góry -
Masz racje Lolka w pewnych sytuacjach nie ma słów pocieszenia...pewne rzeczy trzeba przeżyć aby zrozumieć.......moje też żyło...
Napisano 3 miesiące temu | adres wpisu | do góry -
Hm...a ja rodziłam martwe dzieciątko...nosiłam je pod serduszkiem 5 miesięcy...iiii umarło...było to traumatyczne przeżycie...tym bardziej ,że dwie doby miałam w sobie martwe dziecko leżąc już w szpitalu ...i dopiero po tych dwóch dobach zdecydowano o wywołaniu porodu....rodziłam ...nawet nie mam sił pisać o tym...krzyczałam przez dwie godziny...potem miałam trzy lata depresję i...zupełną izolacje od otoczenia...
Napisano 3 miesiące temu | adres wpisu | do góry -
wydawała mi się że świat się dla mnie skończył....
Napisano 3 miesiące temu | adres wpisu | do góry -
przeczytałam artykuł i chociaż wydaje mi się, że jestem osobą empatyczną, to nie umiem sobie wyobrazić tego poczucia straty :(
Napisano 3 miesiące temu | adres wpisu | do góry -
straszne to musi byc!! Boze sama nie wiem czy bym dala rade::( takiej pustki, straty nie sposob uspic!!
Napisano 3 miesiące temu | adres wpisu | do góry -
Lolka ... niestety wiem. Dlatego napisałam "takie przeżycia zmieniają człowieka na zawsze". Moja historia jest podobna jak Marthy, ale ja nie byłam w stanie jej opisać ...
Napisano 3 miesiące temu | adres wpisu | do góry -
Tak ...ale to było 20lat temu...potem były kolejne smutne przeżycia...i teraz te ostatnie...są najbardziej świeże....bolesne...
Napisano 3 miesiące temu | adres wpisu | do góry -
Marta te ostatnie swieze wiec bola. ale i o nich pozapominamy ...napewno i tez pojda w sina dal::)
Napisano 3 miesiące temu | adres wpisu | do góry -
Witam Was wszystkie One:)
Cieszę się , że mój tekst "dał problemowi głos"
Gdyż poronienie jest to problem. Ogromny problem dla wielu z nas. I to nie tylko tych , które to przeżyły ale i naszych bliskich, przyjaciół, znajomych, którzy poniekąd muszą to "przeżyć" razem z nami. A później obcować z nami już zupełnie innymi nami. I nie ma co się oszukiwać, że "czas goi rany"- niektóre tylko zabliźnia. A jak dobrze wiemy niektóre blizny są bardzo kłopotliwe i nie dają zapomnieć o ranach...........
Szczerze mówiąc mam nadzieję , że kiedyś o poronieniu zacznie mówić się GŁOŚNO (tak jak teraz głośno mówi się np o nowotworach itp). Na dzień dzisiejszy jest to temat społecznego tabu...Boimy się o tym mówić aby nie trzeba było zmierzyć się z ludzką ignorancją naszej tragedii, bo to dla wielu z nas już za dużo , nie mamy siły...Napisano 3 miesiące temu | adres wpisu | do góry -
Dziękuje Wam za wszystkie wpisy :)....(oby było ich jeszcze więcej, to może być początek mówienia GŁOŚNO o poronieniu )
Napisano 3 miesiące temu | adres wpisu | do góry -
Byłam 4 razy w ciąży, mam troje dzieci. To było dokładnie 13 lat temu - lekarz powiedział - czasami zdarza się tak, że natura sama usuwa wadliwy "produkt" - przepraszam za wyrażenie, ale to nie moje słowa - właśnie dlatego utkwiły mi w pamięci. Przeżyłam ten fakt - boleśnie - fizycznie i psychicznie.
Pomimo, że miałam już dwoje dzieci nie dawało to rekompensaty. Po poronieniu - przez długi czas myślałam, że muszę mieć jeszcze jedno dziecko - nie wiem dlaczego? i mam (7 lat) - teraz jestem spokojna.Napisano 3 miesiące temu | adres wpisu | do góry -
Muszę mieć czy chcę mieć?
Napisano 3 miesiące temu | adres wpisu | do góry -
Proszę przeczytać jeszcze raz.
Napisano 3 miesiące temu | adres wpisu | do góry -
Przeczytałam Wasze wpisy i pozostaje mi tylko Bogu dziękować,że Bóg akurat takich przeżyć mi oszczędził....
bardzo mocno Was ściskam..........Napisano 3 miesiące temu | adres wpisu | do góry -
Witaj Agnieszko. Czytałam Twój tekst z oczyma pełnymi łez.Sceny z mojego życia stawały jedna za drugą. A jednocześnie wreszcie ktoś zaczął mówić o poronieniu, tak normalnie i głośno. Normalnie o swoich przeżyciach. Ja nie miałam tyle siły czego żałuję. Ja wstydziłam się o tym mówić wpędzając siebie w coraz większe poczucie winy. Całemu mojemu otoczeniu było to na rękę. Mąż po jakimś czasie jak cokolwiek powiedziałam skwitował "o Boże jeszcze Ci się przypomniało. Ja już o tym nie pamiętałem. " Po jego słowach coś do mnie dotarło. Dałam przyzwolenie na to aby moje dziecko uznano za niebyłe... Wpadłam w ciężką depresję. Długo trwało zanim nauczyłam się żyć z samą sobą.
Gdy przypadkiem wpadłam na Twój tekst poczułam, że są takie same osoby jak ja. Masz 100% rację , że nie ma społecznego przyzwolenia na żałobę po poronieniu. Że ludzie nie wiedzą jak zachować się wobec nas tzw "aniołkowych mam" (chociaż bardzo nie lubię tego określenia , jest jakieś takie wydumane).
Pozostaje mi tylko podziękować Tobie , za poruszenie tego tematuNapisano 2 miesiące temu | adres wpisu | do góry -
:)
Rozumiem Cię doskonale, jeżeli masz potrzebę mówienia (pisania).... będę czytała....Napisano 2 miesiące temu | adres wpisu | do góry -
Witaj tamko,ja też przeczytam.
Napisano 2 miesiące temu | adres wpisu | do góry -
Tamko, cieszę się , że kolejna osoba zaczyna szczerze mówić o swoich przeżyciach. Dziękuje serdecznie za tak miłego szczerego i pełnego zaufania maila. Wiem , że nie wszystko chce się mówić na forum. Ale zawsze służę swoją osobą (mailem) dla każdej kobiety, która chce porozmawiać.
Pozdrawiam Was wszystkie serdecznie.Napisano 2 miesiące temu | adres wpisu | do góry -
Nie odzywałam się tutaj, ponieważ nie mam takich doświadczeń. Uważałam nawet , że nie powinnam tu wchodzić. Dzięki temu artykułowi i Waszym wypowiedziom dotarło do mnie, że i ja mogę czegos nauczyć sie - jak reagować, aby nie sprawiać młodym mamom jeszcze więcej cierpienia. I tak sobie uświadomiłam, że az trzy koleżanki z pracy straciły swoje dzieciątka a ja nie bardzo wiedziałam czy można o tym mówić. Mimo wszystko bardzo pozytywny wątek, bo uczy czegoś ważnego.
Napisano 2 miesiące temu | adres wpisu | do góry -
Witaj Teofilo:)). Oczywiście , że masz prawo tutaj być. Niestety każdy z nas zetknął i/lub zetknie się z tym problemem pośrednio. Jako osoba z otoczenia "matki po stracie", "aniołkowej mamy" czy jak jeszcze to nazwiemy. Myślę , że wtedy warto wiedzieć jak temu stawić czoła i jak zachowywać się w obecności matki... Bardzo dziękuje Tobie i innym, że jesteście tutaj z nami i chcecie wiedzieć więcej. :)))
Napisano 2 miesiące temu | adres wpisu | do góry -
dla mnie te dzieci nie są "niebyłe" ... jestem katoliczką
Napisano 2 miesiące temu | adres wpisu | do góry
Odpowiedz »
Musisz się zalogować, aby móc pisać. Jeżeli nie masz konta zarejestruj się.
