moja droga--dziekuje/// Kora była molestowana..:) teraz z ta informacja posłuchaj tekst..ale to nie ten temat na Forum..
DDA ... zezwolenie na radość
(58 wpisów) (13 głosów)-
Napisano 6 miesiący temu | adres wpisu | do góry
-
Mona, nie bój żaby ... my się tylko tak bawimy ;))) Trochę sportu dobrze robi na kondycję i przydaje się jak za dużo słodyczy ;)
Napisano 6 miesiący temu | adres wpisu | do góry -
aha..to, ja nie wiedziałam ,ze taki sport jest..sorry :))
Napisano 6 miesiący temu | adres wpisu | do góry -
:))
Napisano 6 miesiący temu | adres wpisu | do góry -
Mona, nie wiem, nie wyłuskuję wszystkich "złych" przypadków. Poza tym... co ma molestowanie do tego tekstu?? Odczytuję kompletnie inny przekaz. Uniwersalny. Myślisz, że każdy, kto w jakiś tam sposób został skrzywdzony przez życie, będzie zawsze wrzeszczał swoją blizną? Ludzie są silni (całe szczęście). I radzą sobie z traumami. Nie można popadać w paranoję. A Violka ma rację - szermierka słowna to też sport ;). Chociaż nie ma statusu dyscypliny olimpijskiej. Uśmiechnij się :)))
Napisano 6 miesiący temu | adres wpisu | do góry -
...a powinno mieć:-) Uwielbiam taką szermierkę słowną:-) Może dlatego, że sama jestem w tym cienka.
Był kiedyś taki film francuski, dialogi oparte głównie na "szermierce", złośliwe, inteligentne, nie pamiętam niestety tytułu.Napisano 6 miesiący temu | adres wpisu | do góry -
Jeśli Ci to tylko pomoże, to może miec podpatrywać do woli, zezwalam ;)
Smacznego :)Napisano 6 miesiący temu | adres wpisu | do góry -
"Myślisz, że każdy, kto w jakiś tam sposób został skrzywdzony przez życie, będzie zawsze wrzeszczał swoją blizną? "
Małgorzato, jak zwykle celnie :)
Napisano 6 miesiący temu | adres wpisu | do góry -
Lolka, dziękuję za megamiłe słowo :)))
Napisano 6 miesiący temu | adres wpisu | do góry -
"Myślisz, że każdy, kto w jakiś tam sposób został skrzywdzony przez życie, będzie zawsze wrzeszczał swoją blizną?"
Będzie, głośniej lub ciszej. Każda blizna zmienia coś i nigdy się nie jest już takim jak przedtem. Za każdym krzykiem kryje się jakaś blizna.
.
"Ludzie są silni (całe szczęście). I radzą sobie z traumami."Właśnie, radzą ... ale czasu nie cofną i nie wytną tego ze scenariusza życia. Każde nasze doświadczenie nas zmienia i powoduje, że inaczej postrzegamy świat i ludzi. Mamy już inny punkt odniesienia. Dlatego każdy z nas ten sam fakt odczytuje zupełnie inaczej. Filtruje go poprzez swoje doświadczenia, wiedzę, emocje.
Napisano 6 miesiący temu | adres wpisu | do góry -
Syndrom DDA to jedna z najpopularniejszych koncepcji psychologii popularnej ale niestety jest tylko jednym z wielu mitów, które powstały dla ludzi desperacko poszukujących " przejrzystego i jasnego wyjaśnienia własnych problemów" ( cytat z książki "50 Wielkich mitów psychologii popularnej". Profil osobowości DDA, do którego się tak łatwo dopasowałyście, pasuje także do większości pozostałych dorosłych,nie pochodzących z rodzin alkoholików. Mam 40 lat, mój tato był alkoholikiem (umarł na wylew na skutek upadku po pijanemu),jego rodzony brat nadal jest alkoholikiem.
Razem jest nas 7 dorosłych dzieci- które powinny mieć syndrom DDA. Ale niestety do 6 z nas jakoś nie pasuje ten profil osobowości. Tylko moja jedna siostra ma niską samoocenę, nie nęka nas żadne poczucie winy lub wstydu. Choroby naszych ojców nie ukrywamy,otwarcie o tym rozmawiamy, także z naszymi mamami- ja poprosiłam kiedyś moją mamę o wyjaśnienie dlaczego nie rozwiodła się z ojcem i teraz rozumiem jej powody. Nie mamy problemu w bliskości z innymi , 4 z nas ma już rodziny, udane, mądre dzieci. Nie czujemy się bezsilni,prawie wszyscy pokończyliśmy studia, odnosimy mniejsze lub większe sukcesy. Coś tu jest nie tak z tym syndromem, skoro tylko 1 z nas na 7 ma i to nieliczne objawy! Dziewczyny - nie dajcie się zaszufladkować- jesteście normalne!!! Ktoś wymyślił ten termin, dzięki temu łatwiej wam żyć, ale dałyście się wciągnąć jak w sektę. Gdybyście sprawdziły czy pasujecie do jakichś innych profili np, dziecka molestowanego, to by się okazało, że też do niego pasujecie. Nie wszystkie problemy dorosłego życia muszą mieć swoją nazwę i przyczynę zakorzenioną w dzieciństwie. PozdrawiamNapisano 6 miesiący temu | adres wpisu | do góry -
Też zauważyłam, że wiele z tych "objawów" pasuje i do innych. Ale tak naprawdę nie jest istotne wyjaśnienie skąd się te problemy biorą. Bo to dopiero początek drogi. Znacznie ważniejsze jest czy zamierzamy coś z tymi problemami zrobić.
Właśnie ważne jest, żeby otwarcie rozmawiać. Ten termin, jak spis objawów to przyczynek do refleksji, do dyskusji, a nie próba etykietowania. Nie ma powodu czuć się nienormalnym. Każdy ma jakieś problemy i tak naprawdę bardzo często zdarza się, że te tzw. normalne rodziny też są w jakimś stopniu dysfunkcyjne.Napisano 6 miesiący temu | adres wpisu | do góry -
racja :)
Napisano 5 miesiący temu | adres wpisu | do góry -
Właśnie każdy ma jakieś problemy, więc warto być wyrozumiałym .U mnie alkoholizmu nie było w domu, ale ojciec poważnie chorował psychicznie na schizofrenię i depresję.To też podobne jarzmo , wstydziłam się tego , czułam winna, gorsza z tego powodu i innych jeszcze. Czytałam dużo książek, bo bałam się dziedziczności tej choroby .Do dzisiaj nie umiem o tym wprost rozmawiać, ale widzę,że wiele ludzi ma swoje zahamowania ,więc z wiekiem jest mi łatwiej.Ile ludzi tyle problemów tak uważam , staram się racjonalnie do tego podchodzić, czytam dużo książek psychologicznych .A co takiego być nienormalny? Właśnie pytanie ,bo normy ustalają ludzie, co dla jednego jest nienormalne, dla innego norma jest .Homoseksualizm dla jednych jest zboczeniem, a dla innych normalnością , to skomplikowane prawda?
Napisano 5 miesiący temu | adres wpisu | do góry -
Jestem DDA. I to nie jest moja etykietka ani usprawiedliwienie ani wytłumaczenie dla siebie samej czemu sobie nie radzę. Zrozumienie, że jestem DDA mnie obudziło; popchnęło na terapię (indywidualną, a nie grupową); pokazało, że moje zamknięcie ma zupełnie inne korzenie niż myślałam.
To, że jeden z rodziców jest alkoholikiem wcale nie czyni z każdego z nas DDA. Dużo ważniejsza jest cała otoczka. Jak radzi sobie z tym reszta rodziny, szczególnie drugi rodzic? Jak mocno dziecko jest wciągnięte w interakcje rodziców, czy jest obserwatorem czy jest może obciążane odpowiedzialnością, nakazem pomocy?
Już ponad pół roku próbuję udzielać sobie odpowiedzi na pytania jak mocno moje dzieciństwo siedzi we mnie i czasem to co znajduję w środku doprowadza mnie raczej do łez niż do radości.
Żeby pomóc Wam to zrozumieć powiem, że wciąż najwięcej problemów mam z zaakceptowaniem i zmianą dwóch rzeczy: nie za wszystko odpowiadam i mam prawo do pomyłki. Niby to takie oczywiste...Napisano 5 miesiący temu | adres wpisu | do góry -
Larysa "nie za wszystko odpowiadam i mam prawo do pomyłki."
Masz rację, niby oczywiste, ale tak naprawdę piekielnie trudne. To pierwsze uczyłam się oddając innym odpowiedzialność za małe rzeczy, z czasem (kilka lat) potrafiłam oddać dużo więcej. Zmusiło mnie do tego po prostu zdrowie. Bo w pewnym momencie miałam tyle obowiązków, które sama sobie wzięłam na garb, że organizm się po prostu zbuntował.
A z prawem do pomyłki było tak, że najpierw zaczęłam je dawać innym.Napisano 5 miesiący temu | adres wpisu | do góry -
Ja właśnie prawo do pomyłki, błędu daję tylko innym, nigdy sobie. A potem zadręczam się konsekwencjami pomyłki samobiczując i nie pozwalając sobie na kolejny ruch, bo co jeśli znowu zawalę?
Strasznie ciężko się z tym walczy :/Napisano 5 miesiący temu | adres wpisu | do góry -
No właśnie ... CO JEŚLI ZAWALISZ? Może to nic strasznego? Ja też tak kiedyś myślałam. I czasem się okazywało, że ja zawaliłam, a nikt tego poza mną nie zauważył. Może wiec przesadzam?
Gdzieś przeczytałam, że niewiele jest rzeczy, których nie da się odwrócić, naprawić. Więc po co się przejmować, skoro możemy podjąć kolejną próbę i zrobić jeszcze raz to samo, tylko lepiej?Napisano 5 miesiący temu | adres wpisu | do góry -
Ja doszłam do wniosku,że im bardziej chcę wszystkich zadowolić jestem nieszczęśliwa sama , muszę być wyrozumiała do samej siebie i nie chcieć zmieniać świat , a poprostu czasem zaakceptować ,że nie na wszystko mam wpływ i mam prawo do błędów, jak i inni mają.Trochę wyrozumiałości dla siebie też :)
Napisano 5 miesiący temu | adres wpisu | do góry -
Wiola, to samo usłyszałam od mojej terapeutki :) Że świat się od tego nie zawali, że po prostu spróbuję jeszcze raz, po raz kolejny i znowu. A każdy następny powinien być lepszy, bo nauczę się czegoś na błędach. Więc próbuję, na razie nieudolnie.
Napisano 5 miesiący temu | adres wpisu | do góry -
Ja też to słyszałam, czytałam w różnych książkach, ale zaczęło działać dopiero jak to zrobiłam. Po prostu dopuściłam do głowy myśl, że może się nie udać i co z tego?
Znalazłam sposób na to, by sobie pomóc. Rola blondynki. Zawsze byłam taką, co sobie radzi, ale zaczęłam grać bezradną ... sama przed sobą. Traktowałam to trochę jak zabawę, ale pomagało.
To że początki są nieudolne, to normalka. Z czasem jest coraz lepiej i coraz fajniej. Teraz już w ogóle się nie przejmuję tym, że mogę się zbłaźnić. No może trochę w głębi ducha przeżywam, ale już mnie to nie paraliżuje. Do tego świadomość, że ludzie nie lubią takich akuratnych, idealnych, co to zawsze wszystko robią jak należy, bardzo mi pomogła. To, że coś się nie uda i ludzie to widzą, wzbudza sympatię, bo jesteś ludzka, popełniasz błędy jak inni.Napisano 5 miesiący temu | adres wpisu | do góry -
Syndrom Dorosłych Dzieci Alkoholików...Bardzo trudny temat, jeden z pierwszych jakie odnalazłam na tym portalu. Tą dewizę - pozwolenie na zabawę skopiowałam sobie do swoich dokumentów. Lubię zbierać takie perełki. Jak się domyślacie ja również nie jestem wolna od stygmatu DDA - i jak widzę jest nas więcej. To chyba jest trochę tak ze pewne cechy ujawniają się później niż inne, a inne zaczynają uwierać wcześniej. Ja byłam całe życie nadmiernie nadgorliwa, nadodpowiedzialna, wyprzedzająca życzenia innych, stale starająca się zadowalać otoczenie... Nie przeszkadzało mi to długo, bo też dosyć długo nie zdawałam sobie sprawy ze tak jest... Zaczęło przeszkadzać w dosyć późnej dorosłości, zanim "coś" z tym zrobiłam najpierw zdiagnozowałam, potem zaprzeczyłam a potem dopiero, bardzo powoli zaczęłam pracować nad zmianą. Ale nie wszystkiego. Pewne cechy mojej osobowości podobają mi się wiec je wzmacniam lub jak Ty Violu, przekształcam w zalety dobrze się przy tym bawiąc. Inne zdecydowanie w sobie zamykam, to kosztuje więcej i jest procesem który bardzo długo trwa, ale taka moja uroda - lubię się sama ze sobą zmagać. Przy okazji tej pracy nad sobą nauczyłam się sporo, naczytałam, natrenowałam i nabyłam kilka nowych, jakże przydatnych umiejętności. Pozostały blizny? Pewnie że pozostały - staram się o nich nie pamiętać, bo to nie o to chodzi by się chwalić swoimi ranami. Ale jeśli dzięki takim jak ten wątkom mogę kogoś wesprzeć stwierdzeniem - że i co z tego żem DDA, skoro poza tym albo mimo to cudna ze mnie osoba i z Ciebie - koleżanko z DDA również to o to własnie chyba chodzi :-))
PozdrawiamNapisano 5 miesiący temu | adres wpisu | do góry -
A ja myślę, że w ogóle się nie ma co przejmować tym że się jest DDA czy ma jakieś inne dysfunkcje. Uświadomiłam sobie to bardzo ostro właśnie na spotkaniu Klubu Ona w Puławach. Kiedy koleżanki, które wystąpiły na scenie przedstawiały swoją trudną drogę do sukcesu życiowego, zdrowotnego, zawodowego.
Nawet więcej. Doszłam do wniosku, że prawdziwy sukces życiowy osiągnęły właśnie te osoby, które miały wiele porażek, traumatycznych przeżyć, którym coś się zawaliło w pewnym momencie życia. Historia Agaty Młynarskiej też to potwierdza.
I bardzo mądra rzecz, jaką powiedziała Anka66 "jak znajdziesz się na dnie, możesz zrobić dwie rzeczy: zostać tam albo odbić się".
Pozostaje więc chyba cieszyć się, że miało się trudne chwile w swoim życiu ;)
Napisano 5 miesiący temu | adres wpisu | do góry -
a ja zaczynam od 7 marca terapie i mam nadzieje ze przeżyje to moj pan psycholog :P
Napisano 2 miesiące temu | adres wpisu | do góry -
Miczka, brawo !!! Trzymam kciuki :) Pisz o postępach .
Napisano 2 miesiące temu | adres wpisu | do góry -
Czesc Kobity:)
Viola postepy? za wczesnie...to bedzie ciezka praca od bidy 2 lata!!! ponoc to jest tak jak sie obiera cebule, najpierw płaczesz dużo a pożniej przyzwyczajasz sie do tego.
Ja wiem ze musze to zrobic, po prostu tak czuje dla mojej corki jesli chce z nia miec dobry kontakt.
Sama jestem ciekawa jak to bedzie...:)Napisano 2 miesiące temu | adres wpisu | do góry -
po 2 latach to efekty, Miczka. A nawet może i więcej lat zejdzie. Postępy są po każdym spotkaniu, o ile naprawdę się zaangażujemy w proces zmian. Ważne jest, żeby dostrzegać i doceniać u siebie te małe kroczki, jakie czynimy na drodze rozwoju.
jesteś ciekawa jak będzie? Tego ci nie napiszę, ale powiem że warto.
Napisano 2 miesiące temu | adres wpisu | do góry -
oby warto...:)
z jednej strony jak mysle 2 lata pracy...i znowu wyrzeczenia...zamiast iść z dzieckiem na basen, do kina do teatru to mam miec grupe czy terapie i to mnie wkurza. Irytujace ale wiem ze musze :PNapisano 2 miesiące temu | adres wpisu | do góry
Odpowiedz
Musisz się zalogować, aby móc pisać. Jeżeli nie masz konta zarejestruj się.
